niedziela, 11 grudnia 2016 napisz DONOS@
Wyszukiwarka
Wczytanie

Wicemistrzyni koszykówki dla wicemistrza siatkówki

- Jesteśmy małżeństwem klasowym – definiuje młodą parę tuż po Marszu Mendelssohna w ratuszu Zofia Łopińska, która była wicemistrzynią Polski juniorek w koszykówce. Zosia uwielbia podróże, zjeździła już pół świata, a on jest domatorem, woli czas spędzony wśród kwiatów na działce. Witold Łopiński został także wicemistrzem Polski juniorów, tyle że w siatkówce. Założył się na początku roku szkolnego z kolegą w liczącym się wówczas Liceum Pedagogicznym w Łapach, że ten który pierwszy zatańczy z Zosią na zabawie, zostanie jej chłopakiem. I tak przetańczyli razem pół wieku.

Zofia (z domu Polakowska) i Witold Łopińscy na Starym Rynku w Łomży
Zofia (z domu Polakowska) i Witold Łopińscy na Starym Rynku w Łomży
Stanisława Barbara Kuczałek i Jan Kuczałek odznaczani medalem za długoletnie pożycie małżeńskie przez Mariusza Chrzanowskiego, prezydenta Łomży
Stanisława Barbara Kuczałek i Jan Kuczałek odznaczani medalem za długoletnie pożycie małżeńskie przez Mariusza Chrzanowskiego, prezydenta Łomży
Wspólne zdjęcie
Wspólne zdjęcie
Irena Maria Lisiecka i Jan Tomasz Lisiecki odbierają list gratulacyjny z rąk dr Agnieszki Muzyk, wiceprezydent Łomży
Irena Maria Lisiecka i Jan Tomasz Lisiecki odbierają list gratulacyjny z rąk dr Agnieszki Muzyk, wiceprezydent Łomży

Dzisiaj oboje są emerytami, lecz Witold zawsze Zosi do kolejnej wyprawy dołoży. Żona zaczynała swoje eskapady w 1968 r. od Rumunii, a kiedy Rosjanie zaatakowali Czechosłowację, trzeba było wracać do Bukaresztu na przymusowy urlop tygodniowy. Dużo tego było: Niemcy, Turcja, Włochy, Krym, Ukraina, Jordania, Ziemia Święta, Izrael, Stany Zjednoczone... Po Polsce również warto się powłóczyć, zwłaszcza z koleżankami i kolegami ze Związku Nauczycielstwa Polskiego. - Mnie się wydaje, że nam wspólnie z Witkiem minął rok niecały, a gdyby nie dzieci i wnuki, tobym dalej nie wierzyła, że jesteśmy już ponad 50 lat razem. Na dobre i na złe – śmieje się Zofia Łopińska (lat 72), której wtóruje Witold, o rok starszy. Czekają na Starym Rynku na zięcia, zaraz po nich przyjedzie.

„Pamiętajcie o ogrodach...” (sł. Jonasz Kofta)
Parter ratusza zajęły dwa długie od wejścia po schody rzędy krzeseł, na których zasiedli jubilaci. 23 pary, uroczyste, wyelegantowane, każda z przynajmniej półwieczną historią: życia i śmierci, ot, jak to w rodzinie, zdrowia i choroby, szczęścia i nieszczęścia, nadziei spełnionych i niezrealizowanych planów. Kierownik Urzędu Stanu Cywilnego Marta Biedrzycka rozdaje uśmiechy na lewo i prawo z wielką wprawą i ogłasza, że prezydent RP Bronisław Komorowski 10. kwietnia przyznał w dowód zasług utrwalania rodziny na Złote Gody każdemu z 46 małżonków medal za długoletnie pożycie małżeńskie. Po raz pierwszy przypinał odznaczenie nagrodzonym za lata przeżyte razem prezydent Łomży Mariusz Chrzanowski, którego wspomagała wiceprezydent dr Agnieszka Muzyk. Odważnie eksperymentująca ze strojami socjolożka włożyła ciężki, podwójny sznur korali ze srebrnych kul wielkości bombek choinkowych, przyćmiewając nawet prezydenta w łańcuchu reprezentacyjnym. 30-letni włodarz z nieopisaną powagą i marsową miną pogratulował jubilatom, że dotrzymali słowa przysięgi małżeńskiej, aby żyć razem do końca swoich dni. Podziękował „za dobroć, jaką mogliśmy odczuwać jako mieszkańcy Łomży” i „za matczyną i ojcowską opiekę”. „Pamiętajcie o ogrodach, przecież stamtąd przyszliście...” zabrzmiało wiosennie, zielono i soczyście w wykonaniu kwartetu Alla Breve skrzypka Jana Zugaja, że jeszcze piękniej rozkwitną w rękach pań wielobarwne bukiety.

„Szanować w małżeństwie jeden drugiego”
O czym myślą...? Na przykład, Genowefa i Józef Franciszkowiczowie, którzy pobrali się 5. czerwca 1965 r. w Białymstoku. Albo Stanisława Barbara i Jan Kuczałek, którzy zawarli związek małżeński 15. listopada 1964 r. w Baniach Mazurskich. Irena Maria i Jan Tomasz Lisieccy stanęli na ślubnym kobiercu 10 kwietnia 1965 r. we Włodawie. A Zofia i Witold brali ślub kościelny 13. marca 1965 r. 
Pierwsze spotkanie w Łapach w roku 1960. Zofia: - Przystojny, umiał tańczyć. Pamiętam randki i spacery wzdłuż torów do Uhowa. Na 40 dziewczyn w klasie pięciu, sześciu chłopców. Prowadzano nas z internatu żeńskiego i męskiego raz w tygodniu pod prysznic do łaźni. Jak poszedł do wojska, nie znał mojego adresu, gdzie pracowałam po liceum. W tamtej epoce obowiązywały nakazy pracy, podejmowanej z woli władzy. Moja mama wysłała adres. Przyjechał na przepustkę. W środku zimy.
Moje listy do Witka ciągle w domu są, trzymał na pamiątkę przez wszystkie lata... Ja nie zbierałam.
Zosia wpierw trafiła do podstawówek: Ławsk, Boćwinki, Radziłów... Do emerytury pracowała jako nauczycielka w Zespole Szkól Specjalnych w Łomży, gdzie była dyrektorką: - Ciężka praca, ciężka, trzeba lubić dzieci, szczególnie z niedoskonałościami fizycznymi, intelektualnymi, emocjonalnymi.  Jaka jest recepta na pół wieku razem pd jednym dachem...? - Szanować jeden drugiego, a resztę to już miłość sprawi... – twierdzi Zofia. Witold: - Korzystam z recept zony i dobrze na tym wychodzę.
Z miłości przyszły na świat ich dwie córki. Miłością mogą dziadkowie obdarować dwoje wnucząt.   

„Człowiek jest tyle wart, ile drugiemu pomóc zdoła”
Długi toast kieliszkiem szampana wzniosła wiceprezydent „za 50 lat, które razem spędziliście, za zdrowie, które pozwoliło tego doczekać”. - Dziękuję, że jesteście z nami cały czas i opiekujecie się dziećmi Waszych dzieci – mówiła dr Muzyk. - Że jesteście cudownymi i najlepszymi dziadkami. 
13-letni Kacper Czerwiński może w tak ważkiej chwili pomyśleć o swym niedawnym dzieciństwie. - Jak byłem mały, z dziadkiem Witkiem przebywałem tam, gdzie chciałem, a u babci Zosi zawsze mogłem jeść, co mi się podoba – wylicza wnuk, którego rozwój kulturalny to nie telewizja, a kino, teatr czy cyrk lub wyprawa nad morze z dziadkami. - Nie żałowali mi z młodsza siostrą Anią czasu.
- Byłem w życiu na wielu uroczystościach, nigdy na takiej jak ta, Państwo też?! – dziękował żartem w imieniu jubilatów Józef Franciszkowicz (lat 77; dwóch synów, czworo wnucząt). - Dziękujemy za wiernych, kochanych i danych nam... na zawsze – ripostowała z wdziękiem za jubilatki Barbara Kuczałek (lat 70; dziecko, trójka wnuków) i zacytowała złotą myśl: - Człowiek jest tyle wart, ile drugiemu pomóc zdoła... A jubilat Stanisław Kowalik zaśpiewał wzruszony: „Ty pobłogosław im...”

Mirosław R. Derewońko

mm
so, 23 maja 2015 19:52

 
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0