niedziela, 04 grudnia 2016 napisz DONOS@
Wyszukiwarka
Wczytanie

Wędkarz na Mazurach łapie słowa i dźwięki

Mariusz Brzostowski, wokalista i tekściarz The BL Blues Band z Łomży, wreszcie ma trochę wakacji. Żeglarz jachtowy kilka razy wypłynął z rodziną i przyjaciółmi na Mazury. Zdążył na koniec sezonu artystycznego jednego z najbardziej znanych w Polsce zespołów znad Narwi wystąpić solo unplugged z młodym saksofonistą Mateuszem Kurkowskim. - To nie sztorm mnie w niedzielę złapał na jeziorze Nidzkim, tylko mielizny, pasażerowie denerwowali się niepotrzebnie – zapewnia 53-latek, ocierając pot w czasie wywiadu, który prowadzi Mirosław R. Derewońko. – W twórczości dla The BL Blues Band zdarza mi się wypływać na głębię i pokonać mielizny. Nidzkie to cisza. Można spokojnie pływać na żaglach, a nie brr! i łeb pęka.

Mariusz Brzostowski (fot. z Gościńca 2014)
Mariusz Brzostowski (fot. z Gościńca 2014)

Mirosław R. Derewońko: – Po głośnym debiutanckim krążku z dwunastoma autorskimi utworami, do których napisałeś teksty, a muzykę głównie Jan Yaniu Górski, zapadła cisza. W czerwcu 2014 roku, kiedy ukazała się Wasza płyta, twierdziliście, że macie materiał na drugą. 
Mariusz Brzostowski: – Mogę to podtrzymać, ponieważ nawet dwa utwory nagraliśmy w studio Jacka Bochenko. Jeden nosi tytuł „Aktor”: to kompozycja rockowa z buntowniczym tekstem przeciwko ludziom, którzy narzucają nam swoje opinie na siłę, przeciwko gadającym głowom w telewizji i politykom. Druga piosenka to „Na co dzień”, miała pojawić się na pierwszej płycie „The BL Blues Band”. Ale ja nie lubię trzynastek, akurat w moim życiu są naprawdę pechowe. Na przykład, kiedyś w mojej pracowni geodezyjnej ukończyliśmy trzynastą robotę w roku, a potem przez pięć lat ciągano mnie po sądach jako świadka. Ludzie się o miedzę kłócili, trzeba było ciągle wyjaśniać sądowi zawiłości geodezyjne. A ludzie nas nagrywali potajemnie tak, że afera podsłuchowa „Sowa” to temat, który poznałem na własnej skórze, długo przed tym, jak w Warszawie kelnerzy zaczęli sterować w Polsce polityką... Tak naprawdę to w naszym  pięcioosobowym zespole zaistniał podział: połowa chce nagrań na setkę, na żywo, a druga połowa woli nagrania pośladowe, kiedy rejestruje się kolejno partie instrumentów. Jeden z kolegów zajął bezpieczną pozycję pośrodku. I wyczekuje na efekt. Ja już wiem, że namówię kolegów, abyśmy zaprosili Mateusza Kurkowskiego do wspólnego nagrania przed festiwalem bluesowym w Suwałkach. Pierwszy raz zagrałem z nim koncert solo w piątek w Restauracji Na Farnej i chłopak pokazał, że ma umiejętności i czuje bluesa.

MRD: – Wiem, że kiedyś byłeś wędkarzem i woziłeś zawsze z sobą w samochodzie „drążek” czy „tyczkę zdrady”. Co jest trudniejsze: złowić rybę czy łowić słowa, a potem dźwięki…?
Mariusz Brzostowski: - Jednak granie, bo angażuje więcej umiejętności, a do tego bardziej złożonych, i daje kontakt z ludźmi. Wędkarze przeważnie siedzą samotnie w krzakach na brzegu. A ja nie jestem samotnikiem, koledzy z zespołu chyba też nie, skoro w takie upały pojechali nad morze. Zresztą, zespoły są różne, tak jak osobowości ich twórców, jednak w większości dla wspólnego grania chyba trzeba umieć pokonać wybujały indywidualizm. Ale słyszałem, że moi ulubieni tekściarze i wykonawcy: Tadeusz Nalepa i Czesław Niemen to były osobowości apodyktyczne. Ciężko było z nimi grać razem, lecz może to sprawiało, że powstawały rzeczy genialne, niepowtarzalne i grane do dzisiaj. Wrócę do naszej drugiej płyty. Łatwo możesz się domyślić, że jestem zwolennikiem nagrania pośladowego, bo pierwszą płytę nagraliśmy praktycznie na setkach. Teraz chciałbym, żeby materiał muzycznie był przez nas wielokrotnie ograny na próbach i koncertach, oszlifowany, dopiero wtedy nabiera głębokiego wymiaru zarówno treść utworu, jak i jego brzmienie. Widać to na przykładzie piosenek z pierwszej płyty, które wraz z ich ogrywaniem zmieniały oblicze, jak: „Blues donikąd”, „Świat oszalał”, „Kobieta anioł”… Takie nagrania dobre są do festiwali, gdy komisje kwalifikacyjne mają po 500 płytek i w tempie ekspresowym selekcjonują artystów. Yaniu argumentuje, że takie granie za szybą w studio go nie kręci, bo całe serce i duszę wkłada we współtworzenie.

MRD: - Jak oceniasz ten sezon artystyczny, zakończony urlopami w upale muzyków grupy?
Mariusz Brzostowski: - To był bardzo udany sezon w porównaniu z ubiegłorocznym. Ostatnio graliśmy praktycznie według wzoru: czwartek, piątek, sobota, czwartek, piątek, sobota… A to dni gminy Laseczno pod Iławą, to radosny zlot abstynentów w Goworowie, to powrót Juranda do Spychowa lub podsumowanie dorobku w gminie Turośl... Czasami wracamy tam, gdzie spodobaliśmy się organizatorom i słuchaczom, jak na zlocie motocyklistów w Wasilkowie. Organizatorzy zapewniali, że za rok zaproszą nas ponownie. A pod koniec sierpnia czeka nas już nowy sezon: koncert na początek roku szkolnego w Galerii Bursztynowej w Ostrołęce.

MRD: - Od początku roku szkolnego do końca roku 2015 to zaledwie cztery miesiące. Czy doczekamy się fajnego prezentu na gwiazdkę w postaci drugiej płyty The BL Blues Band…?
Mariusz Brzostowski: - Zobaczymy. Mam nadzieję, że coś się ukluje, tym bardziej, że Jacek Bochenko jest zdolnym muzykiem i świetnie czuje klimat naszych utworów. Do usłyszenia!

cz
pon, 10 sierpnia 2015 08:01
Data ostatniej edycji: 2015-08-10 09:56:12

 
161109032208.jpg
Zobacz także
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0