czwartek, 08 grudnia 2016 napisz DONOS@
Wyszukiwarka
Wczytanie

Jak w Łomży Franc cudem wyrwał się śmierci

Marcin Świątkowski (19 lat), absolwent II LO w Łomży, nie nudził się w wakacje. Nie próżnował: napisał scenariusz krótkiej sztuki „Cud”. Znalazł aktorów, z którymi spotykał się ponad miesiąc po kilka godzin dziennie. W ten sposób w przeciągu dwóch lat powstała piąta sztuka w reżyserii Marcina, w tym druga autorska. Na premierę do Teatru Lalki i Aktora w Łomży, którego sala mieści ponad 120 widzów, trudno było się wcisnąć.

Bartosz Dzwonkowski w roli Franca
Bartosz Dzwonkowski w roli Franca
Publiczność w TLiA
Publiczność w TLiA
Bartosz Dzwonkowski w roli Franca i Jakub Makuszewski jako Śmierć
Bartosz Dzwonkowski w roli Franca i Jakub Makuszewski jako Śmierć
Jakub Makuszewski (Śmierć), Bartosz Dzwonkowski (Franc) i Marcin Świątkowski, autor scenariusza i reżyser "Cudu"
Jakub Makuszewski (Śmierć), Bartosz Dzwonkowski (Franc) i Marcin Świątkowski, autor scenariusza i reżyser "Cudu"

Na upał najlepsza jest samotność. Na upał działa łapczywie wypita woda z wazonu, rzecz jasna, po wyrzuceniu zeń kwiatów. Na upał zbędne są i buty i skarpetki, więc z odrazą można cisnąć je w kąt. Ale najlepsza po męce udręczonego w skwarze dnia ciała jest czasami zażarta, czasami przewrotna dyskusja z własną śmiercią o tym, jak pozbyć się zbędnego żywota. O ile bladolica nas odwiedzi...

Śmierć ma trupio blade oblicze 
Paradny „Marsz Radeckiego” Straussa z taktem trąbek, skrzypiec i werbli wprowadza tak beztroską atmosferę, kiedy Franc wraca do domu. Pustego, bez zdradzającej go żony. Bohater wydaje się być wykształconym, bystrym inteligentem, może urzędnikiem lub pracownikiem ważnej firmy. Luźna biała koszula i stylowe, szerokie spodnie zwiastują kogoś, kto lubi lub musi porządnie się ubrać. Tę próbę odpoczynku po nieznośnych upałach niweczy nieoczekiwany gość. Na początku nie wiemy, czy to płatny zabójca? bezczelny złodziej na gorącym uczynku? a może zły duch – i jego odbita w rozedrganej fatamorganie twarz? A może personifikacja chorobliwych rojeń o życiu i śmierci, gdy człowiek klapnie bez siły w fotelu... Szybko okazuje się, że to Śmierć we własnej osobie - o białym jak chce tradycja obliczu, śmiertelnie, wręcz trupio bladym. O tym jest ta około półgodzinna sztuka. Ponoć niedoszły samobójca negocjuje ze Śmiercią formę swojego rozstania z egzystencją. Nie ma szczególnych życzeń. Nie zamierza zostawiać majątku żonie. Nie będzie odgrywał się na nikim, bo nie jest mściwy ani zawistny. Nie chce odwiedzać wielkich tego świata, ani najpiękniejszych miejsc na ziemi. Wymiguje się od trywialnego pojedynku na pięści. Wybiera „gładszy” i ładniejszy sposób na przebicie swego serca: walkę na szable, okazując się lepszym od śmierci szablistą. Podobnie jest szybszy w pojedynku na pistolety. Dzięki fortelom słownym i umiejętności erystycznego dyskursu Franc unosi cało głowę, której puszkę wypełniło mu wymyślanie, jak wyzionąć ducha. Będzie mógł z wysoko podniesionym czołem, że pokonał swoją śmierć, znów się zmierzyć z morderczym dniem.

Entuzjazm i zachwyty nad „Cudem” 
- Reżyser pokazał zmagania ze śmiercią w postaci komediowej, to satyra – interpretuje sztukę Franc  - Bartosz Dzwonkowski, student II roku administracji PWSIiP w Łomży. - Rzadko komu zdarza się, że śmierć nie zabierze go na drugą stronę, bo człowiekowi, kolokwialnie mówiąc, uda się ją zrobić w konia. Reżyser chciał nam pokazać, że są sytuacje, gdy to my z niej kpimy, a nie ona nas zabiera.
– Kiedy Marcin proponował mi rolę, nie wyobrażałem sobie, że byłbym to w stanie zagrać – mówi Jakub Matuszewski, drugoklasista I LO. – Z dnia na dzień szło łatwiej, wyrobiliśmy sobie pewność wypowiedzi i jest efekt. Doceniam odwagę Franca: nie boi się stanąć ze śmiercią w twarzą w twarz.
- Chłopcy bardzo się przyłożyli – ocenia Weronika Zanoicin, uczennica PG 9 w Łomży, która była inspicjentką z Klaudią Radgowską z III LO. – Obaj opanowali znakomicie kilkanaście stron tekstu, wiedzieli, co mają grać, co robić, jak i gdzie się poruszać. Pracowali solidnie i przezwyciężyli stres.
Inicjatywa samodzielnej pracy w wakacje bez dorosłych wzbudziła duże uznanie w oczach Joanny Klamy, reżyserki Teatru Aktywnego MDK-DŚT, gdzie Bartek występuje od czterech lat, a Kuba od roku. – Trzech chłopców dowiodło, że mogą we współpracy stworzyć coś wartościowego, co warto przedstawić rodzicom, nauczycielom i rówieśnikom – chwali reżysera i aktorów. – Ci trzej młodzi nie są profesjonalistami, nie działali dla kasy. Cenię sobie bezinteresowny, wrażliwy i szczery teatr.

Nadzieja na coraz lepsze scenariusze
W Łomży na sali nie wszyscy klaskali, jak na koncercie noworocznym w Wiedniu. - Scenariusz był słaby, nie trzymał się całości – studzi emocje wiwatującej publiki Emil Kozłowski, absolwent I LO. - Nie wiedziałem, dlaczego Franc miał zginąć, lub jak mówiła Śmierć „już nie żył”. Była poruszona sprawa żony, ale to nie powód, by Franc się zabił. Śmierć nie miała wpływu na to, jak Franc umrze. Franc bawi się Śmiercią, a ona nie potrafi się przeciwstawić. Dowiadujemy się, że bohater ma mieć zawał (albo wylew, nie pamiętam), co w ogóle nie jest wyjaśnione, i dziwne, że Franc o tym wie. Dla mnie spektakl był trochę chaotyczny. Zbyt dużo w nim niewiadomych, co dezorientuje widza. Wyglądało, jakby sytuacja była wyrwana z jakiegoś kontekstu. Było nietypowo, lecz bez zachwytu.
Jeśli „Cud”, druga sztuka napisana i wyreżyserowana przez 19-latka z Łomży, zachwytu nie budzi, to wywoła szacunek i podziw dla autora. Marcin najlepiej wie, jak dużo trzeba przeczytać książek, obejrzeć filmów i spektakli, żeby dowiedzieć się o życiu tyle, by zamienić jedno słowo ze śmiercią.
Drogę reżyserską Marcina Świątkowskiego rozpoczęły: autorska ,,Kariera Johna Nobody” (2013), „Poczekalnia” (2013), „Może zmarł, ale już mu lepiej” (2014), ,,Płaszczyk” (2015), autorski ,,Cud”.

Relacja i zdjęcia: Mirosław R. Derewońko


cz
pt, 04 września 2015 14:17

 
161109032208.jpg
Zobacz także
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0