piątek, 09 grudnia 2016 napisz DONOS@
Wyszukiwarka
Wczytanie

„Nie miałem siły wstać, serce mi się ścisnęło...”

- Najważniejszy mebel w domu to stół, przy którym ludzie siedzą, jedzą i rozmawiają, co się w ich życiu wydarzyło, jakie mają troski i kłopoty, co cieszy i o czym marzą – mówi Andrzej Werczyński, 57-letni prezes Stowarzyszenia „Zdrowie i Trzeźwość” w Łomży, który od 17 lat pozostaje w stanie całkowitej trzeźwości z wyboru. - Jeśli stół stoi pusty, dzieciaki przy komputerze, a matka z ojcem przy telewizorze, to niepokoi, że rodzice nie wiedzą, czym się dzieci zajmują i interesują, czego się boją lub pragną... Stół pozwala nawiązywać relacje. Dziecko, które boi się rodziców, nie opowie o problemach z koleżankami i kolegami. Rodzice pochłonięci pracą stracą więzi z dziećmi. Każdy ma swoją drogę, aby przestać pić. Ja po 9 miesiącach picia non stop poprosiłem syna o szklankę wody.

Andrzej Werczyński, prezes Stowarzyszenia „Zdrowie i Trzeźwość” w Łomży
Andrzej Werczyński, prezes Stowarzyszenia „Zdrowie i Trzeźwość” w Łomży

- Dwa razy próbowałem skończyć z piciem... – opowiada mężczyzna w siedzibie ZiT przy Dwornej naprzeciw seminarium. Słoneczny sierpień, od dziesiątek lat ogłaszany przez Episkopat miesiącem trzeźwości narodu polskiego, pielgrzymującego na Jasną Górę i zbierającego plony żniw. - W 1996 roku byłem tak wycieńczony, że poprosiłem syna, aby przyniósł mi szklankę wody. „Obiecałeś, że przestaniesz pić, a zobacz, jak wyglądasz...”. Nie miałem siły wstać, serce mi się ścisnęło. Rozpacz.
Episkopat Polski co roku ponawia apel do wiernych o niepicie w sierpniu alkoholu. Z  i bez skutku.

Ego pod sufitem i ego pod stołem
Po półtora roku terapii i abstynencji zaczął pić... Po 10 dniach dniach chlania na umór chciał nawet popełnić samobójstwo. Zadzwonił na odwyk, usłyszał od terapeutki: „Andrzej, przyjdź, ty też masz szansę”. Był wrzesień '99. - Ulga, może nie jestem takim śmieciem... Spieprzyłem kawał życia, ale mam szansę żyć jak człowiek. Zacząłem drugą terapię, zacząłem chodzić na mitingi Anonimowych Alkoholików, z Internetu poznałem setki osób. Trzeźwych, działających w stowarzyszeniach, jak ja. Umocniła się we mnie chęć i wola rozstania z alkoholem, a działalność w Stowarzyszeniu Zdrowie i Trzeźwość okazała się dobrodziejstwem. Pozwala mi zachować abstynencję w gronie niepijących ludzi i realizować pomysły na trzeźwe życie. Pomaga znaleźć nienarzekających, że nie piją, ale że z tego się się cieszą. Zajmujemy się promocją zdrowego stylu życia. Organizujemy rajdy rowerowe, spływy kajakowe Narwią i Biebrzą, pikniki, ogniska, mitingi AA. Nowy pomysł to projekt „Życie z tyranem”, zajęcia dla kobiet, ofiar przemocy domowej. Prowadzi je terapeutka Renata Szymańska w trzy dni weekendu, 10 godzin. Były cztery edycje, m.in., nad Jeziorem Rajgrodzkim. - Alkoholik myśli, że mu się wszystko należy, bo łaskawie przestał pić – ironizuje człowiek z doświadczeniem w branży. - Mnie się wydaje, że skoro przestał pić, to na wszystko powinien zasłużyć, żeby niepicie nie było jedyną jego zasługą w trzeźwym życiu. Alkoholik swoje ego miał pod sufitem, a powinien położyć na stole. W przeciwieństwie do niego, ofiara przemocy ego ma ukryte pod stołem i musi je podnieść. Jedno i drugie wymaga ogromnego wysiłku, a jeszcze większego utrzymanie abstynencji. Nałogowiec nie może mieć takiej furtki, że może pić, lecz nie chce, bo on zawsze chce się napić – twierdzi społecznik, polemizując z powtarzanymi w trakcie terapii zaleceniami, żeby nie otaczać się zakazami, tylko wybierać racjonalnie i w spokoju sumienia dla własnego dobra psychofizycznego. - Alkoholik nie może sięgać po alkohol i to jest naczelne hasło podczas naszych mitingów Jutrzenki.

Fatalna polska tradycja „na zdrowie”
Około 30 osób działa w Stowarzyszeniu Zdrowie i Trzeźwość, ok. 20 przychodzi na mitingi AA w środy o godz. 18. - Tak jak alkoholik pijący nie wyobrażał sobie życia bez piwa czy setki, tak teraz nie wyobraża sobie życia na trzeźwo, bo nagle zaczął mieć dużo wolnego czasu – prezes ZiT sięga do wspomnień. - Najgorsze są pierwsze trzy miesiące, gdy organizm pozbywa się trucizny. Dlatego stosujemy zasadę „tu i teraz, 24 godziny”: nie piję dziś, ponieważ nie planujemy na miesiące i lata. Nie możemy zapanować nad chorobą i nałogiem latami, ale przecież  jeden dzień da się wytrzymać.
Realia pracy z alkoholikami niewesołe. Zdarzy się sytuacja, że ktoś 30 lat pił, terroryzował rodzinę, tłukł żonę i – komentuje prezes – było dobrze. Pięć lat nie pije, dalej poniża najbliższych i tłucze, aż do rozwodu. Mitingi AA służą temu, aby opowiedzieć trudny los takim samym nieszczęśnikom na zakręcie. Jeden mówi, reszta słucha, więc prezes planuje dyskusyjne spotkania integracyjne. Będzie na nich można podzielić się doświadczeniami, poradzić, przedyskutować sposoby ratunku dla duszy i ciała. Oddzielną kwestię stanowi powszechna dostępność alkoholu. - Legalny narkotyk, dostępny 24 godziny na dobę, na każdej stacji benzynowej i w sklepiku osiedlowym – martwi się społecznik. - Do tego fatalna polska tradycja „na zdrowie”: urodziny, chrzciny, komunie, śluby, wesela i stypy też, choć nieboszczykowi niewiele pomoże toast, a wielu zaszkodzi na całe życie. Zaczynałem jako 12-latek od wina z kolegami na ławce do Lasu Jednaczewskiego. Słodkie było, zaszumiało, śmialiśmy się bez powodu... Uwalniało stresy, pozbywaliśmy się kompleksów... I uzależniliśmy się nałogowo. To zawsze niewinnie się zaczyna. Wypiliśmy tylko jedno wino.

Mirosław R. Derewońko

cz
cz, 04 sierpnia 2016 14:39

 
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0