niedziela, 04 grudnia 2016 napisz DONOS@
Wyszukiwarka
Wczytanie

„Przy 50 stopniach mrozu na Syberii nikt grobu nie kopał”

Troje Sybiraków gościło w „Drzewnej” ze wspomnieniami o życiu i cierpieniach w Kazachstanie w czasie drugiej wojny światowej. - Jadąc tam, miałam 10 lat, byłam z rodzeństwa najstarsza – mówi młodzieży 85-letnia Irena Boryszewska, z którą przybyli w Dniu Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej: 89-letni Kazimierz Burzyński i Jan Truszkowski, uciekinier z zesłania. - Zazdrościłam, że nie byłam chłopakiem, oni mogli pracować. Ja ze żłobka nosiłam dzieci matkom na łąki, gdzie zbierały siano, do karmienia piersią. Rosjanie dawali mi jeść raz dziennie, nie miałam jak pomóc głodnej rodzinie.

Irena Boryszewska
Irena Boryszewska

- Obaj panowie po powrocie z Syberii po wojnie byli uczniami w Szkole Drzewnej, po czym Jan Truszkowski uczył w LO w Kolnie, a Kazimierz Burzyński został nauczycielem w „Drzewnej”, są jeszcze podręczniki jego autorstwa – przedstawiła gości Irena Zwornicka, dyrektor Zespołu Szkół nr 3 w Łomży. W sali gimnastycznej zawisły ze wszech stron granatowe bannery z etapami wojny i twarzami mniej czy bardziej znanych wojskowych, w tym partyzantów AK, ale że jest ich dużo, to nikt się nimi nie zajmuje. Młodzież słucha w ciszy uważnie Sybiraków, dzielących się przeżyciami.

„Cieszcie się, jesteście wolni, ceńcie tę wolność...”
Rok temu powstał film „Sybiracy” Artura Szczubełka. Tuż po premierze pisaliśmy, że bohaterowie filmu - i historii Polski, z perspektywy Łomży - opowiadają, co jako dzieci zapamiętali: pociągi jak dla bydła, miskę zupy od obcych ludzi, współczujących ich losowi Rosjan; miskę z wodą na pchły, spadające z sufitu, wyłażące ze szpar; grany na mandolinie „Mazurek Dąbrowskiego”... Do takiego klimatu w szkole w pewnej mierze nawiązywali Sybiracy: niesprawiedliwości losu, grozy istnienia, okrucieństwa przyrody, niepewności jutra. - Miałam sześcioro rodzeństwa, jedno dziecko miało rok i miesiąc, długo nie żyło, na jesieni zmarło – wracała do przeszłości sprzed 75 lat pani Irena, która jeszcze długo po wojnie jako pracownik SP nr 6 (nieistniejącej, obecnie budynek muzeum) o tym, że jest Sybiraczką nikomu nie mówiła. - Najpierw ludzie byli chowani w trumnie, a później brakło drewna, owijano w prześcieradło lub koc... Przy 50 stopniach mrozu nikt grobu nie kopał, w śniegu się chowało... A na wiosnę znajdowało się ciało zjedzone przez wilki albo zwierzęta. Do tej pory w lasach tam kości ludzkie się przewalają... Bądźcie szczęśliwi, że Wy nie wiecie, co to znaczy wojna.
Pani Irena pamięta, że Rosjanie i wojskowi dzień przed wybuchem wojny z Niemcami w czerwcu 1941 r. pieszo uciekali, kiedy „nas wieźli, mieli darmych robotników za 400 gram chleba na dzień”.

„Otrzymaliśmy od Związku Radzieckiego wagon butów...”
Jan Truszkowski trochę czytał zapisków, trochę filozofował, a trochę powspominał. Między innymi, przywołał prorocze słowa z 1978 r. Jana Pawła II w Warszawie o Duchu Św., odnawiającym oblicze Ziemi. Wyliczał odzyskiwanie niepodległości po roku 1989 przez Polskę, Litwę, Łotwę, Estonię, Ukrainę, NRD i zburzenie muru berlińskiego... - Prawdziwy cud stał się na naszych oczach – mówił wzruszony Sybirak. - Cieszcie się, jesteście wolni, ceńcie tę wolność... W mojej klasie było ośmiu Sybiraków, ja wiedziałem o jednym. Wy możecie mówić wszystko, co Wam się podoba. W 2. klasie mojego gimnazjum kolega Stasio powiedział taki dowcip: „Towarzysze, otrzymaliśmy od Związku Radzieckiego wagon butów. Do podzelowania”. Dostał wyrok, trzy lata, całość odsiedział. Kolega Jasio Sadowski skrytykował Stalina, sześć lat odsiedział. Dyrektor nam potem radził, że jeśli mamy wątpliwości, to lepiej ich nie wypowiadać głośno. 
Kazimierz Burzyński zaczął od „Dzieciaczki Kochane”. Wytłumaczył, że zwraca się do młodych w ten sposób, bo skończył „dopiero 89 lat”. - Jako 14-letni chłopak byłem wywieziony, z rodzicami i dziadkami, rodzicami ojca, zmarli w Kazachstanie – opowiadał. - Ojciec wrócił jako inwalida... 
Podczas spotkania przypomniano, że istnieją książki wspomnieniowe w bibliotece szkolnej, których autorami są obaj Sybiracy, w tym antologia fragmentów wcześniejszych publikacji zesłańców z Łomży i Ziemi Łomżyńskiej. Irena Boryszewska do dziś – jak sama mówi - „głupio się czuje przy śmietniku”. - Nigdy chleba nie wyrzucam – ociera łzę. - Podnoszę, zbieram, żeby nie leżał na ziemi.

Mirosław R. Derewońko

cz
cz, 14 kwietnia 2016 08:10

 
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0