niedziela, 11 grudnia 2016 napisz DONOS@
Wyszukiwarka
Wczytanie

„Mój ojciec jest szczęśliwy, że mamy wolną Polskę”

Córka generała Władysława Andersa, legendarnego wodza 2. Korpusu, który aż od Rosji przeszedł cały szlak bojowy do zdobycia Monte Cassino, gościła jeden dzień w Łomży i Szepietowie. Anna Maria Anders urodziła się 64 lata temu w Londynie, gdzie studiowała języki: francuski i hiszpański, po czym podjęła pracą w firmie public relations. Po czterech latach przez niecały rok pracowała dla UNESCO w Paryżu i pięć lat dla arabskiej firmy inwestującej na całym świecie. W Rzymie poznała w 1984 r. Amerykanina i przyszłego męża, m.in., attache wojskowego i pracownika Pentagonu. - W Łomży było tak serdecznie, że to spotkanie zapamiętam jako jedno z najserdeczniejszych spotkań z moimi rodakami w Polsce – mówi Anna Maria Anders, z którą rozmawia Mirosław R. Derewońko.

Anna Maria Anders
Anna Maria Anders

 

MRD: - Ma Pani jakieś wspomnienia, związane z obchodami Święta Konstytucji 3. Maja 1791...? Czy jest ono dla Pani związane z jakimiś szczególnymi emocjami, przeżyciami, doświadczeniami?
Anna M. Anders: - Oczywiście, kojarzę rocznicę uchwalenia pierwszej w Europie demokratycznej konstytucji dla Rzeczpospolitej, ale żebym pamiętała czy przeżywała to jakoś specjalnie, to nie... Towarzyszyły tej rocznicy w Londynie, gdzie się urodziłam i wychowywałam jako dziecko, msze i spotkania, ale nie celebrowało się tego święta tak uroczyście jak dzisiaj w Polsce. Nie było wojska i defilady. Zupełnie inaczej przeżyłam to w Chicago, gdzie mieszka ok. miliona Polaków i była tam barwna parada z tysiącami uczestników i widzów. W Polsce widziałam obchody Święta Konstytucji dwa lata temu z dużej trybuny w Warszawie z prezydentem Bronisławem Komorowskim i ważnymi osobami państwa. Niezapomniane i wielkie przeżycie. Stałam i wyobrażałam sobie, jaki mój ojciec byłby szczęśliwy, że ja jestem w takim zaszczytnym miejscu w wolnej Polsce, do której zmierzał wojennym szlakiem i do której przez całe życie po drugiej wojnie światowej tęsknił, a nigdy jej nie doczekał. Wojsko mi imponuje: ojciec był wojskowym, mąż też, a syn będzie, kończy już studia, dlatego pewnie defilada żołnierzy mnie wzrusza... To, że byłam na trybunie w sektorze A z ludźmi najważniejszymi w naszym niepodległym od 1989 roku państwie, traktowałam jako wyróżnienie i dla siebie osobiście, ale znacznie więcej dla mego ojca, że przez pamięć o nim mnie też zaproszono.

MRD: - Jak spodobała się Pani wizyta w Łomży i w Szepietowie w słoneczną środę 29. kwietnia...?
Anna M. Anders: - Byłam niesamowicie wzruszona, ponieważ przyjęcie mieszkańców Łomży było fenomenalne. Już od samego przyjazdu do Szkoły Podstawowej nr 5, gdzie na powitanie wyszła mi na parking przed szkołą grupka bardzo przejętych i uśmiechniętych szczerze ludzi... Wyobrażałam sobie znowu, jak ojciec się cieszy, że jestem w naszym ojczystym kraju, wśród radosnych i wolnych Polaków. Te moje wyobrażenia „żywych po śmierci” biorą się z mojej wiary w życie pozagrobowe. Nie jestem fanatyczką religijną ani kościelną, ale w obcowanie z duchami wierzę, bo je odczuwam. Śniadanie zjadłam w Warszawie, obiad w Łomży, a kolację w Szepietowie, gdzie dwu- i trzylatki miały przedstawienie, a były te dzieciaki wprost do zjedzenia, takie słodkie i udane. Te w Łomży, trochę starsze też były do zjedzenia i też bardzo dobrze się z nimi czułam, chociaż od wpisywania dedykacji i autografów przez ponad godzinę rozbolała mnie ręka. Po obiedzie mieliśmy spotkanie z biskupem Januszem Stepnowskim. Dałam mu moją książkę. Piliśmy herbatkę, pojadaliśmy pyszną szarlotkę i rozmawialiśmy, gdzie mieszkam w okolicach Bostonu, gdzie mieszkałam w Rzymie i Watykanie czy Londynie. Biskup łomżyński także chętnie zwiedza świat i dobrze orientował się w topografii mojej opowieści. Mogę więc powiedzieć, że w przyjęcie w Łomży zatkało mnie. Często jeżdżę po kraju, w różnych miejscach organizatorzy są sprawni mniej, w innych więcej, jednak tutaj wszystko wypadło fenomenalnie. Od przyjazdu czułam się bezpiecznie, wśród swoich, dziennikarze w holu szkoły zdyscyplinowani, przygotowani, nienachalni. Sala przepięknie udekorowana makami i z wielkim orłem polskim na skale. Nauczycielka polskiego w tej szkole Maria Tyszka, jak mnie do wizyty w Łomży zachęcała, to w mailach czy telefonicznie przekonywała: „Pani musi przyjechać, bo całe miasto na Panią czeka”. I to zapewnienie okazało się prawdą: był pan prezydent, pan poseł, przedstawiciele weteranów i harcerzy, przedstawiciele wielu środowisk... I było tak serdecznie, że to spotkanie w Łomży zapamiętam jako jedno z najserdeczniejszych spotkań z rodakami w Polsce.

MRD: - W Polsce wielu naszych rodaków kontestuje fakt, że żyją w wolnym kraju. Co Pani na to?
Anna M. Anders: - Mnie taki pogląd niektórych Polaków dziwi, tym bardziej, że uważam siebie za osobę międzynarodową, światową, albowiem w wielu krajach pracowałam albo podróżowałam. Jak jestem w hotelach w Polsce to maja najwyższy standard i poziom, w sklepach jest wszystko, prasa od lewa do prawa, postęp w drogownictwie i budownictwie, wszędzie masa ludzi, zwykle dobrze ubranych.. I pojawił się uśmiech na twarzach przechodniów, którego nie było, gdy pierwszy raz w życiu przyjechałyśmy z mamą w 1991 r. do Polski. To pytanie w kontekście wyborczym. Za często jestem ostatnio w Polsce, żebym nazywała się turystką, i za często za granicą, żeby nazywać siebie rezydentką. Dlatego w wyborach nie wezmę udziału, chociaż mam również obywatelstwo polskie. Dodam, że pytanie wydaje mi się należeć do grupy „delikatnych”, bo nie wiem, dlaczego 25 lat po wyborach 4. czerwca 1989 r. ludzie w Polsce uważają, że Polska nie jest wolna. Ja myślę inaczej.

MRD: - W Łomży jest Szkoła Podstawowa nr 4. im. gen. Władysława Andersa. Odwiedzi ją Pani?
Anna M. Anders: - Otrzymałam zaproszenie od pani dyrektor Ireny Borawskiej. W maju to się na pewno nie uda, ponieważ wracam do USA, gdzie mój syn ma podwójny dyplom: uniwersytecki i wojskowy. Będzie oficerem armii amerykańskiej. Ale mam nadzieję, że będzie jeszcze dobra okazja spotkać się ze społecznością i „Czwórki”, i Łomży. Kto wie, może nastąpi to wkrótce...

Mirosław R. Derewońko: - Dziękuję za miłą rozmowę i życzę Pani zdrowia i spełnienia pragnień.

 

161121091207.gif
cz
so, 02 maja 2015 09:25
Data ostatniej edycji: 2015-05-02 09:43:39

 
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0