sobota, 10 grudnia 2016 napisz DONOS@
Gazeta Bezcenna nr 608

Gdzie jest Mieszko?

Tysiąc lat temu z małym haczykiem, jak okiem sięgnąć lasy i bagna. Dzicz. Pierwszy historyczny władca Polski mógł więc karczować, kopać i rzezać do woli. Niby budowanie domu najlepiej zacząć od początku, ale Mieszko I od początku wcale nie zaczynał. Zbieranina dzikich plemion, tryskających testosteronem i bełkoczących coś między jednym i drugim kęsem pieczonego z bebechami tura, miała przecież swoje ambicje. W myśl zasady, że każdy lubi zakąsić czymś na ciepło, Opolanie, Dziadoszanie czy Pyrzyczanie też chcieli. Tylko, że chcieć nie znaczy jednak móc.

Mógł Mieszko, który zresztą nie różnił się zapewne zbytnio od innych. Wyobraźni z pomocą przychodzą dzisiejsi historycy, którzy z paru zdań znalezionych u Galla, Thietmara czy w Dagome judex stworzyli opis niemal codziennego życia władcy. Piszą na przykład, że Mieszko zanim poślubił Dobrawę, siedem „żon” miał. Taka była przedchrześcijańska kultura i  prawo władcy. Rodzina się rozrastała, trzeba było więc stać nie tylko na straży jej dobrobytu, ale też rozwiązywać waśnie i domowe spory. A to Świętopełek nasikał Mściwkowi do kubeczka, innym razem Siemomysłek wsadził Gniewkowi widły w oko. Istny koszmar, przy którym dzisiejsi faceci coraz częściej rzucają berło w błoto i wracają do mamusi.
Mieszko musiał być silny psychicznie i oprócz opieki nad rodziną potrafił zaopiekować się też innymi. Gdzie było trzeba, tam rączkę obciął, na pal nabił. Gdzie indziej wydał za mąż kogoś z najbliższych. Scalił plemiona i wtedy okazało się, że przestrzeń życiowa jest ograniczona. Dla innych, nie dla niego. Z historycznych opisów dziejów Mieszka I wynika, że to on raczej był napadany niż wyprawy organizował. Typowy polski przywódca. Jednak książę w tej kipiącej zupie tworzenia się europejskich narodów i mieszanych chochlą niemieckiej potęgi potrafił sobie doskonale radzić. Nie wszystkie bitwy wygrywał, był jednak cwany i ewentualne zwycięstwa potrafił wykorzystywać. W pewnym momencie nawet mieliśmy pół krwi Polaka na angielskim tronie. Córkę Mieszko oddał za Szweda, Szwed podbił wyspy i jego syn Knut został pierwszą brytyjską królową. Miał jednak dupowatego syna, pewnie po matce, i dynastia wygasła.
Byliśmy wtedy być może jeszcze słabsi, niż jesteśmy dziś. Niewielkie różnice wywołują jednak ogromne skutki.
Dzisiaj Polska elita polityczna nie potrafi sobie poradzić z watahą Rosjan na motocyklach. Najśmieszniejsze jest to, że nie wiadomo, co z nimi zrobić, w sytuacji, kiedy ich jeszcze u nas nie ma. Jak wyruszą, to dopiero będzie popłoch. Można więc sobie zadać pytanie – co by zrobił Mieszko? Biorąc pod uwagę, że zbudował fundamenty dużego państwa w niewiele ponad 30 lat, musiał działać szybko i sprawnie. Bez wdawania się w filozoficzne rozważania. Skoro tak, to w tej błahej sprawie miałby dwa wyjścia. Albo wojna, albo impreza. Tak czy inaczej, sąsiedzi ze wschodu nie dojechaliby do Berlina. Cały ich propagandowy plan wziąłby w łeb.

Mariusz Rytel

cz
cz, 16 kwietnia 2015 07:53

 
161109032208.jpg
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0