czwartek, 25 maja 2017 napisz DONOS@
Wyszukiwarka
Wczytanie

Szlachetna pomoc łomżyniaków w setkach paczek pod choinkę

Odwiedzili 143 rodziny z Łomży i okolicy miasta. Rozmawiali o potrzebach, których zaspokojenie może sprawić, że życie będzie lżejsze i przyjemniejsze, a niedostatek mniej dokuczliwy. Docierali do ubogich różnie: przez pracowników MOPS, szkoły i sąsiadów. I po tych spotkaniach 40 społecznych wolontariuszy Szlachetnej Paczki wytypowało na koniec aż 85 rodzin. Potem bezinteresowni darczyńcy skrzyknęli się i zorganizowali pod przewodnictwem Roberta Wesołowskiego, 37-letniego kierowcy zawodowego. Bardzo praktyczne prezenty na dużo dłużej, niż trwa okres Bożego Narodzenia 2016, przywieźli na finał do Państwowej Szkoły Informatyki i Przedsiębiorczości, skąd transporty darów ruszyły w drogę do obdarowanych. Obok żywności wózki inwalidzkie, obok telewizora pionizator.

Hall wejściowy na parterze przeszklonego kompleksu przed południem zaczął się wypełniać ludźmi i setkami pakunków różnej wielkości. Niektóre w skromnym, jednolitym papierze, inne w lśniących i przewiązanych kolorowymi kokardami pudełkach. A co jest w środku...? - To, czego życzyły sobie rodziny i co uznali za przydatne wolontariusze, rekomendujący rodziny do obdarowania – tłumaczy Robert Wesołowski, witając przy wejściu kolejnych ludzi dobrej woli, którzy społecznie poświęcali czas, żeby tak przydatne prezenty trafiły do potrzebujących przed świętami. - Mamy tu dużo chemii gospodarczej, środki czystości, meble, pralki, lodówki, laptopy, ale bardziej do nauki niż zabawy... Większość to nowe urządzenia, zdarzają się przypadki, że z odzysku, lecz w bardzo dobrym stanie. Dary o wartości od około półtora tysiąca złotych do 10 000 zł trafią do rodzin, które żyją w biedzie tzw. niezawinionej: zdarzenia losowe, wypadki, pożary, śmierć w rodzinie, samotnie wychowujący dzieci rodzice. Najmniejsza rodzina obdarowana szlachetną paczką to 1 osoba, zaś największa liczy osób 11. Darczyńcy to czasami mama, tata i syn, a czasami cała szkoła, przedszkole czy instytucja.

Łomża, Warszawa, szlachetna sprawa
- Zaangażowałem się w akcję Szlachetna Paczka, ażeby... zobaczyć w sobie i wokół siebie emocje, emocje wyłącznie dobre – uśmiecha się i między oznakowanymi liczbami stosami barwnych pudeł podchodzimy do Haliny Żelechowskiej, technika mleczarstwa na rencie. - Córka koleżanki dała mi warunek, że jak ja się włączę do akcji w Łomży, to ona będzie działać w Warszawie – śmieje się z „dyktatu młodości” 52-letnia wolontariuszka. - Mamy w sobie tyle dobra, że warto nim z ludźmi się podzielić. Nie można na bliźnich w ubóstwie patrzeć pod jedną kreską. Bo każdy ma różne osobiste uwarunkowania, kłopoty, dramaty... Zauważyłam, że ludzie rzeczywiście biedni są skromni, zwykle nie chcą sami czegoś dla siebie, chociaż widziałam, jak są potrzebujący... Nasza akcja daje wielu z nas radość. Ci, co dają praktyczne prezenty ubogim, cieszą się, że mogą pomóc. Obdarowani cieszą się, że dostali wiele wartościowych rzeczy od życzliwych ludzi. A my, jako wolontariusze, jesteśmy szczęśliwi nie tylko pierwszych i drugich radością, ale również z satysfakcji, że mogliśmy pomóc.
Julek Rakowski z początku nie wyjawia, czy jest imiennikiem Słowackiego, czy Tuwima. Wspólnie z przyjacielem od pięciu lat Patrykiem Śmiarowskim wystąpią w finale akcji w podwójnej roli: jako wolontariusze i darczyńcy. Dziarscy 17-latkowie z I LO im. Tadeusza Kościuszki chwalą za „wielką charyzmę charytatywną” pedagog Annę Leszczewską. Poznali się na niej w PG 6 jako uczniowie,  kiedy zaczęła się ważna dla obu koleżeńska znajomość, dlatego mogą też bez wahania wskazać na maturzystkę Olę Maliszewską jako „zasłużoną wolontariuszkę”. - Na początku w klasie było kilka osób sceptycznych, mających obawy, że rodziny wyłudzą od nas podarowany sprzęt, aby sprzedać – odkrywa wątpliwości w swoim kręgu Juliusz. Były obawy, ale pani pedagog wyjaśniała sens naszej pomocy nie tylko dla potrzebujących, ale i dla nas samych. Gdyby wszyscy ludzie solidarnie sobie pomagali, nasz świat byłby lepszym miejscem do życia, lepiej i szczęśliwiej by się żyło wszystkim.
Chłopcy są przekonani, że wcześniej czy później dobro do nas wraca. - W życiu każdego człowieka jest moment, że teraz spontanicznie sam pomaga, ale nie wie, kiedy będzie potrzebował pomocy od innych – dodaje Patryk. - Nie znaliśmy z nazwisk rodzin, tylko imiona i potrzeby. Ktoś potrzebował opału na zimę, a ktoś rzeczy dla niemowlęcia... Zawsze można znaleźć kogoś o szlachetnym sercu...

Mirosław R. Derewońko

 

cz
so, 10 grudnia 2016 17:03
Data ostatniej edycji: 2016-12-11 07:15:38

 
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0