czwartek, 08 grudnia 2016 napisz DONOS@
Wyszukiwarka
Wczytanie

Pobudka na Starym Rynku raz na miesiąc

Troskliwy tata Krzysztof Gruszfeld (lat 36) częstuje czteroletnią córeczkę Darię gofrem z wiśniami. Prawdziwe owoce, przepyszna konfitura. Dziewczynka rozanielona siedzi na ławce, za jej plecami lśnią w pełnym słońca blasku właśnie odremontowane fasady dwóch kamieniczek pod arkadami. - Doble, baldzo doble – Daria uśmiecha się do taty, rączką pokazując zbliżającą się mamę. - Zawsze lubiłam ładne antyki... – uśmiecha się promiennie Alicja Gruszfeld, która w ciepłe i słoneczne jak latem popołudnie oglądała na jarmarku na Starym Rynku stare, misternie dekorowane naczynia i meble. - Poczekamy. Może będziemy mieli większe mieszkanie, może jak będzie więcej gotówki...

Sympatycznemu małżeństwu z córeczką przygląda się życzliwie Elżbieta Skrzetuska, zachęcająca łomżyniaków i gości do skosztowania gofrów i lodów. Dlaczego taka radosna …? - Ja zawsze mam powód do radości, a dziś niejeden – śmieje się oczami. - Bo dopisała pogoda i dobrze handel idzie.

Jak narcyzy i pierwiosnki cieszą oko
Z naprzeciwka od strony kamieniczek nadchodzi trójka 17 -letnich przyjaciółek. Izabela Orzołek z I LO w Łomży oraz Marlena Piaścik i Natalia Modzelewska z III LO. Izabela z jarmarku rok temu zapamiętała, że wsiadała do dorożki, natomiast jej serdeczne koleżanki, debiutantki w jarmarkowej przestrzeni, zapamiętają spacer i pyszne lody w słoneczną pogodę. - Należy nam się po tygodniu przygnębienia i depresji – śmieje się Izabela, wspominając naukę po nocach, z czego słynie I LO. - U nas też nie jest tak lekko – dodaje Natalia. - Czasami mamy w „Trzecim” luz, ale dużo zależy od dnia, bo jak mamy kilka sprawdzianów, to trzeba do nauki się przyłożyć. A nauka wymaga czasu... 
Anna Filipkowska – Wybranowska (lat 66) wraca sobie z mężem Wincentym z wernisażu w Galerii Sztuki Współczesnej przy ulicy Długiej. Po drodze zaszli na Stary Rynek, ponieważ Anna chciała zobaczyć wyroby ludowe, surowe rękodzieło i biżuterię.. - Dużo rzeczy ciekawych i trochę tandety – opiniuje znawczyni i miłośniczka ozdób ze srebra, złota i bursztynu. - Trochę mnie zdziwiło, że tak dużo stoisk jest z ciastami. Ludzie mają jeszcze przecież ciasta ze świąt wielkanocnych. Ja keks, sernik czy szarlotkę po kawałku odmrażam... Pełna wrażeń po obejrzeniu obrazów w Galerii, pani Anna z satysfakcją dodaje, że nie maluje już ikon, ale również portrety ludzi ze zdjęć i natury oraz anioły z wyobraźni. Pan Wincenty zawzięcie milczy. W intensywnie ceglastych spodniach i takiejż barwy eleganckich pantoflach sunie Giełczyńską. - Spieszymy się, wszak mamy pracę do wieczora  – wyjaśnia wyrozumiale małżonka. - Podsypaliśmy nawozów w ogródku.... A jak narcyzy pięknie kwitną, tulipany mają już duże pąki, jak pierwiosnki cieszą oko, tak kolorowo od fiołków i bratków.
Cieszą też oko miniaturowe zdjęcia (9 na 4,5 cm). Na magnesach proponuje do lodówki przyczepić je plastyk Grzegorz Gwizdon (lat 47), by co dnia podziwiać starówkę, ratusz, kamieniczki z Łomży.

Miód gryczany nestora i ser juniora
Nie jest tłoczno na rynku, nie ma tłumów, jakby ludzie jeszcze nie przyzwyczaili się do terminu 2. sobota miesiąca. A może promocja przedsięwzięcia wciąż się nie udaje...? Tadeusz Szczykno po raz trzeci przyjechał na jarmark do Łomży z Wilna na Litwie. Jak rok temu, znów sprzedaje przepiękne, oryginalne i – zapewnia – przepyszne pieczywo wszelkiego rodzaju, które wypiekają rodzice jego przyjaciela Marka Andrzejewskiego we wsi Zujuny, kilka kilometrów od stolicy. Są chleby żytnie: zbity, na miodzie, na liściu tataraku; keksy, makowce i plikyci – ciastka z mąki i żółtek, pieczone w piecu i zaparzane w mleku. Ma to wszystko raz kształt warkoczy, a raz gwiazd i gwiazdek, zwraca uwagę posypką makową czy owocowymi nadzieniami. Chciałoby się tego wszystkiego spróbować, podobnie jak z dużego, rozstawionego po sąsiedzku stoiska Pasieki Zaruzie koło Miastkowa, którą od 15 lat prowadzi Jan Szczepański (lat 50). Setki słoików i słoiczków w słonecznych kolorach z dziesięcioma rodzajami miodów. Świetnie to wygląda i smakuje, na co pszczelarz w kapeluszu z siatką na twarz pokazuje dyplomy, certyfikaty i puchary, przyznane przez jury biesiad miodowych w Tykocinie i Kurowie. 94-letni Edmund Szczepański kupuje gryczany. Przyjechał z Bydgoszczy na chrzciny prawnuka. Nie jest krewnym pszczelarza, a idzie pod rękę z synem. To kompozytor teatralny Bogdan Szczepański, którego 34-letnia córka Agnieszka Szczepańska na Starym Rynku spotkała serdeczną koleżankę z Oficyny Wydawniczej Stopka Natalię Jankowską, sprzedającą po kilka złotych książki mądre, jak „Zostało tylko królestwo”, wybór tekstów o twórcach „Kultury” paryskiej i redaktorze Jerzym Giedroyciu. Obie nie mogą się sobą nacieszyć, jakby ten jarmark był najbardziej kolorowym miejscem w Polsce. „Jak tylko kto ją zobaczy, każdy się Łomżą zachwyca” - śpiewa 46-letni akordeonista Kapeli Maki Zbigniew Słomko, którego głosem zachwyca się 62-letnia Elżbieta Grzanko, prosząca o balladę „Polesia czar”. - Mamy się czym pochwalić, nie trzeba nam Orkiestry Ulicznej z Chmielnej czy Kapeli Czerniakowskiej – komplementuje Maki za czysty głos, niefałszowanie i zgranie muzyków. - Działają przy Klubie Seniora ZNP,. wezmę ich na piknik.
Patryk Krynicki (lat 21) sprzedaje sery korycińskie z gospodarstwa Gremza. - A w naszych serach podoba się ludziom to, że mają gąbczastą strukturę z mnóstwem dziurek – mówi, zadziwiony, że w ratuszu za plecami pracuje 44-letnia Bernadeta Krynicka. - Hm... Moja chrzestna jest z Wrocławia...


Mirosław R. Derewońko

mm
so, 11 kwietnia 2015 20:23

 
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0