poniedziałek, 05 grudnia 2016 napisz DONOS@
Wyszukiwarka
Wczytanie

Rockowe lato z Bohortem

Zespoły Blue Veins, Bohort i Otherside zakończyły sezon koncertowy i jednocześnie powitały lato w MDK-DŚT. Każda z grup zaprezentowała zupełnie odmienną stylistykę, tak więc coś dla siebie mieli fani alternatywnego rocka, nowoczesnego metalu oraz bardziej przebojowego grania. Najefektowniej wypadł łomżyński Bohort, mimo tego, że aż 3/4 składu borykało się z różnymi urazami i kontuzjami, a wokalista śpiewał z ręką w gipsie. Grupa zapowiada już kolejne koncerty oraz intensywnie pracuje nad nowymi utworami. W jednym z nich, premierowej „Iluzji”, zaśpiewali też fani Bohort.

Upalne piątkowe popołudnie w dniu zakończenia nauki nie zachęcało zbytnio do udziału w koncercie, jednak w klubie PopArt  Miejskiego Domu Kultury – Domu Środowisk Twórczych pojawiło się około 50. fanów rocka. Zagrały dla nich trzy, grające diametralnie odmienne odmiany rocka, zespoły. Jako pierwszy zaprezentował się Blue Veins, istniejący od półtora roku duet z Kadzidła. Śpiewający gitarzysta Mikołaj Białobrzewski i perkusista Przemysław Zera zagrali  surowego, garażowego rocka z odniesieniami do psychodelii, hard rocka i muzyki alternatywnej lat 80. W kompozycjach autorskich nawiązywali do dokonań The White Stripes („TVN”) czy Jimiego Hendrixa („Biała ścieżka kłamstwa”), zagrali też dwa zaskakujące covery: „Psycho Killer” amerykańskich odlotowców z Talking Heads i„Where Is My Mind” ich równie nowatorskich rodaków z Pixies, a uczynili to na tyle dobrze, że gęstniejący z każdą chwilą słuchacze wymogli na młodych muzykach bis. Żarty skończyły się przy najmocniejszej grupie wieczoru Bohort, kapeli z 2,5 letnim stażem, która nie dość, że zgromadziła najliczniejszą publiczność, to zagrała też znacznie lepiej niż podczas Wojewódzkiego Przeglądu Zespołów Rockowych „Rockowania 2016”. 
– Świetnie, że jest takie miejsce jak PopArt – mówi gitarzysta Krzysztof Jodłowski. – Szkoda, że teraz będą wakacje i nie będzie tu ruchu, bo mógłby być cały czas, ale cieszymy się, że mogliśmy tu zagrać po raz drugi!
– Wcześniej graliśmy tu na przeglądzie kapel „Rockowania” i był bardzo fajny klimacik – dodaje wokalista Bartosz Pawliński. – Jedyne na co możemy narzekać, że tworzy się tu bardzo mało kapel grających mocniejszy metal, chociaż jest dużo rockowych i bluesowych.
Łomżyński kwartet (w składzie są jeszcze basista Marek Kamiński – grający również z Krzysztofem Jodłowskim w Mechanice oraz perkusista Tomasz Sierzputowski), gra nowoczesny, pełen mocy, ale też nieszablonowych rozwiązań aranżacyjnych i efektownych solówek, heavy metal, co znalazło potwierdzenie w porywających wykonaniach „Słowa”, „Dark Seed”, „Hero” czy „War Dance”.
– Riffy tworzy nasz gitarzysta Krzysiek we współpracy z całym zespołem, a ja jako wokalista staram się dopasować do naszego stylu grania – wyjaśnia Bartosz Pawliński. – Wiadomo, że na początku musieliśmy coś ułożyć, tym bardziej, że przyszedłem do zespołu jako laik. Musiałem więc poprawić swój styl wokalny i przystosować go do brzmienia zespołu, stąd pomysł, żeby śpiewać troszeczkę mocniej, growlem/screamem.
– Nowe utwory powstają na każdej próbie – dodaje Krzysztof Jodłowski. – Niektóre pomysły się zapomina, niektóre się odświeża, a jeśli coś wpadnie nam w ucho i dobrze się zapowiada, to rzeźbimy dalej. W dodatku każdy nasz numer jest trochę inny i nie potrafimy się zaszufladkować.
Na bis zespół wykonał premierowy, trwający blisko 10 minut i częściowo improwizowany utwór „Iluzja” z wokalnym udziałem publiczności, a większość z wykonanego w czasie koncertu materiału znajdzie się na planowanej przez muzyków profesjonalnej demówce, a może i płycie.
– Zaczęliśmy przygotowywać demo, ale nie pociągnęliśmy tematu do końca – wyjaśnia Krzysztof Jodłowski. – Z powodu braku czasu realizatora nie zaszło to tak daleko jak zamierzaliśmy, ale mamy trzy utwory niezmiksowane dostatecznie dobrze, żeby puścić je w eter. Na razie skupiamy się na koncertach, ale później wyłuskamy pewnie co najlepsze z tych 20 numerów które już mamy, coś, co warto byłoby zapisać. 
Na brak pomysłów i umiejętności nie narzekają też muzycy grającego na końcu Otherside z Łukowa, chociaż nie przełożyło się to na frekwencję – na występie istniejącej od blisko czterech lat grupy bawiło się kilkanaście osób. Nie zważając na to Mateusz Barej, Radosław Sałasiński, Jacek Stepulak i Wojciech Kotwicki sprawnie zagrali melodyjnego rocka, czerpiącego z reggae („Manipulacja”), pop punka („Cud malina”) czy mocniejszego grania („On kiedyś przyjdzie”), wykonując też utwory premierowe („Zwykły przypadek”) i udowadniając, że można zagrać dobry koncert nawet dla garstki publiczności.
– Liczymy na rozwinięcie się sceny muzycznej z naszym udziałem: żeby było z kim grać, gdzie się pokazywać, żeby ludzie przychodzili i bawili się na naszych koncertach – podsumowuje piątkowy koncert Bartosz Pawliński, dodając, że istnienie silnej, lokalnej sceny jest niezwykle istotne dla Łomży.

Wojciech Chamryk
Zdjęcia: Elżbieta Piasecka – Chamryk

cz
pon, 27 czerwca 2016 08:11
Data ostatniej edycji: 2016-06-27 08:14:20

 
161201033137.gif
Zobacz także
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0