czwartek, 27 lipca 2017 napisz DONOS@
Wyszukiwarka
Wczytanie

Goniec „z SMS-a” kontra Urząd Miejski

Przed Sądem Pracy w Łomży ruszył proces przeciwko Urzędowi Miejskiemu w Łomży. Sprawę tę wytoczył były goniec miejski, od którego zaczęła się afera smsowa. W sądzie domaga się wypłaty ponad 10 tys. zł: 6 300 zł za 9 miesięcy zaległych premii i ponad 4 tys. zł za używanie samochodu prywatnego do celów służbowych. Goniec pracował od 22 lipca 2015 do 21 kwietnia 2016 w ratuszu.
„Ze względu na zaniedbywanie obowiązków, opóźnienia w dostarczaniu korespondencji, jak również ignorowanie poleceń służbowych, umowa ta nie została przedłużona” - pisał prezydent Mariusz Chrzanowski, w oświadczeniu po artykule „Prezydent pracę załatwia przez SMS-a”. Zeznający w środę świadkowie, to jest trójka wysokich rangą urzędników ratusza, nie mieli praktycznie zastrzeżeń do pracy gońca.

Pierwsza rozprawa trwała półtorej godziny. Prowadziła ją sprawnie sędzia Małgorzata Sulkowska, precyzująca wypowiedzi świadków i prawników. Z gońcem siadła w jednej ławie jego pełnomocnik mecenas Anna Olender, naprzeciw – radca prawny Urzędu Miejskiego Mieczysław Jagielak, który na wstępie stwierdził, że nie widzi możliwości ugody w tej sprawie. - Roszczenie powoda jest co do zasady nieusprawiedliwione – mówił mecenas Jagielak. Według miasta, wnoszący pozew goniec premie dostawał co miesiąc, a zgody na używanie prywatnego samochodu nie miał.

Przed sądem były goniec miejski opowiedział historię pracy w Urzędzie Miejskim i rozmowy z prezydentem Mariuszem Chrzanowskim w cztery oczy. Z odpowiedzi na zadawane przez sędzię wydziału pracy Sądu Rejonowego pytania dowiedzieliśmy się, że w pierwszym miesiącu zastępował kobiety, które miały urlop. Po dwóch miesiącach pokazał prezydentowi wyciąg kilometrów z GPS i liczbę godzin przepracowanych – 183. Informował włodarza, że na wożenie autobusem ilość korespondencji jest zbyt duża, a w sądzie pokazał ksero ze stosem kopert i dokumentów. Mówił, że zostawiał pisma z uwagami do prezydenta (nieoficjalnie) w sekretariacie; słał smsy do prezydenta, że korespondencji nie da się w tym trybie rozwieźć terminowo. Opowiadał, że zgłaszał uwagi, iż musi wykorzystywać samochód prywatny do celów służbowych, kierowniczce wydziału promocji i specjaliście od BHP. Goniec mówił w sądzie, że nie dostał zakresu czynności, ale prezydent zapewniał go ustnie: „jakoś to załatwimy i będzie ok”. Goniec najpierw pracował od godz. 12. do 20., potem od 7.30 do 15.30. Dostarczał korespondencję na terenie całego miasta: przedszkola, szkoły, spółki, instytucje. Setki plakatów, przed wyborami trzy, cztery razy 4 i pół tys. ulotek o wyborach do skrzynek pocztowych, zaś na Boże Narodzenie i Wielkanoc zaproszenia i życzenia dla prezesów i dyrektorów. - Nigdy nie otrzymałem dokumentu, jakie kwoty będą przyznane – odpowiadał na pytania swojej mecenas. - W umowie o pracę mam gwarantowaną premię... Mecenas z ratusza Jagielak nie miał do gońca pytań.

Praca od świtu do nocy przez tydzień bez premii
Sędzia pouczyła czterech świadków, którzy wyszli z sali na czas wyjaśnień gońca, że za składanie fałszywych zeznań grozi do 8 lat pozbawienia wolności. Pierwsza zeznawała jedna z urlopowanych w lipcu 2015 kobiet, też goniec miejski. - Źle roznosił, dostawał tyle samo, co my – oceniła kolegę. - Jak wróciłam z urlopu w lipcu, trzy dni roznosiłam od 8. do 20... W styczniu musiałam listy plus ok. 500 sztuk podatków za śmieci roznieść; roznosiłam ulotki wyborcze 1000, 2000... Proszę syna, aby podwiózł mnie na własny koszt. Nie mam najniższej krajowej, 1680 zł. Uprzedzono mnie, że najwięcej korespondencji jest w lutym, podatki: od 8. do 20, soboty, niedziele. Nie dostałam premii.
Jedna z zeznających wysokich rangą miejskich urzędniczek mówiła o zgłaszanych przez skarżącego Urząd Miejski gońca złych adresach i nieodbieranej korespondencji – czego nie robili inni gońcy. Druga potwierdzała, że mężczyzna roznosił nie tylko listy, ale zaproszenia i „nieduże plakaciki” z wydziału promocji.
Przełożony gońca, tj. kierownik biura obsługi mieszkańców, który stanowisko objął od października 2015, zeznał, że goniec miał mniej korespondencji niż inni i innego typu: dostarczał do miejsc, gdzie zawsze jest ktoś, kto odbierze, bez potwierdzeń (zwrotka). Stwierdził, że nie ma zastrzeżeń do gońca, że za jego kadencji urzędnicy i mieszkańcy się nie skarżyli, nie dotarły zastrzeżenia.  - Gdybym mógł, płaciłbym mniej: pism mało i premia niższa – odrzekł na pytanie sędzi; na pytanie mec. Olender o bilet miesięczny: - Skoro oddał rozumiałem, że będzie chodził pieszo. Na samochód powinien mieć zgodę prezydenta.
Druga rozprawa planowana jest w styczniu. Mecenas Olender wniosła o przesłuchanie 3 świadków, obserwujących pracę gońca; mecenas Jagielak o zeznania sekretarz miasta Tamary Małachowskiej. Sędzia Małgorzata Sulkowska uznała, że warto przesłuchać też prezydenta Mariusza Chrzanowskiego.

Mirosław R. Derewońko

cz
cz, 27 października 2016 12:32
Data ostatniej edycji: 2016-10-27 12:35:01

 
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0