poniedziałek, 21 sierpnia 2017 napisz DONOS@
Wyszukiwarka
Wczytanie

Mistrzowie pływania na chybotliwej pychówce po Narwi

- Andrzej Piotrowski z Wizny wychował się nad rzeką, przewoził siano z jednego brzegu na drugi, a krąży o nim nawet legenda, że kiedy był mały, to kołysano go do snu nie w kołysce, tylko w łodzi, tzw. pychówce – tak przedstawił zwycięzcę II Wyścigu Pychówek o Tytuł Mistrza Nurtu Pradoliny Narwi w Łomży Maciej Kowalski, przez trzy godziny komentujący przebieg niezwykłych zawodów na rzece w słoneczną niedzielę. Jak na raczej mało widowiskową dyscyplinę, publiczność dopisała, oblepiając wszystkie możliwe barierki na bulwarze koło Portu Łomża. Czasem zrywały się oklaski.

Pychówka to bardzo długa na 5 – 7 metrów i wąska łódź, w której nawet siedzący podczas rejsu na rufie podczas przechyłów może doznawać nagłych zawrotów głowy, jakie dałoby się porównać do trąby powietrznej w spokojny dzień. - Jak zabieram dziewczyny na przejażdżkę, to specjalnie lekko potrząsam pychówką, żeby poczuły prawdziwe emocje – opowiada ze śmiechem Damian Szklanko, 23-latek z Goniądza, stojąc w klapkach w swojej pychówce. Młodzieniec budził nadpodziw tężyzną fizyczną – pychówka porusza się, kierowana siłą odpychającego długim drągiem od dna wioślarza – i idealnym zmysłem równowagi. - Jak miałem trzy, cztery latka, tatuś wystrugał mi małe wiosełko.

Pływać pychówką po Narwi - niełatwa sztuka 
Damian z zawodu jest murarzem po technikum i na życie zarabia wyjazdami za granicę – 12 euro za godzinę – zaś w wolnym czasie trenuje tae kwondo albo zdobywa tytuł pychówkowego mistrza Goniądza, czego dokonał już czterokrotnie. Na drugi wyścig do Łomży przybył z tatą Sławomirem Szklanko, aby rywalizować w trzech konkurencjach, do których przystąpiło tylko ośmiu śmiałków.  Pierwsza polegała na jak najszybszym przepłynięciu od Portu Łomża do zakola rzeki przy Zjeździe. Drugą rozgrywano w czterech parach: należało pokonując opór Narwi pod prąd dowieźć wiadro z wodą, ustawione pośrodku belki, opartej na burtach płynących obok siebie pychówek. Nie łatwiej było w trzeciej konkurencji indywidualnej: celowanie z wędki ringiem w koło ratunkowe na rzece, wbicie w imitację suma na powierzchni Narwi ościenia, przepłynięcie w poprzek z wiadrem, żeby jak najmniej wody się z niego wylało, co mierzyli skrupulatnie sędziowie: Marcin Marzec i Kamil Walczyk z MOSiR-u. A na koniec: slalom między czterema bojami. Uff, można było się zmęczyć, ale było warto. W klasyfikacji ogólnej Damian Szklanko zajął drugie miejsce, senior rodu – trzecie, chociaż miał super rezultat w sprincie. W biegu, czy raczej – w pływie sprawnościowym najlepszy okazał się Mistrz Nurtu Pradoliny Narwi Andrzej Piotrowski z Wizny, natomiast w duecie z belką i wiadrem między pychówkami: Tadeusz Bautrel z Sulina przy ujściu Biebrzy do Narwi z Marianem Drozdowskim z Łomży. - Używam pychówki do wędkowania codziennie, niezmiennie – rymuje na serio Marian Drozdowski (lat 64), któremu niedawno roku brakowało do emerytury. - Dzwoniłem, do jednej piekarni, żeby przyjęli mnie na „wiosło”, którym chleb podaje się do pieca – wspomina. - To właściciel mi odpowiedział, że zabytki mu w firmie niepotrzebne. Pomyślałem sobie: a niechby tylko na pychówce w linii prostej raz rzekę spróbował przepłynąć z jednego brzegu Narwi na drugi. Ja codziennie ze trzy kilometry od nowego mostu do Góry Królowej Bony i z powrotem z nurtem pływam. U mnie to nie pasja, to choroba. 120 metrów mam do rzeki, do tego uwielbiam wędkować.

Załoga MOSiR-u fetuje na cześć dyrektora Grygo 
Z barwnych opowieści redaktora Macieja Kowalskiego (lat 54) można było się dowiedzieć, że pod koniec XIX wieku niejaki Stanisław Jankowski z Warszawy założył w Łomży wypożyczalnię łodzi spacerowych. Kiedy przebrzmiały już szanty, śpiewane przez wokalistów z grupy Carpe Diem Kasi Kuklińskiej, oraz śpiewki i przyśpiewki Klubu Seniora MOPS, można było zadumać się nad dawno nieodświeżaną historią Łomżyńskiego Towarzystwa Wioślarskiego, powstałego w 1901 lub 1902 r. ŁTW nie poddało się I ani II wojnie światowej, popadając w rozsypkę dopiero w latach demokracji. Może o próbach reaktywacji ŁTW myślał na brzegu, patrząc na łodzie na rzece, Paweł Bełdowicz, motor napędowy oryginalnych zawodów i ojciec chrzestny wyścigu pychówek...? Był wśród ludzi kibicujących wioślarzom Sławomir Grygo (lat 65), po trzech i pół roku kierowania odchodzący na emeryturę dyrektor Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji w Łomży. Liczna załoga w niebieskich koszulkach z pychówką na tle panoramy miasta zgotowała mu nie lada niespodziankę: dostał duży i okazały srebrny medal „Super Dyrektor” i drobną statuetkę, przezroczystą jak łza wzruszenia, ze słowami podziękowania podwładnych za wspaniałą współpracą i niezapomniany klimat w firmie. Pod kierunkiem dyrektora Sławomira Grygo, człowieka wielkiej kultury i ogłady, odbywały się niemal wszystkie imprezy rekreacyjno-sportowe w mieście na Narwią. Takich szczerych uścisków, wdzięcznych przytuleń i całusów od pracowników mógłby pozazdrościć każdy włodarz w Łomży. - Bądźcie z MOSiR-em, którego załoga to moi i państwa sąsiedzi, dla naszego zdrowia, przyjemności i radości – dziękował wzruszony i doceniony przez współpracowników dyrektor Grygo. W nagrodę za rozwiązywanie najtrudniejszych problemów otrzymał od Ryszarda Nawrockiego z Portu Łomża kunsztowną gablotkę: pod szkłem znajdowało się kilkanaście misternych mini węzłów żeglarskich.

Mirosław R. Derewońko

Fot. Zbigniew Ciborowski
Fot. Leszek Lesio Wiśniewski
Fot. Leszek Lesio Wiśniewski
Fot. Leszek Lesio Wiśniewski
Fot. Leszek Lesio Wiśniewski
Fot. Leszek Lesio Wiśniewski
Fot. Zbigniew Ciborowski
Fot. Zbigniew Ciborowski
Fot. Zbigniew Ciborowski
Fot. Zbigniew Ciborowski
Fot. Zbigniew Ciborowski
Fot. Zbigniew Ciborowski
Fot. Zbigniew Ciborowski
Fot. Zbigniew Ciborowski
Fot. Zbigniew Ciborowski
Fot. Zbigniew Ciborowski
cz
pon, 29 czerwca 2015 12:51
Data ostatniej edycji: 2015-06-29 12:59:43

 
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0