poniedziałek, 05 grudnia 2016 napisz DONOS@
Gazeta Bezcenna nr 637

Przyzwyczajenie

Przyzwyczajenie jest wysoko w rankingu człowieczych natur. Natura ludzka to z kolei instynkt, który tworzy się w nas powoli. Setki tysięcy lat rozwoju biologicznego to jednak nic, w porównaniu z kilkoma ostatnimi dekadami świata, którego najwyższym bożkiem jest zysk. Światowa finansjera i przemysłowcy, którzy wypączkowali z czasów rewolucji przemysłowej, ćwiczą resztę społeczeństwa w radzeniu sobie w czasach dzikiego kapitalizmu. Musieliśmy się więc szybko przyzwyczaić, że kiełbasa z kilkunastoprocentową zawartością mięsa to rarytas, a ser z oleju jest najlepszy na kości, bo zawiera dużo wapnia w wyobraźni. Przyzwyczailiśmy się do tego, że każdy chce dla nas jak najlepiej, ale tylko wtedy, kiedy nie drążymy dziury w całym.

Wymyślono więc drobny druk, bo człowiek ma tendencję do krytycznego podejścia do rzeczywistości. Ktoś przecież musiał sprawdzić, że kania to dobrze, a muchomor źle. Całe pokolenia się na tym eksperymencie wykończyły. Dopóki się człowiek zorientował, że się po wodę do źródełka chodzi inną ścieżką, niż tą wydeptaną przez większe i cięższe zwierzęta, też minęło sporo czasu. Natura wydaje się przedkładać jakość ponad ilość i nie zmienia się zbyt szybko. Do tej pory zwierzęta nie zauważyły, że człowiek ma strzelbę i łażą tamtędy cały czas. Człowiek natomiast zapętlony w swej naturze, gna gdzieś do przodu zmieniając świat wokół siebie, tak, że Natura już zadyszki dostaje. Żadna frajda – ścigać się z kimś, kto już ledwo zipie. Człowiek więc zaczyna ścigać się sam ze sobą. Powstają nowe kryteria wyścigu. Kto, kogo w bardziej wyrafinowany sposób? Innym razem chodzi o spektakularne zwycięstwo i taką samą klęskę. Czasem subtelnie, a czasem z odsłoniętą przyłbicą. Ktoś powie, taka już nasza natura. W dialogu z nią i z otaczającym nas światem żył na szczęście pewien odsetek ludzi, którzy doprowadzili do powstania społeczeństw i państw. Wszystko po to, żebyśmy nie doprowadzili do samozniszczenia. Wydawało się, że tak jest w każdym pokoleniu. Ludzie, którym zależało, potrafili rozwijać swoje państwa, albo przynajmniej walczyć o to, żeby nie zginęły i żeby innym też zależało. Niestety, chyba ostatnio narazili się muchomorów, bo brakuje kogoś, kto stałby na straży spełniania przez państwo zdroworozsądkowych funkcji. Aparat administracyjny staje w jednym szeregu z producentami kiełbasy, na wolnym rynku dojenia swoich obywateli. Z tym, że pretensje do jednego mieć powinniśmy nieco mniejsze niż do drugiego. Producent wędlin z makulatury nigdy nie twierdził, że stoi na straży mojego bezpieczeństwa. On nigdy nie mówił, że jakkolwiek dobrzy mi życzy. Po prostu, ja chcę jeść, a on mi „bebzon” napycha czymś, co ma pod ręką, i niewiele go to kosztuje. Chce przecież dużo zarobić. Mogę mu powiedzieć, że nie chcę jego kartonowych parówek w syntetycznej baraniej kiszce. Narwę sobie szczawiu w parowie i nazbieram mirabelek. To państwo obiecało, że stworzeniem pewnej normy zabezpieczy mnie maluczkiego przed nieuczciwością wielkich.

Tymczasem stojąc na straży mojego bezpieczeństwa, pozoruje się akcję, stawiając odcinkowy pomiar prędkości.  Najdłuższy w Polsce jest niedaleko Łomży, na jednej z najniebezpieczniejszych dróg w kraju, prawdopodobnie  na jednym z najbardziej bezpiecznych jej odcinków. Już samo to poddaje w wątpliwość chęć niesienia pomocy i zapewnienia bezpieczeństwa. Głupota to żółte barierki wytyczające drogę na Siemień, tu jest celowe działanie. Kasa, panie. Ciekawe, ile nam zajmie przyzwyczajenie się do zmian.

Mariusz Rytel
cz
cz, 05 listopada 2015 08:32

 
161109032208.jpg
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0