wtorek, 06 grudnia 2016 napisz DONOS@

WIARA NIESIE ZE SOBĄ WYLECZENIE


Marita Rusin - lekarz chorób wewnętrznych, specjalista onkologii klinicznej i chemioterapii nowotworów. Członek Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej. Laureatka Plebiscytu Eskulap 2001 w kategorii lekarz specjalista w Wielkopolsce.

Współzałożycielka i opiekun merytoryczny Konińskiego Klubu Amazonek. Uhonorowana za swoją działalność Srebrnym Łukiem Amazonki. Od 2001 r. właściciel i kierownik Przychodni Onkologicznej 
Onko-Med w Koninie. 
Jedna z trzech polskich laureatek Globalnego Programu Stypendialnego dla lekarzy specjalizujących się 
w zakresie raka piersi Fundacji Avon Fundation for Women. Swój staż odbywała w University California of Los Angeles, Olive View Medical Center, Sylmar, California w czerwcu 2014 pod kierownictwem dr Guity Rahbar. 
- Tematem przewodnim październikowego numeru "Gazety Amazonki" jest aktywność fizyczna. Czy pani jako lekarzowi łatwiej motywować się do wysiłku fizycznego i aknamawia pani do niego pacjentów? Jak wygląda kwestia aktywności fizycznej u osób chorych na raka lub tych, które wychodzą z tej choroby, a szczególnie u Amazonek? 
- To bardzo aktualny temat, szczególnie, że otyłość sprzyja zachorowaniom na niektóre nowotwory, np.: raka pęcherza moczowego, jelita, macicy, białaczki czy raka piersi u kobiet po menopauzie. Poza tym sprzyja nawrotom raka, zwłaszcza hormonozależnego, a więc i raka piersi. Oczywiste jest, że chorzy z nadwagą żyją krócej. Namawianie do aktywności fizycznej pacjentów onkologicznych powinno się więc zaczynać nawet 
w trakcie chemioterapii, mimo że wiąże się ona z ogólnym osłabieniem. Co ciekawe, podejście do aktywności fizycznej mocno zmienia się - zwłaszcza Amazonki od samego początku choroby dbają o formę. W mojej przychodni panie mają zapewnioną opiekę fizjoterapeuty i psychoonkologa. Sama od lat chodzę na 
fitness. Uwielbiam aerobik i zumbę. Ćwiczenie większym gronie zawsze mnie motywuje.
- Jest Pani współzałożycielką Klubu Amazonek w Koninie. Co skłoniło Panią do zaangażowania się w takie przedsięwzięcie? Jak wspomina Pani rozwój organizacji w ciągu ostatnich lat i z czego jest Pani najbardziej dumna? 
- To nie ja zakładałam Koniński Klub Amazonek, ale byłam z nim związana prawie od początku istnienia. Wszystko zaczęło się od tego, że współpracująca ze mną od wielu lat pielęgniarka została przewodniczącą konińskiego Stowarzyszenia, więc znałam problemy Amazonek z pierwszej ręki, widziałam też, co robią dla innych. Zachęcałam firmy farmaceutyczne do wspierania Klubu, uczestniczyłam w wyjazdach integracyjnych Amazonek. Można powiedzieć, że razem dojrzewałyśmy. Zawsze powtarzam, że jestem dumna z "moich" dziewczyn. Nie dość, że same przeszły przez piekło choroby, to jeszcze chętnie pomagają nowym chorym, wspierają się nawzajem i co najważniejsze - potrafią cieszyć się życiem i zarażać tą radością innych, także zdrowych. Każdej grupie pacjentów onkologicznych życzę tak silnej grupy wsparcia, jaką są Amazonki. Współ- 
praca z nimi to dla mnie prawdziwa przyjemność i zarazem wielki zaszczyt. 
- Właśnie wróciła Pani z programu stażowego w USA organizowanego przez fundację Avon Foundation for Women. Co skłoniło panią do zgłoszenia się do programu? 
- Pewnego dnia znajoma przesłała mi maila o programie firmy Avon dla onkologów. Spełniałam wymagania, więc postanowiłam spróbować. Leczę pacjentów z różnego rodzaju 
nowotworami, ale kobiety z rakiem piersi są mi najbliższe. Po pierwsze dlatego, że stanowią największą grupę wśród moich pacjentów. Po drugie, leczę je kompleksowo - od momentu diagnozy do rehabilitacji. W mojej przychodni przeprowadzamy USG piersi, biopsję, konsultację z chirurgiem onkologiem, chemioterapię, a potem monitorujemy pacjentki po leczeniu. Mamy oddział rehabilitacji, dziennego pobytu dla kobiet po 
mastektomii, zapewniamy pomoc psychoonkologa. Temat raka piersi jest mi więc szczególnie bliski. Było mi bardzo miło, że zostałam zakwalifikowana do szkolenia w międzynarodowym gronie świetnych lekarzy. Zwłaszcza, że jako jedyna byłam z prywatnej przychodni - pozostali lekarze pochodzili z dużych ośrodków
i szpitali onkologicznych. 
- Jaki był przebieg stażu? 
- Wyjazd był naprawdę wspaniałym doświadczeniem. Trafiłam do Uniwersity California ofLos Angeles, Olivie View w Medica1 Center w Sylmar, gdzie ponad miesiąc pracowałam z lekarzami radiologami oceniając mammografie, rezonanse magnetyczne i usg piersi. Brałam udział w biopsjach piersi pod mammografem czy rezonansem. Uczestniczyłam w zebraniach lekarzy różnych specjalności, dotyczących planów terapii pa- 
cjentek z rakiem piersi. Pracowałam na oddziale chemioterapii, towarzyszyłam lekarzom w badaniach chorych, rozmowach z nimi. Omawiałam strategie i opcje leczenia z onkologami w University California ofLos Angeles. Jeden dzień spędziłam w Cedar-Sinai - największym szpitalu w Los Angles na oddziale chirurgii onkologicznej, gdzie obserwowałam sześć operacji (w tym 3 raka piersi) przeprowadzone przez dr Armando Guiliano. 
- Jakie są Pani spostrzeżenia dotyczące terapii chorób nowotworowych w Polsce i USA? Jakie świadczenia powinniśmy przejąć od Amerykanów? 
- Miłym odkryciem było dla mnie to, że jeśli chodzi o wiedzę na temat sposobów terapii raka piersi, nie ustępujemy amerykańskim lekarzom, jednak standard leczenia jest zupełnie inny. Nas ograniczają przede wszystkim względy finansowe i lista leków refundowanych. Część leków mamy tylko w programach i tylko przy ściśle określonych wskazaniach. Marzeniem każdego polskiego onkologa jest tak szeroki dostęp do 
środków jak w USA. Zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie, piastowana głównie przez kobiety, funkcja koordynatora. To swojego rodzaju opiekun" chorych, który zajmuje się każdym pacjentem od momentu rozpoznania choroby, w trakcie leczenia i rehabilitacji. Koordynator pomaga w załatwieniu wszystkich 
formalności, wspiera rodzinę i najbliższych, ale przede wszystkich pomaga choremu w pozornie prozaicznych kwestiach - załatwia perukę, lekarstwa, podpowiada, gdzie zgłosić się na kontrolę i jak złożyć podanie o rentę, tym samym bardzo go odciążając. Wszystkie koordynatorki pracują pod egidą firmy Avon i ich zaangażowanie jest nie do przecenienia. Myślę, że tego właśnie brakuje w Polsce. N asi pacjenci trafiają do szpitala i czują się anonimowymi chorymi. Są zagubieni w swojej chorobie i muszą radzić sobie sami. 
- Pracuje Pani z kobietami od kilkunastu lat - czy Polki zmieniły swoje podejście do zdrowia i co wydaje się Pani największym problemem, z jakim borykają się kobiety cierpiące na chorobę nowotworową w Polsce? 
- Na szczęście młode kobiety są naprawdę bardzo świadome i często badają się profilaktycznie. Martwi nas, lekarzy, że kobiety po pięćdziesiątce niechętnie korzystają z proponowanych w ramach programów przesiewowych badań mammograficznych. W Ameryce corocznymi badaniami objęte są kobiety 
od 40 roku życia. Myślę, że naszym największym problemem jest stosunkowo długa droga od rozpoznania do leczenia. W Centrach Onkologicznych są kolejki, na zabieg czeka się zdecydowanie za długo. Niestety liczba chorych rośnie w większym tempie niż możliwości oddziałów chirurgii onkologicznej.
- Jak ocenia Pani poziom wiedzy w Polsce na temat chorób nowotworowych, a w szczególności raka piersi, wśród kobiet?
- Na szczęście za sprawą internetu, popularności kobiecych magazynów i zaangażowania celebry tek, a przede wszyst- 
kim ogromnej pracy Amazonek, rak przestaje być tematem  tabu. Wiedza dotycząca niepokojących objawów, możliwości 
leczenia, badań genetycznych jest coraz wyższa zwłaszcza wśród młodych kobiet. To dobrze, bo niestety na raka zapadają coraz młodsze kobiety, a to dla nas ogromne wyzwanie. Pojechałam do USA między innymin dlatego, aby poznać metody leczenia młodych pacjentek. Marzy mi się, żeby w Polsce, podobnie jak w Stanach, portfel czy metryka nie były ograniczeniem w prowadzeniu terapii. 
- Z jakimi najpopularniejszymi mitami na temat raka piersi spotyka się Pani? 
- Mity, z którymi rozprawiam się na co dzień to: 
•    Każdy guz w piersi to rak. 
Oczywiście, że nie. Większość to łagodne zmiany typu torbiel lub włukniak. 
•    Mammografia daje 100 pewności wykrycia raka. 
Niestety nie. Jest bardzo cennym badaniem w diagnostyce raka piersi, ale dużo zależy od samej budowy badanego gruczołu piersiowego. 
W 20 przypadków rak może zostać "przeoczony ': 
•    Fiszbiny w staniku powodują raka. 
Oczywiście, że nie. 
•    Rak piersi może występować rodzinnie. 
Owszem. Zwłaszcza jeśli w rodzinie zdarzył się przypadek zachorowania na raka u kobiety poniżej 50. roku życia, należy zrobić bada- 
nie genetyczne na obecność mutacji genu BRCA-1, 2. 
•    Rak piersi dotyczy tylko kobiet. 
Nieprawda. Mamy przypadki tego nowotworu także u mężczyzn (1 %), dlatego każdy guzek powinien skłonić do wizyty u onkologa. 
•    Rak piersi zawsze oznacza amputację piersi. 
Nie. Coraz częściej proponuje się tzw. leczenie "oszczędzajqce ': Oczywiście zależy to od kilku czynnikaw (wielkość guza w stosunku do 
piersi, umiejscowienie, mnogość zmian). 
•    HTZ [Hormonalna terapia zastępcza] chroni przed zachorowaniem na raka piersi. 
Nie. Niekontrolowana hormonoterapia zastępcza, zwłaszcza włączona bez badania piersi, może wręcz przyczynić się do rozwoju tego 
nowotworu. Natomiast nie jest mitem, że piersi należy badać samemu raz w miesiącu. Zalecamy samobadanie po miesiączce lub raz 
w miesiącu u kobiet po menopauzie. 
- Dlaczego wybrała pani specjalizację onkologa? 
- Tak naprawdę była to decyzja podyktowana emocjami. Miałam specjalizację I stopnia z chorób wewnętrznych, kiedy moja mama zachorowała na raka piersi. Onkolodzy dawali jej 6 miesięcy życia. Byłam zrozpaczona i prawie z dnia na dzień podjęłam decyzję, że będę onkologiem, zwłaszcza że w Koninie nie było wówczas lekarza o tej specjalności. Miałam wsparcie dyrekcji szpitala i mojej mentorki dr Ośmielak. Robiłam 
specjalizację dojeżdżając do Wielkopolskiego Centrum Onkologii w Poznaniu. Miałam wokół siebie pomocnych, życzliwych ludzi, którzy zajmowali się moją mamą najlepiej jak mogłam sobie wyobrazić. Przeżyła z rakiem 4 lata ... 
- Jak pani radzi sobie z emocjami towarzyszącymi tej pracy? 
- Czy radzę sobie z emocjami? Nie mnie oceniać, ale pewnie sobie nie radzę. Nie jestem cyborgiem, robotem zaprogramowanym na bycie zawsze miłą i uśmiechniętą panią doktor. Stale staję przed dylematem, w jaki sposób powiedzieć pacjentowi, że jest chory na raka? Pocieszać go, czy może płakać razem z nim? Bywam na siebie zła, kiedy do pracy przynoszę własne problemy, ale niby gdzie mam je zostawić? Staram się być profesjonalna, choć w mojej dziedzinie naprawdę trudno zapanować nad emocjami. Przecież lekarz musi być empatyczny. Zdarza mi się płakać ukradkiem ... głównie z bezsilności wobec choroby. Na szczęście częściej śmieję się z pacjentkami świętując zwycięstwo nad "gadem". Tak naprawdę uwielbiam swoją pracę i nie widzę się w żadnej innej specjalizacji. 
- Co jest dla Pani naj trudniejsze w pracy, a z czego jest Pani najbardziej dumna? 
- Najtrudniejsze są momenty, kiedy choroba bierze górę, a ja i cała medycyna jesteśmy bezsilne. Zżywamy się ze swoimi pacjentkami, stajemy się rodziną, a po wspólnej walce przychodzi porażka. Oczywiście zawsze wchodzi w grę hospicjum i opieka paliatywna, ale jednak trudno mi się z tym pogodzić. Najbardziej dumna jestem ze swoich pacjentów. To z reguły bardzo mili i sympatyczni ludzie. Doceniają fakt, że cała moja załoga pracuje z ogromnym oddaniem. 
W związku z tym, że jest to mała przychodnia, nikt tu nie jest anonimowy. Panuje bardzo rodzinna atmosfera. Wszystkich znamy po imieniu, a w trakcie chemioterapii pije się kawę, je ciastka, a zdarza się nawet, że śpiewa piosenki. Cieszę się, gdy pacjenci zgłaszają się na kontrolę i mają dobre wyniki. To ich zasługa. Zwyciężają dzięki dyscyplinie, a przede wszystkich pozytywnemu myśleniu. 
Wiara niesie ze sobą wyleczenie. 

Rozmawiała Anna Kasprzak - Avon

Helena Putkowska
śr, 07 października 2015 19:18

 
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0