wtorek, 06 grudnia 2016 napisz DONOS@
Wyszukiwarka
Wczytanie

Człowiek renesansu z gitarą

- Mam osiem sióstr i trzech braci: najstarsze dziecko ma lat 37, a najmłodsze 12, urodziłem się w roku ‘90 w wolnej Polsce i wolnym świecie – mówi Tomasz Traczyk, 25-letni wokalista i gitarzysta z Nagoszewa koło Ostrowi Mazowieckiej, który po raz pierwszy wystąpił z bardzo dobrze przyjętym przez publiczność mini recitalem w Łomży. – Jestem samoukiem, zacząłem grać na gitarze w piątej klasie podstawówki, a mój pierwszy utwór to nieśmiertelny evergreen „Dla Elizy” Beethovena. Potem przyszła fascynacja muzyką gitarową, której owocem jest recital oparty na kompozycjach Krzysztofa Klenczona i Seweryna Krajewskiego.

Tomasz Traczyk
Tomasz Traczyk
Cezary Borusiewicz,Tomasz Wachowski, Tomasz Traczyk i Mariusz Brzostowski
Cezary Borusiewicz,Tomasz Wachowski, Tomasz Traczyk i Mariusz Brzostowski

Bohaterami piątkowego koncertu na scenie w Restauracji Na Farnej byli, według programu, wokalista Tomasz Wachowski (lat 38) i gitarzysta Cezary Borusiewicz (lat 34). Wykonywali klasyczny repertuar bluesowo-rockowo-popowy z nieodłącznym Dżemem i zaproponowali chętnym spontaniczny występ przed wakacyjną publicznością. Jakież było zdziwienie, gdy zgłosił się szczupły i niepozorny młodzieniec, który okazał się być absolwentem Liceum Plastycznego im. Wojciecha Kossaka w Łomży. - Znam Tomka od lat, ale nie wiedziałem, że ma taki talent – chwalił młodego plastyka i muzyka Tomasz Wachowski, który pracuje w… „Plastyku”. – Nie wiedziałem, że śpiewa tak czysto i melodyjnie, że gra interesujące utwory.

Poezja na wewnętrzne uspokojenie
Okazało się, że z kolei Tomek Traczyk dopiero teraz dowiedział się o talentach Tomasza Wachowskiego, które chciał poznać na żywo i dlatego przyjechał do Łomży. Szczęśliwy traf sprawił, że niespodziewanie sam również wystąpił i zebrał pochwały oraz gromkie owacje. Nikt wcześniej nie grał w jego rodzinie, tylko jeden ze starszych braci uczył się chwytów na gitarze, lecz porzucił instrument. - Miał nuty, podpatrzyłem teksty, chwyty zrozumiałem instynktownie – opowiada Tomasz Traczyk. – Kiedy zaczynałem moją przygodę z muzyką, przechodziłem mutację, więc ciężko było mi śpiewać. Jednak pierwsze występy chłopaka z włosami długimi do ramion podziałały na płeć piękną pozytywnie, do tego flanelowa koszula, podarte jeansy i dość ostra fraza grunge’owa, jakby rodem z Seattle. W gimnazjum też byłem buntownikiem, a muzyka pomagała mi w wyrażaniu siebie i swoich emocji. O ile pamiętam, pierwszą piosenką, którą zacząłem odważniej grać i śpiewać, była „Peggy Brown” zespołu Myslovitz. Mam też duży sentyment dla twórczości Roberta Gawlińskiego i Wilków. Poezja śpiewana i wewnętrzne uspokojenie przyszło dopiero z wiekiem. Ciężko mi mówić o samej muzyce, plastyka była wcześniej, od dziecka malowałem obrazki, lepiłem w plastelinie i rysowałem komiksy o bajkowych postaciach. Jeden z nich w zeszycie 60-stronicowym był o pokemonach… Chciałem napisać powieść fantasy, zapisałem kilka zeszytów, przepadły lub leżą gdzieś w piwnicy. Odciągało mnie to trochę od nauki. Na przykład, z polskiego u pani Edyty Ejsmont miałem dwóję na koniec roku, ale maturę z polskiego zdałem na 84 procent.

W planach własne studio nagraniowe
Po „Plastyku” studiował archeologię i występował w roku 2011/2012 w teatrze akademickim UW. - Teatr ten ma charakter około musicalowy, jednak bardziej fascynuje mnie piosenka aktorska – kontynuuje Tomek. - W poezji kryje się piękno, które można na nowo odkrywać, jak u Edwarda Stachury, Bolesława Leśmiana i Juliana Tuwima. Studia przerwałem, zająłem się przygotowaniem programów i występami. Jednak nie porzuciłem zawodu, malowałem w kościołach. Mój szef Józef Krasnodębski z Broku malował obrazy, sceny biblijne szerokie na 9 metrów, a ja otaczałem je ornamentem iluzyjnym, imitującym płaskorzeźbę w kościele św. Józefa w Zambrowie. Zabawnie było w Kuleszach Kościelnych, gdzie malowidłami ozdobiłem kościół, a za chwilę mój brat został tam wikarym. Na zimę polecę za granicę, do Anglii, gdzie byłem już trzy razy. Będę pracował w magazynie artykułów spożywczych. Postaram się żyć oszczędnie, żeby zarobić na własne studio nagraniowe, które na wiosnę planuję zrobić w piwnicy. W takiej licznej rodzinie trochę trudno się skupić na tworzeniu. Dopiero nocą przychodzi taki spokój i taka cisza, że można usłyszeć nowe słowa i melodie.
- Tomka Traczyka śpiewanie i granie słyszałem pierwszy raz – dzieli się wrażeniami Mariusz Brzostowski (lat 53), wokalista i autor tekstów The BL Blues Band, znanej łomżyńskiej grupy bluesowej. – Myślę, że na pewno ma przyszłość przed sobą. Co mam na myśli? Bardzo fajna emisja głosu, rzadko spotykana u wykonawców. W jego występie była taka świeżość, jakby za całą satysfakcję starczała mu obecność choćby jednego widza. Przypuszczam, że jakby jedyną słuchaczką była jego dziewczyna, to również nie żałowałby sił i talentu, głosu i strun.

Mirosław R Derewońko


cz
pon, 24 sierpnia 2015 08:10

 
161201033137.gif
Zobacz także
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0