wtorek, 06 grudnia 2016 napisz DONOS@
Wyszukiwarka
Wczytanie

O czym na walentynki mówią ludzie, gdy milczy św. Walenty

Walentynkowy szał czerwonych serduszek i wyznań miłości nie ogarnął żadnego z rozmówców, do których zwróciliśmy się z pytaniem, dlaczego walentynkowy szał ogarnia tylu innych ludzi, i to nie tylko w Łomży. Psycholog Małgorzata Rytel upatruje przyczyn podekscytowania w niedzielę, 14. lutego, w piramidzie potrzeb Abrahama Maslow'a, wykorzystywanej przez handel. Kardiolog w szpitalu Wojciech Kielich od 14 lat przygląda się sercu: ani na serca dnie, ani w jego pobliżu uczuć nie dostrzegł, więc przypuszcza, że są one w myślach. Kapłanka sztuki scenicznej Beata Antoniuk miłość dostrzega we wszystkim, co istnieje, i potrafi dotknięciem dłoni obudzić uczucia w chłopcu z drewna. Pedagog prof. Jacek Pyżalski traktuje walentynki jak zabawę, z której może być nauka. A relikwie św. Walentego, patrona zakochanych w Kościele Panien Benedyktynek, dyskretnie milczą.

Czym są walentynkowe czerwone serduszka na wystawach sklepów i bannerach, balony czerwone z serduszkiem w rękach dzieci i nastolatków, czym pluszaki z napisami „I love you” w dowolnym miejscu zabawki, czym są kartki z obejmującą się parą wzdychających czule czy parą gołąbków...?

„Kocham Cię, Kochanie Moje”
W oczach psycholog Małgorzaty Rytel to nakręcana przez przemysłowców i handlowców „moda i komercja”, czyli sposób na wyciągnięcie pieniędzy od klientów. Nieważne, czy będących w sidłach miłości, czy dopiero pragnących przeżycia uwznioślających uczuć, zgodnie ze starorzymską zasadą „pecunia non olet”. - Główne hasło walentynek to wyraz tęsknoty za miłością, dotyczącej każdego człowieka, niezależnie od stanu, umysłowości czy wieku – tłumaczy Małgorzata Rytel. - Każdy z nas chce być kochany i ma w sobie potrzebę miłości. Myśliciele i artyści wyrażali to od wieków, a w sposób uporządkowany podał amerykański psycholog Abraham Maslow w 1943 r. w postaci tzw. piramidy potrzeb. Współcześnie odwołują się do niej wszyscy: od naukowców po szkoleniowców i stanowi ona ilustrację wiedzy o potrzebach człowieka. U podstawy są jedzenie, picie, sen i tlen do oddychania, wyżej – poczucie bezpieczeństwa i spokój, a jeszcze wyżej – miłości i przynależności. Im wyżej piramidalnego trójkąta, tym więcej wysublimowania, jak własna wartość i samorealizacja. - Osobiście nie jestem zwolenniczką takiej społecznej i kosztownej celebracji miłości jak zwyczaje walentynkowe – zastrzega psycholog. - Miłość to uczucie, ale i postawa, i wartość między między dwojgiem kochających się ludzi. Wolałabym zatem, aby okazywano ją codziennie, niekoniecznie przez papierowe serduszka na kartce czy pluszowe misie. Kanapka do pracy, pozmywanie naczyń po obiedzie, zapytanie „jak się czujesz” i posłuchanie odpowiedzi... Drobne gesty życzliwości i serdeczności, co z dnia na dzień przez lata ułożą się w wielki napis „Kocham Cię, Kochanie Moje”.

Miłość w sercu, na scenie i w szkole
Skoro miłości nie znajdzie się w sklepie, to może w sercu, które przebite strzałą Amora, rzymskiego boga miłości, bije na stole operacyjnym w klatce piersiowej zakochanej i zakochanego...? - Uczucia nie widać nawet na otwartym sercu – rozwiewa wątpliwości kardiolog ze Szpitala Wojewódzkiego w Łomży Wojciech Kielich, zaglądający na co dzień służbowo do narządu „odpowiedzialnego” za stan uczuć. Co czuje, oceniając morfologię narządu, badając działanie rezonansem magnetycznym, echokardiogramem lub tomografem komputerowym...? - Podziw, jak doskonałą maszyną jest nasze serce – odpowiada specjalista. - Podziw dla natury, że potrafiła stworzyć mechanizm tak doskonały, pracujący nieprzerwanie czasami ponad 100 lat. Przeczuwam, że miłość jest w myślach, w mózgu...
Codziennie myślami wokół miłości krąży na scenie, za kulisami bądź w garderobie Beata Antoniuk z Teatru Lalki i Aktora w Łomży. - W teatrze postacie dobre i szlachetne, niestety, są papierowe – mówi doświadczona aktorka z bagażem ról w dorobku artystycznym. - Nie wypadają tak ciekawie, jak monologi czy dialogi nieszczęśliwie zakochanych, owładniętych żądzą zemsty, i nie poruszają, jak porzucone kobiety, wplątane w krwawe intrygi. W życiu wolę miłość na co dzień, nie od święta. Przecież ona nadaje sens egzystencji, więc należy jej szukać, walczyć o nią, aby życie miało kolory.
Profesor Jacek Pyżalski z UAM w Poznaniu znany jest z przenikliwości umysłu. Niecały rok temu gościł w Łomży na konferencji o bezpiecznej i przyjaznej szkole. - Walentynki to zabawa, ja ich nie obchodzę: w Polsce pojawiły się za późno, nie nauczyłem się – uśmiecha się pedagog. - To kwestia stylu, z jakim podejdzie się do Dnia Zakochanych. Nie zaprzeczymy faktowi, że nauczyciele także uczestniczą w popkulturze, czyli nie tylko w kulturze wysokiej, preferowanej w szkole. Uważam, jak prof. Zbyszko Melosik z Poznania, że nauczyciele powinni zaprzestać walki z tym świętem, a umiejętnie wplatać do pracy wychowawczej i dydaktycznej. W dobrym stylu, jak wieczór poetycki.

Walentynki na kolanach i z piosenką
W kościele Panien Benedyktynek wisi obraz, ponoć z 1948 r., przedstawiający św. Walentego. Jest także mały relikwiarz z cząstką świętą, którą około 40 lat temu przywiózł d. kapelan łomżyńskich Panienek ks. Mikołaj Jesionowski ze zrujnowanego kościoła we Włodzimierzu na Ukrainie. W dniu św. Walentego zakochani, narzeczeni i małżonkowie proszą Boga przez wstawiennictwo świętego biskupa z III w. o dobrego małżonka i udane małżeństwo. Benedyktynki przybyły przed prawie 400 laty z Torunia: w kościele św. Jakuba Apostoła był kult Matki Bożej Szkaplerznej i św. Walentego. Święty miał zginąć śmiercią męczeńską po ścięciu mieczem w 268 roku. Jedna z legend głosi, że bp Walenty za życia rozdawał kwiaty odwiedzającym go w Terni młodym na szczęście w małżeństwie.
Msza św. u Panien w niedzielę o godz. 8. i 17. Tradycją stało się wystawianie relikwii, zaś tradycją Studia Wokalnego eMDeK Magdy Sinoff - koncert „Serdeczne piosenki” o godz. 17. w MDK DŚT.

Mirosław R. Derewońko

161121091207.gif
cz
so, 13 lutego 2016 17:33

 
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0