czwartek, 17 sierpnia 2017 napisz DONOS@
Wyszukiwarka
Wczytanie

Śladami ubeckich zbrodni w Łomży

Od 2006 roku realizowany jest ogólnopolski program „Śladami zbrodni”, który ma doprowadzić do poznania maksymalnej liczby miejsc związanych ze zbrodniami komunistycznymi i zebraniem dokumentacji oraz informacji na ich temat. Jednym z takich miejsc jest dawna siedziba Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Łomży przy Nowogrodzkiej. Więziono, katowano i zabijano tu przeciwników władzy ludowej. Formalnie orzeczono tu co najmniej 59 wyroków śmierci i stracono na miejscu co najmniej 47 osób. Były także samowolne egzekucje i zastrzelenie w czasie przesłuchania...
O zbrodniach popełnione przez funkcjonariuszy UB w Łomży w latach 1945-56 Marcin Zwolski mówił podczas kolejnego spotkania z cyklu „Przystanek historia”.

– Budynek ten do dziś zachował pewne walory historyczne – mówi Marcin Zwolski. – W piwnicy jest oryginalny układ cel, nawet judasze w drzwiach i numery cel – jest to jeden z niewielu takich obiektów w naszym województwie, w innych regionach kraju jest to również bardzo rzadkie. 
Miejscami egzekucji było podwórze przed garażem, sam garaż oraz piwnice budynku. Ofiary grzebano w przypadkowych, zwykle nieoznaczanych miejscach, np. na terenie dawnego łomżyńskiego więzienia, niekiedy też nocą na cmentarzach okolicznych miejscowości. 
– „Obchodzenie się z więźniami brutalne, nieludzkie – podawał wywiad Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość. – Piwnice bardzo wilgotne, ciemne, odżywianie marne. (…) Dochodzenia przeprowadzane są przy pomocy bicia, znęcania się, łamania kości, duszenia za gardło do utraty przytomności, wbijania hufnali w pięty lub przypiekania ich gorącym żelazem”.
– „Trzej ubowcy bez słowa zaczęli mnie bić gdzie popadnie – wspominała jedna z ofiar, której udało się ujść z życiem. – Najpierw gołymi rękoma, ćwicząc uderzenie w szczękę i dyskutując, kto wprawniej to robi. (…). Wreszcie, gdy już któryś raz przewróciłem się, zaczęli mnie kopać wszyscy razem i na zmianę bić czym popadnie. Były to kawałki desek, sztaby drewniane, ogołocony kikut choinki. (…) Obracałem się wokół swojej osi, chcąc uniknąć razów, zawsze jednak któryś zdążył kopnąć mnie w najbardziej czułe miejsce, jak twarz, nerki czy brzuch”. 
Inni nie mieli tyle szczęścia i zostali zakatowani na śmierć jak Jan Wiliński lub rozstrzelani. Bywało też, że tak jak np. Wincenty Głębocki, opuszczali katownię UB żywi, ale umierali jeszcze tego samego dnia. Funkcjonariusze UB nie kryli się z metodami jakimi wymuszają zeznania. 
– W Łomży mamy do czynienia z dużą ilością zeznań i relacji funkcjonariuszy i oni wcale nie zaprzeczają temu, co robili – wyjaśnia Marcin Zwolski. – Były funkcjonariusz Mieczysław Wolny 
jeszcze w latach 90. przed prokuratorem opowiadał, że pamięta, iż w stosunku do osób zatrzymanych stosowano przemoc fizyczną, szczególnie wobec tych, którzy nie przyznawali się do popełnionych czynów. 
W Łomży i jej okolicach często dochodziło też do wydarzeń szokujących okrucieństwem ubeków nawet tuż po zakończeniu II wojny światowej.
– Funkcjonariusze UB w Łomży dopuścili się zimą 1946 roku samowolnej egzekucji – mówi Marcin Zwolski. – Nie znam takiego drugiego przypadku jak ten, gdy kilkunastu mieszkańców wsi Janczewo zostało przewiezionych do niedalekiego zagajnika, tam ubecy sprowadzali ich z samochodu i zabijali, nawet bez przesłuchania. Inny taki przypadek miał miejsce, gdy w siedzibie UB w Łomży przesłuchiwano Edmunda Sarnackiego ps Jastrząb. W czasie przesłuchania do pokoju wkroczył funkcjonariusz Jan Mikłaszewicz, wyciągnął broń i zastrzelił przesłuchiwanego przez swego kolegę człowieka. To była, nawet jak na tamte realia, zbrodnia niezwykła, bo czym innym było wymuszanie zeznań i katowanie, więc ubecy nie wiedzieli, co z tym zrobić.
Mikłaszewicz został co prawda postawiony przed sądem, jednak wyrok dwóch lat więzienia w zawieszeniu na dwa lata był niewspółmierny do winy, a wielu ówczesnych zbrodniarzy uniknęło jakiejkolwiek odpowiedzialności. 
– Nie jesteśmy w stanie powiedzieć ile osób zginęło w Łomży, ile osób UB łomżyńskie zabiło w czasie akcji terenowych – zaznacza Marcin Zwolski. – To tylko szacunki, ale czy jesteśmy blisko tej liczby nie wiemy, bo większość dokumentacji nie dotykała liczby ofiar. Możemy tylko wypisywać nazwiska ludzi, których nagle zabrakło, a wiadomo było, że byli na UB.

Wojciech Chamryk
Zdjęcia: Elżbieta Piasecka-Chamryk

170811040213.gif
cz
pt, 18 marca 2016 08:12

 
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0