czwartek, 08 grudnia 2016 napisz DONOS@
Wyszukiwarka
Wczytanie

„Smoleńsk” w Łomży wywołał wzruszenia i refleksję o tragedii

Powaga, skupienie i cisza w czasie projekcji i po seansach towarzyszyły widzom filmu „Smoleńsk” w reżyserii Antoniego Krauze, reżysera, który miał odwagę sięgnąć po temat katastrofy smoleńskiej i zrealizował dwugodzinną opowieść o „śledztwie”, jakie prowadzi dziennikarka w sprawie dramatu 96 pasażerów tupolewa 10. kwietnia 2010. W Centrum Kultury w Łomży odbyły się dwa seanse na bezpłatne zaproszenia, każdy dla około 250 - 300 widzów, za które spółki miejskie: MPWiK, MPEC i 3 sponsorów prywatnych zapłaciło w sumie 7, 5 tysiąca zł. Jednym z gości pokazu był prezydent Łomży Mariusz Chrzanowski, wzruszony filmem Krauzego.

Wychodzący po pierwszym seansie widzowie, którym proponowałem podzielenie się wrażeniami, refleksjami i opiniami z Czytelnikami portalu 4lomza.pl grzecznie, acz niewzruszenie odmawiali. Zwykle zachęcam i przekonuję rozmówców do odwagi w wypowiadaniu się na tematy społeczne w demokratycznym od 4. czerwca 1989 r. kraju, jednak tym razem odstąpiłem od typowego działania. Wyjątkiem był prezydent Mariusz Chrzanowski (lat 32), który przed seansem bez wahania zgodził się na rozmowę po tym, jak obejrzymy film. Ponura muzyka Michała Lorenca wbijała mnie w fotel.

„Pancerna brzoza” albo zamach Rosjan

Obejrzałem taką masę materiałów i przeczytałem tyle artykułów na temat śledztwa smoleńskiego, że rozumiałem dystans łomżyniaków do ujawniania swych przekonań. Taka fala nienawiści, złości i nietolerancji przelała się przez media i internet w Ojczyźnie przez te sześć i pół roku, że większość z nas ma ugruntowane poglądy: 1. błędne decyzje polskich pilotów i marna pogoda z mgłą na czele albo 2. zamach i wybuchy w samolocie z delegacją z prezydentem RP Lechem Kaczyńskim (1949 – 2010), inspirowane przez Rosjan. Wszystko inne - rola premiera Donalda Tuska i jego rządu, który nie doprowadził do powołania komisji międzynarodowej, oraz Jarosława Kaczyńskiego i jego partii PiS – zostało podporządkowane hipotezie numer 2. Zamach w Smoleńsku jako zemsta Władimira Putina z Rosji – która zaatakowała Gruzję w „obronie” jej części, Osetii - na Lechu Kaczyńskim za inicjatywę ratowania w 2008 r. niepodległości Gruzji. Te sekwencje w filmie „Smoleńsk” są ważne, gdyż odsłaniają imperialne oblicze mocarstwa na Wschodzie, któremu Prezydent RP stawia czoła z  głowami państw: Ukraina, Estonia, Łotwa czy Litwa. Przybywają na wiec do Tbilisi z ostrzeżeniem i wołaniem Polaka również do Unii Europejskiej, że „dzisiaj Gruzja, jutro Ukraina, potem Polska”...

Film „Smoleńsk” przytłacza nie tylko rozpalającym emocje i spory tematem tragedii ofiar i rodzin, oglądających zmasakrowane zwłoki w prosektorium w Moskwie... Przywraca zdumienie sprzed 6 ponad lat, dlaczego w jednej maszynie, i to wcale nie najnowocześniejszej, poleciało dowództwo sił zbrojnych Polski, 38-milionowego państwa w centrum Europy z głową tego państwa na czele. A do tego na spontaniczną rozpacz rodaków i logiczne przerażenie konsekwencjami katastrofy nałożyła się polityka – w połączeniu z bezwzględnym pragnieniem wykończenia przeciwnika: PO kontra PiS walczy do dziś. Nużący serial obustronnych oskarżeń, marszów i antymarszów przygnębia i trwoży.

Polska została podzielona jak flaga narodowa

- „Smoleńsk” to niezwykle wzruszający film, przypominający nam o najtrudniejszym momencie dla współczesnej Rzeczpospolitej – mówi z namysłem Mariusz Chrzanowski, kiedy po seansie siadamy przy stoliku w holu Centrum Kultury Szkół Katolickich. - Przez dwie godziny można było wrócić pamięcią do tych ciężkich dla Polaków chwil. Po sześciu latach doczekaliśmy się filmu. Istotne, że powstał, że na dużym ekranie pojawił się temat Smoleńska, który nie schodził z pierwszych stron gazet i głównych wydań dzienników telewizyjnych. Kolejne wiadomości na temat badań przyczyn katastrofy, raport rosyjski MAK Anodiny i polski komisji Millera, budziły wątpliwości, mnożyły się sprzeczności. Ten film pokazuje, jak ciężko jest dotrzeć do wiarygodnych informacji. Może kiedyś następne pokolenia Polaków poznają prawdę? Wiele zagadek historii pozostało nierozwiązanych do dzisiaj. Jako Polakowi było mi ciężko na sercu, w tamtym okresie i teraz. Nikt prawdy nie poznał...

Tyle prezydent. Moim zdaniem, reżysera „Smoleńska” przerosły ważki temat i problemy realizacji: trudności ze znalezieniem ludzi do pisania scenariusza, który nie porywa ślamazarną dramaturgią ani banalnymi dialogami, borykanie się ze zgromadzeniem pieniędzy na produkcję, niechęć wielu aktorów do udziału w propagandowym przedsięwzięciu. Wystąpili ci, którym na opinii środowiska artystycznego za bardzo nie zależało. Polska „Smoleńska” jest rozdwojona, jak flaga narodowa: po jednej stronie „tłum smoleński” dewotek na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie, wyśmiewany przez przeciwników sakralizacji nielubianego Lecha Kaczyńskiego, składaniu ciała obok królów na Wawelu. Z drugiej strony: cynizm władzy i manipulacja mediów, nieliczących się z rodzinami ofiar wypadku po drodze na uroczystości 70. rocznicy ludobójstwa w Katyniu. Rzeczywistość kolorowa jest na ekranie, ale idea czarno-biała. Szkoda, że tyle wysiłku i funduszy nie poszło na solidny film dokumentalny, a powstała nużąca i słabo zagrana fabuła ze spiskową wizją porażającej katastrofy komunikacyjnej (tak w sensie transportowym, jak i porozumiewania się ludzi z plemienia Polan. „Smoleńsk” obficie skorzystał z nagrań TV o traumie Polaków z kwietnia 2010. Może dlatego trwa ona w naszych sercach rozpaczliwie do dziś, że nie daje wiedzy, wiodąc wyobraźnię na manowce...

Mirosław R. Derewońko

mm
cz, 29 września 2016 12:18
Data ostatniej edycji: 2016-09-29 13:58:21

 
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0