wtorek, 06 grudnia 2016 napisz DONOS@
Wyszukiwarka
Wczytanie

Chińskie hafty i latawce w łomżyńskim muzeum

Kolejną wystawę ze zbiorów Ministerstwa Kultury Chińskiej Republiki Ludowej otwarto w Muzeum Północno-Mazowieckim w Łomży. Jest to, przygotowana specjalnie dla łomżyńskiego muzeum, ekspozycja łącząca dwie różne wystawy. Obok barwnych latawców oraz bogato zdobionych wachlarzy i parasolek zaprezentowano też bardzo efektowne ręczne hafty, w tym unikalne, imponujące niezwykłym kunsztem hafciarek, hafty dwustronne.
– Wystawa ta była już pokazywana w kilku polskich miastach i była zawsze taka sama reakcja – mówi jej kurator, dr Henryk Brandys. – Osoby wchodziły na wystawę, popatrzyły i mówiły: proszę pana, to miały być hafty, a pan tu przywiózł obrazy! I dopiero jak podchodziły bliżej, przekonywały się, że to naprawdę są hafty!

Powodzenie wystawy chińskich wycinanek ludowych, uzupełnionych ekspozycją  przedmiotów codziennego użytku oraz latawców sprawiło, że po trzech latach do łomżyńskiego muzeum ponownie zawitały wytwory mistrzowskiego kunsztu chińskich artystów.
– Prezentujemy na tej wystawie najlepsze obiekty jakie mogliśmy zaoferować, a wcześniej ta wystawa była pokazywana w takich miastach jak Warszawa czy Kalisz – mówi Li Li, sekretarz kulturalny Ambasady Chin. – Te hafty są bardzo pracochłonne: jeden taki wyszywany obraz powstaje przez pół roku, a jedna osoba pracuje w tym czasie przez osiem godzin dziennie.
– Jest tu jeden niezwykły skarb – dodaje dr Brandys, znawca kultury i sztuki Dalekiego Wschodu. – To haft dwustronny: z jednej strony jest chłopczyk, który przygląda się ślimakowi, a z drugiej – to jest ta sama nitka! – jest dziewczynka, która też przygląda się ślimakowi.
Ale nawet te, pozornie zwyczajne, hafty wzbudziły zachwyt zwiedzających. Trudno bowiem było nie poddać się urokowi, kunsztownie haftowanych jedwabiem i złotą nitką, martwych natur, widoków zwierząt, ludzi czy scen rodzajowych.  
– Kiedy przed olimpiadą w Pekinie hafciarki zostały zaproszone i dały pokaz, to wiele pań podchodziło blisko i przerywały im pracę, mówiąc, że one oszukują – opowiada Henryk Brandys. – Musieliśmy ustawić słupki, sznur, lunetę i dopiero wtedy można było zobaczyć, że to nie jest żart, nie jest oszustwo, tylko wspaniała, niewiarygodna technika!
Równie urzekające okazały się misterne wachlarze z jedwabiu, gęsich piór, barwionego puchu ptasiego, czarnego papieru czy drewna sandałowego z wypalanymi zdobieniami. Zachwyt wzbudzały też parasolki, w tym np. cała wykonana z koronki, albo jedwabne z ręcznie malowanymi scenami rodzajowymi. W ostatniej, największej sali wyeksponowano zaś  latawce, od których nie mogli oderwać się zarówno dorośli, jak i dzieci, podziwiający zgodnie latające cudeńka o kształtach bogów, zwierząt czy owadów, płaskie oraz przestrzenne. Bogactwo zdobień, ogrom niezwykle efektownych detali czy wyjątkowość wielu zaprezentowanych eksponatów sprawiły, że wystawa w już w dniu otwarcia została obejrzana przez blisko stu zwiedzających.
– Jestem zaskoczony, że odwiedziło nas o tej porze (niedzielne i deszczowe popołudnie – red.) tak wiele osób – ocenia Jerzy Jastrzębski, dyrektor Muzeum Północno-Mazowieckiego. – Tytuł „Chińskie hafty i latawce” jest bardzo ogólny, bo mamy tu znacznie więcej elementów, jak wachlarze czy parasolki. Cieszę się, że mogliśmy tę wystawę pokazać, tym bardziej, że trzeba czekać w kolejce, by móc ją zaprezentować. W dodatku mamy tu coś specjalnego, bo wystawa haftów była w Poznaniu, a resztę wystawy odbieraliśmy z Warszawy, więc jest to ekspozycja łączona. Będziemy ją prezentować do połowy lutego, tak więc jest sporo czasu, żeby te przepiękne hafty, misterne parasolki czy wachlarze obejrzeć!

Wojciech Chamryk
Zdjęcia: Elżbieta Piasecka – Chamryk

cz
pon, 23 listopada 2015 08:33
Data ostatniej edycji: 2015-11-23 08:37:06

 
161109032208.jpg
Zobacz także
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0