sobota, 03 grudnia 2016 napisz DONOS@
Wyszukiwarka
Wczytanie

Medalista Uniwersjady nie chowa się pod kloszem

- Samotnik?! Nie, to zaprzeczenie mnie. Jeżeli miałem wakacje lub wolny czas po szkole, to chętnie spotykałem się z kolegami, zaś przyjście na obiad to była dla mnie najgorsza kara – opowiada Artur Zaczek, 26-letni absolwent łomżyńskiego „Ekonomika”, magister Wyższej Szkoły Edukacji i Terapii przy Uniwersytecie Medycznym w Poznaniu oraz sprinter na 100, 200 m i 4 x 100 m, który w plecaku na stadionie miejskim w Łomży trzyma srebrny medal, jaki zdobył ze sztafetą reprezentacji Polski na Uniwersjadzie 2015 w Korei Południowej. - Byłem dzieckiem podwórka, nie komputera, choć miałem komputer, ale wolałem rower i rolki. Do tej pory nie przepadam za komputerem: wolę spotkania z przyjaciółmi i rozmowy, szczerze, w oczy. Moje rekordy życiowe to 10, 47 s na 100 m, na 200 m 20, 76 s oraz 38, 68 s w sztafecie 4 X 100 m. Mam marzenia: trafić z formą na dobre warunki pogodowe i wyjechać raz jeszcze na olimpiadę...

Artur Zaczek ze srebrnym medalem sztafety 4 x 100 m z Uniwersjady 2015
Artur Zaczek ze srebrnym medalem sztafety 4 x 100 m z Uniwersjady 2015
Artur Zaczek trenuje na stadionie w Łomży
Artur Zaczek trenuje na stadionie w Łomży
Artur Zaczek trenuje na stadionie w Łomży
Artur Zaczek trenuje na stadionie w Łomży
Artur Zaczek trenuje na stadionie w Łomży
Artur Zaczek trenuje na stadionie w Łomży
Artur Zaczek trenuje na stadionie w Łomży
Artur Zaczek trenuje na stadionie w Łomży
Artur Zaczek trenuje na stadionie w Łomży
Artur Zaczek trenuje na stadionie w Łomży
Artur Zaczek trenuje na stadionie w Łomży
Artur Zaczek trenuje na stadionie w Łomży
Artur Zaczek trenuje na stadionie w Łomży
Artur Zaczek trenuje na stadionie w Łomży
Artur Zaczek trenuje na stadionie w Łomży
Artur Zaczek trenuje na stadionie w Łomży
Artur Zaczek trenuje na stadionie w Łomży
Artur Zaczek trenuje na stadionie w Łomży
Artur Zaczek trenuje na stadionie w Łomży
Artur Zaczek trenuje na stadionie w Łomży

Mirosław R. Derewońko: - Mistrzu, pochodzisz z Bud Czarnockich, do podstawówki uczęszczałeś w Kisielnicy, do gimnazjum w Piątnicy, a „Ekonomik” do dzisiaj szczyci się zdolnym chłopakiem, który z Łomży po latach pracy pobiegł w 2012 r. na Olimpiadę w Londynie. Jak zaczynałeś karierę?
Artur Zaczek: - Miałem towarzystwo podobne do mnie, nie trzeba było się umawiać, czasem jeden kolega wystarczył do zabawy, a czasami było nas piętnastu. Jako dzieci graliśmy z zapałem w piłkę nożną, teraz już tego sportu uprawiać nie mogę, bo to zbyt wielkie ryzyko kontuzji przy wślizgach.   Wchodziliśmy na drzewa owocowe w ogrodzie, których korony tworzyły dachy naszych domków, i graliśmy w klasy... Wszystko mogło w dzieciństwie stać się dobrym pretekstem i okazją do zabawy. Miałem szczęśliwe dzieciństwo w pełnej rodzinie i dobrego, starszego o rok brata Karola, a byłem zwykłym, bardzo aktywnym i szczęśliwym chłopcem. Zostałem wychowany, tak jak trzeba, i mam swoje stałe zasady w życiu. Nie byłem trzymany pod kloszem, lecz rodzice mnie nauczyli, żeby nie zrobić krzywdy innym ani sobie. Chociaż, przestrogi sobie, a życie sobie... Jako 14-latek złamałem  lewą rękę, zaś rok później miałem skręcone biodro. Odsunęło to w czasie moje treningi pod okiem Jana Kortowskiego, który był sędzią na rozmaitych zawodach i zauważył mnie już w podstawówce. On mnie odkrył dla lekkoatletyki... Jeździłem w podstawówce i gimnazjum na różne zawody, gdyż cechowała mnie zwinność, szybkość i skoczność. Nie czułem, że te dwa lata z powodu złamania i skręcenia są stracone, bo nie wiedziałem, co to regularny trening. A teraz bieganie to moja praca.  Sukces w życiu przyszedł mi szybko: wygrywałem mistrzostwa województwa, a po roku treningów byłem w czołówce Polski. Od 2006 r. jestem reprezentantem naszego kraju w kategoriach: junior młodszy, junior, młodzieżowiec, senior. Idzie 10. rok, jak noszę z dumą na piersi godło orła białego.

MRD: - Czy uprawianie sportu wyczynowego może być realizacją któregoś z chłopięcych marzeń?
Artur Zaczek: - Owszem. Jako zwykły uczeń i normalny student pewnie i tak bym zwiedzał Polskę czy Europę, lecz czy wybrałbym się do Azji, do Korei Południowej, jak w 2011 roku do Deagu i w 2015 do Gwangju...? Wątpię. Bardzo dużo miast i krajów zwiedzałem w Europie: Pragę, Wiedeń, Amsterdam, Kopenhagę, Oslo, w ogóle lubię Skandynawię, ale zafascynowany jestem Barceloną. To najpiękniejsze z dotąd poznanych przeze mnie miast. Mógłbym tam zamieszkać, a w Warszawie – nigdy, ponieważ słabo wypada w porównaniu jako najbrzydsza i najcięższa do życia codziennego ze znanych mi stolic. Podczas wyjazdów najważniejsze są zawody, obozy i zgrupowania, staram się jednak znaleźć dzień czy dwa na zwiedzanie. W szkole nie miałem większych problemów  z nauką, matematyką i fizyką raczej się nie zajmowałem, a lubiłem biologię, historię, geografię i angielski. Z przyjemnością włączam Discovery w domu w Poznaniu, gdzie mieszkam od siedmiu lat i trenuję w klubie OŚ AZS, oglądam programy z tych dziedzin. Fascynuje mnie Kosmos, jest najmniej odkryty.

MRD: - Czy masz poza ruchem, sportem i programami Discovery inne określone zainteresowania?
Artur Zaczek: - Chyba nie... Może trochę motoryzacja: jak 90 procent kierowców w kraju wiem, co na co i kiedy wymienić w samochodzie, jakie auta jeżdżą po ulicach i drogach. Jeżdżę dynamicznie, ale bezpiecznie, nie stwarzam zagrożenia. Szkoda, nie byłem na prawdziwych wakacjach od ośmiu, a może nawet i dziewięciu lat... W dyscyplinie, którą trenuję w klubie i w kadrze Polski pod okiem trenera Tadeusza Osika, roztrenowanie odbywa się w trzecim tygodniu września. Często w Polsce i w Europie pogoda jest marna, więc wykorzystuję te dwa tygodnie naprawdę wolnego na spotkania z rodziną i przyjaciółmi. Trenuję dwa, czasami trzy razy dziennie, dlatego jestem uporządkowany i systematyczny. Nikt nie musi mnie pilnować. Przy zawodowym sporcie kilka źle poprowadzonych treningów może popsuć przygotowania, zwłaszcza że poziom sprintów jest wyrównany w kraju, w Europie i świecie . Mam marzenie wyjechać raz jeszcze na igrzyska i wystartować indywidualnie i w sztafecie. Wiem, że jak trafię z formą na dobre warunki podczas zawodów, zbliżę się do granicy rekordów Polski: Woronina 10 sekund na 100 m i Urbasia 19,97 na 200 m. Mam nadzieję, że to się ziści, podobnie jak drugie marzenie, aby przyszłość związać z fizjoterapią sportową. Chciałbym dla nowego pokolenia sportowców być masażysta, rehabilitantem, człowiekiem, który leczy ruchem i potrafi doradzić, jak ułożyć ciało, żeby nie zabolało i zadziałało. Do Łomży nie wracam, bo więcej znajomych i rówieśników mam teraz w Poznaniu. Łomża to ładne i ciche miasto, lecz nie ma pracy.

Mirosław R. Derewońko: - Dziękuję za rozmowę, życzę sukcesów i nowych fanów na fanpage'u.

mm
so, 25 lipca 2015 16:11
Data ostatniej edycji: 2015-07-27 10:15:28

 
161109032208.jpg
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0