wtorek, 06 grudnia 2016 napisz DONOS@
Wyszukiwarka
Wczytanie

„Wielka księga narwiańska” wypływa na szerokie wody

Ten duży i obszerny tom to nawet nie jest taka cegła... – ma niecałe 600 stron i waży tylko około 2 kg 80 dag. Zawiera przeobfity plon konkursu na esej, reportaż i fotoreportaż o Narwi, jaki dwa lata temu skutecznie zorganizowała z ogólnopolskim rozmachem łomżyńska „Stopka” pod prezesurą Stanisława Zagórskiego (1934 – 2015), pod bacznym okiem koordynator ambitnego i imponującego dzieła - Wiesławy Czartoryskiej. Benedyktyńska praca ks. redaktora Jerzego Sikory daje nam obraz kapryśnej, tajemniczej rzeki i mieszkańców doliny, o jakim Gloger i Chętnik też mogliby zamarzyć. Czemu? Na konkurs wpłynęło ponad 3 000 stron tekstów i blisko 1700 zdjęć. Było w czym wybrać.

- Narew w dolinie to rzeka jak scena, która tworzy nastrój i środowisko, wpływa na ludzi, a oni na rzekę – dzielił się refleksjami historyk prof. Ludwik Malinowski, od października 2015 następca red. Stanisława Zagórskiego w „Stopce”. Na ekranie za jego plecami wymarzone widoki w Domku  Pastora: Narew jako cztery pory roku, rozlewiska, mgły i łąki, soczysta zieleń lata i kwiaty, krowy i łodzie, dziewczęta w wiankach i chłopi o rękach sękatych, wschody i zachody, mgły i rozległe pola, przestrzenie i domy, zakola, brzegi, fale, piaski... Swoista poezja i proza nadnarwiańskiego pejzażu.

Unikalna „Wielka księga...” przetrwa nas
Sielskiego i romantycznego, dramatycznego i malowniczego... Szkoda, że wszystkich tych zdjęć nie sposób było umieścić w jednym tomie... Tomie wielkim jak encyklopedia powszechna, jak wielka encyklopedia przyrody, albowiem też i to było zamiarem pomysłodawcy: dzieło pomnikowe, które przetrwa nawałnicę mniej ważnych folderów, opracowań i przewodników. Zresztą - zamiar był od początku sprecyzowany, żeby oddać szeroką i różnorodną panoramę rzeki, nad którą leży Łomża. - W Poznaniu niewiele się wie o Łomży i Narwi – tłumaczył miejscowym prof. Ludwik Malinowski, zwracając uwagę, że ciągłości polskiej historii nie zapewni „biały koń z szablą w ręku”. - Pełnia i chęć zapełnienia luki, aby mieszkańcy innych stron Polski mogli się przyjrzeć tej cudownej krainie. Żeby „Wielka księga...” była z nami, napisana współczesnym językiem, naturalna, niepozowana, unikalna... Ta „Księga” przetrwa nas... Przekonają się ci, którzy wezmą ją do ręki za 10 czy 15 lat...

Benedyktyńskie trudy i tropy księdza Sikory
Niezmordowany redaktor Sikora pomieścił około 60 tekstów, które czasami są nie jak reportaż, a plastyczne opowiadania z akcją albo epickie lub liryczne poezje, pełne zapachu, dźwięku, barwy... Kierował się tropem topograficznym, poczynając od źródeł po ujście Narwi. Do tego sam stworzył bibliografie „narwiańską”, byśmy wiedzieli, gdzie jeszcze można o rodzinnych i bliskich stronach poczytać, oraz indeks nazw geograficznych i nazwisk, żebyśmy sprawdzili, czy autorzy odwiedzili nasze strony i wspomnieli choćby jednym zdaniem bądź słowem o naszym protoplaście, krewnym... - Ta „Księga” to my, to nasze wcielenie, nasza przeszłość chlubna i marna, nasze dziś i nasze jutro.
Ksiądz redaktor włączył do arcyciekawego tomu również opowieści z dorzecza, znad dopływów Narwi: Biebrzy i Bugu. Stanisław Kędzielawski zatroszczył się, by całość miała spójną formę, choć znajdziemy w „Wielkiej Księdze...” autorów z przeróżnych epok, stylistyk i proweniencji, jak np. poeta Jan Leończuk – „List do rzeki Narew”, etnograf Zygmunt Gloger – studium „Rzeka Narew”, reporterzy: Wojciech Giełżyński - „Nad Narwią narwaną” i Władysław Tocki - „Kępa”, o którym ks. red. Sikora w tonie serio zażartował, że ma imię jak Reymont i takiej epickości językowy talent. Jeśli do tego dodać narracyjną biegłość reporterki radiowej rodem z Łomży Doroty Sokołowskiej – odwiedziła poetę Henryka Gałę w Drozdowie, postulującego kontynuację konkursu o Narwi – to na pewno będzie się mieć pyszną i mądrą lekturę na długie i krótkie wieczory z rodziną i przyjaciółmi.

Łomżyniacy w dobrej komitywie z gośćmi
„Narew lubi samotników” tytułuje swój zwycięski reportaż dziennikarka Radia Białystok, a czemu nie całkiem odpowiadała popularność red. Adama Dąbrowskiego. Otoczony wianuszkiem kobiet i dziewcząt, zasłuchanych w elokwentne i zabawne wywody, udowodnił, że Narew lubi towarzystwo.
Jako dawny student profesorów: Marii Janion, Michała Głowińskiego, Andrzeja Makowieckiego, Grzegorza Leszczyńskiego, Andrzeja Mencwela, Artur Sandauera czy Janusz Tazbira oraz Henryka Samsonowicza, który wstęp pt. „Kusi urokiem” do „Wielkiej księgi narwiańskiej” napisał, zaklinam polonistów, historyków, regionalistów i lokalnych patriotów: nie przegapcie opus magnum o Narwi. Dzieło otwarte na którejkolwiek stronie wciągnie w meandry losu i zachwyci pięknem polszczyzny.

Mirosław R. Derewońko
Fot. Gabor Lorinczy

cz
pon, 14 grudnia 2015 08:48
Data ostatniej edycji: 2015-12-14 09:05:20

 
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0