sobota, 03 grudnia 2016 napisz DONOS@
Wyszukiwarka
Wczytanie

Aquapark Narew

Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że plany i zamierzenia Łomżyńskiego Obszaru Funkcjonalnego dotyczące dwóch projektów „Łączy nas rzeka – miejsca integracji” i „Łączy nas – rzeka rewitalizacja” są materiałem marketingowy. Z jednej strony mają spowodować zdobycie zaufania opinii publicznej wznosząc hasła o rozbudzeniu turystyki wodnej w naszym regionie, a z drugiej wykorzystanie, a raczej zmarnotrawienie funduszy unijny na zupełnie nie potrzebną pseudo rewitalizację – uważa Rafał Krasucki z redakcji Magazynu Wędkarska Brać. - Zdać trzeba sobie sprawę, że bez analizy zakresu i sposobu przeprowadzania prac udrożnieniowych, a dodatkowo bez kontroli tego jaki będzie miało to wpływ na środowisko, niebawem możemy stać się świadkami zniszczenia rzeki Narew na niespotykaną dotąd skalę - podkreśla.

Fot. Radosław Sychowicz
Fot. Radosław Sychowicz
Rafał Mikołaj Krasucki - pasjonat wędkarstwa, autor wielu publikacji w ogólnopolskiej prasie wędkarskiej, współzałożyciel portalu Wędkarska Brać oraz pierwszego w Polsce internetowego Magazynu Wędkarska Brać. Organizator zawodów wędkarskich, warsztatów oraz imprez proekologicznych „I LOVE Narew” w Łomży.
Rafał Mikołaj Krasucki - pasjonat wędkarstwa, autor wielu publikacji w ogólnopolskiej prasie wędkarskiej, współzałożyciel portalu Wędkarska Brać oraz pierwszego w Polsce internetowego Magazynu Wędkarska Brać. Organizator zawodów wędkarskich, warsztatów oraz imprez proekologicznych „I LOVE Narew” w Łomży.
Fot. Radosław Sychowicz
Fot. Radosław Sychowicz
Fot. Radosław Sychowicz
Fot. Radosław Sychowicz
Fot. Radosław Sychowicz
Fot. Radosław Sychowicz

Pierwszy klocek domina
Powstanie Portu i Łomżyńskich Bulwarów stało się na chwilę sukcesem ówczesnych władz. Po kilku latach funkcjonowania trzeba powiedzieć jasno, że posiadamy marinę dla około dwudziestu łodzi, a nie port, z którego w dodatku nie można nigdzie wypłynąć. Powstał problem, który wyskoczył nagle z dna rzeki w postaci rzecznych raf i stał się powodem fiaska wielomilionowej inwestycji. Tu można zadać sobie pytanie czy nie należało pokusić się o przeprowadzenie analizy czy Narew spełnia uwarunkowania szlaku żeglownego i dopiero wtedy rozpocząć inwestycję? Z pewnością tak, ale z niewidomych dla mnie przyczyn wszystko rozpoczęto od... tyłu. Oczywiście istniejącą już marinę można doskonale wykorzystać na wiele innych sposób, jednak odnoszę wrażenie, że brak na to pomysłu, a kreatywność zarządzających przystanią kończy się jedynie na wynajęciu miejsc dla łodzi. Złe decyzje ciągną za sobą kolejne, o wiele bardzie poważniejsze niż pusty port w Łomży.

Rewitalizacja na opak
Jak podaje ekologiczna organizacja WWF Polska tylko w latach 2010-2013 roku zostało zniszczonych 14 000 km rzek. Wszystko to zostało zrobione w oparciu o przyjęcie przez polski rząd tzw. „MasterPlanów” akceptujących aż 2600 inwestycji hydrotechnicznych i melioracyjnych w Polsce. Niestety wbrew zaleceniom Komisji Europejskiej o utrzymaniu dobrych parametrów chemicznych i fizycznych stanów wód oraz organizmów żywych, inwestycje koncentrują się na wykonaniu prac udrożnieniowych, nie biorą pod uwagę jaki będzie to miało wpływ na istniejące ekosystemy. 
Domniemywać należy, że działacze Łomżyńskiego Obszaru Funkcjonalnego swoje strategiczne opracowania opierają na podobnej logice, koncentrując się jedynie na wdrożeniu wielomilionowej inwestycji, nie patrząc na skutki oraz powstające zagrożenia.
Rewitalizacja dosłownie znaczy przywrócić do życia, więc dla mnie osobiście nie mieści się w głowie jak można rewitalizować coś co jest bardzo bogatym i urozmaiconym ekosystemem. Nie rozumiem dlaczego chce się na siłę ożywić rzekę Narew, kiedy jest ona nazywana ostatnią dziką rzeką w Polsce, a jej walory przyrodnicze są unikalne na skalę europejską? Oczywiście rozwój turystyki w Dolinie Narwi jest jak najbardziej potrzebny, ale nie w ten sposób i nie kosztem. 
W chwili obecnej najcenniejsze ekosystemy na Narwi – rzeczne rafy - stały się jej największym problemem. To przez rafy nie można uprawiać turystyki wodnej, to przez nie nie mogą pływać po naszej rzece duże, stalowe statki turystyczne, rozpędzone skutery wodne czy motorówki wyposażone w 200-konne silniki. To przez nie nie możemy z Narwi zrobić aquaparku, który będzie najcenniejszą atrakcją turystyczną naszego regionu.

Skutki i zagrożenia
W zeszłym roku udało mi się porozmawiać z dr Mateuszem Grygorukiem z Katedry Inżynierii Wodnej, SGGW w Warszawie, przewodniczącym Polskiej Komórki European Centre for River Restoracjon  W tym wywiadzie wyraził swoje eksperckie opinie na temat działań jakie mają być podjęte w stosunku do rzeki Narew. Uważam, że każdy powinien to przeczytać ponieważ przedstawiają sprawę z zupełnie innej perspektywy, niż jest to prezentowane przez działaczy Łomżyńskiego Obszaru Funkcjonalnego.

Rafał Mikołaj Krasucki

R.K. Jakie są korzyści dla rzeki, na której znajdują się rafy?
dr Mateusz Grygoruk:
Naturalne rzeki to bardzo złożone, dynamiczne, samoregulujące się systemy. Zmieniają się pory roku, a wraz z nimi zmienia się temperatura i stan wody, prędkość i natężenie przepływu. Urozmaicenie dna i brzegów rzeki sprawia, że organizmy wodne mają możliwość wyboru: dziś jest gorąco, więc idę/płynę tam, gdzie woda jest lepiej natleniona –np. na „rafy”. Jutro będzie zimno, więc popłynę na głębszą wodę, gdzie nurt jest spokojniejszy. Za miesiąc będzie tarło – popłynę na płytszą wodę zalanej wiosennym wezbraniem łąki. Później popłynę w nadbrzeżne rośliny albo między kamienie – schowam się przed drapieżnikami. Gdy będzie powódź, popłynę za kamień, gdzie nurt jest wolniejszy, gdzie spokojnie przeczekam ten krytyczny czas. W trakcie niżówki ten sam kamień będzie tylko lekko zanurzony pod wodą, więc popłynę gdzie indziej. Znamy to z życia codziennego. Idziemy tam, gdzie jest nam lepiej, przyjemniej, gdzie zarobimy więcej pieniędzy. W urozmaiconej, nieuregulowanej rzece mamy organizmy lubiące szybki lub wolny nurt, twarde lub miękkie dno, życie w roślinach lub życie w otwartej wodzie szerokiego zakola. Jak w mieście – mamy sklepy spożywcze, obuwnicze, chodniki, ulice, bary, kościoły, kwiaciarnie, bloki, domy, rowery i samochody…
Ekologia. Innymi słowy – im większe urozmaicenie dna i brzegów rzeki, tym lepiej dla wszystkich organizmów, bo zróżnicowany system ma większe zdolności do samoregulacji – obrony przed niekorzystnymi czynnikami. Im większe urozmaicenie miasta – tym wygodniej się tam żyje.

Jakie są zagrożenia dla rzeki po jej pogłębieniu i wyrównaniu dna?
MG: Pozostając przy porównaniu rzeki do miasta: wyobraźmy sobie, że nagle z naszego miasta znikają ulice oraz bloki. Nakazujemy wszystkim jeździć rowerami po błotnistych ścieżkach, zakazujemy mieszkać w blokach, nakazujemy w domach. Nie pytamy, czy mają pieniądze, czy nie. Z takiego miasta uciekną posiadacze samochodów. Uciekną wraz z nimi stacje benzynowe. Ucierpią usługi. Ci, którzy będą mieć taką możliwość, zbudują sobie domy. Reszta wyjedzie. Nasze miasto, z systemu regulowanego czynnikami społecznymi i ekonomicznymi zamieni się w dziwny twór, w którym nagle czegoś zabrakło. Braki te pociągają za sobą łańcuchową reakcję o niemożliwym do przewidzenia zakończeniu. W takim mieście bez ulic, gdy wystąpi nagły kataklizm, na przykład epidemia, karetki nie zawiozą chorych do szpitali. Nie ma dróg, więc nie ma karetek. Rzeka, w której w sztuczny sposób wprowadzimy jakieś zmiany, staje się takim miastem bez ulic. Na przykład, po wyrównaniu dna, odbieramy rzece wypłycenia, w których woda – płynąc szybciej – lepiej się natlenia. Latem, gdy zaczyna w takiej rzece brakować tlenu, znikają z niej najpierw gatunki najbardziej czułe na braki tego życiodajnego gazu. Po nich znikają te, które są od nich zależne. W okresach niżówek woda w całej rzece grzeje się tak samo szybko. Wszędzie są takie same warunki do rozwoju roślin. Podczas powodzi woda w takiej rzece wszędzie płynie tak samo szybko. Ryby nie mają naturalnych schronień, więc odpływają.  
Nie mają jak się trzeć – odpływają dalej w poszukiwaniu tarlisk. Odbierając rzece naturalność, niszcząc strukturę jej dna, odbieramy rzece możliwość samoregulacji wszystkich procesów, spośród których ryby i inne organizmy to strata nieporównywalnie mała w porównaniu z innymi konsekwencjami. Powodzie w takich rzekach są bardziej gwałtowne. Niżówki sprawiają, że życie w takiej rzece jest poddawane bardzo ciężkiej próbie. Nie mówiąc już o spadku jakości wody ...

Czy warto poświęcać rafy dla rozwoju turystyki i zwiększeniu poruszających się jednostek pływających?
MG: Nie warto. Zakładając, że turystyka jest elementem wypoczynku, zadajmy sobie pytanie czego turyści szukają w północno-wschodniej Polsce? Czym szczyci się Podlasie, Suwalszczyzna, Pojezierza, północno-wschodnie Mazowsze? Turyści przyjeżdżają tu właśnie dla naszych mało przekształconych, czystych rzek, by pływać tu kajakiem, pychówką, łowić ryby, podziwiać krajobraz. Tworzenie atrakcji turystycznych w postaci wielkogabarytowych statków pływających rzekami północno-wschodniej Polski przypomina budowę placu zabaw w centrum Disneylandu. Po co, skoro goście Disneylandu mają wystarczająco dużo wspaniałych atrakcji, przy których plac zabaw pasuje jak pięść do nosa? Masowa turystyka wodna w Europie, o ile w ogóle można mówić o jej rozwoju, idzie w kierunku kajakarstwa oraz możliwie najbliższej interakcji człowieka z przyrodą. A naszego regionu słynie właśnie z przyrody. Wszystkie strategie rozwoju województwa podlaskiego podkreślają współzależność człowieka i przyrody, promują walory naszych rzek i lasów jako idealnych dla celów turystyki przyrodniczej. Zastanawiam się, dlaczego nie można pływać po Narwi, Wiśle czy Wkrze niewielkimi, płaskodennymi łodziami, których kilkudziesięciocentymetrowe zanurzenie nie wymaga robienia z rzeki kanału żeglugowego? Łodziami, które zabierają na pokład do 15 osób? Płynąc taką łodzią można zachować ciszę i cieszyć się naszymi krajobrazami, nie przeszkadzając innym użytkownikom rzeki – wędkarzom, kajakarzom, plażowiczom czy mieszkańcom nadrzecznych miejscowości. Spójrzmy na rzeki w innych miastach Polski – choćby na Warszawę. Powtórne zwrócenie się miasta ku rzece odbywa się tu poprzez maksymalne wykorzystanie atutów rzeki i przyrody. Kwitnie kajakarstwo, plaże miejskie są coraz popularniejsze. Statków brak, bo turyści nie chcą statków. Zanim zbudujemy ten plac zabaw w centrum Disneylandu – spójrzmy na kierunki rozwoju turystyki wodnej w Polsce i na świecie. Odpowiedź nasuwa się sama.

Czy warto niszczyć rzekę czy raczej dbać o jej renaturalizację? 
MG:
Zapytajmy inaczej: jaki jest cel niszczenia rzeki? Jaki jest cel renaturyzacji? Anachronizmy panujące w gospodarce wodnej naszego kraju wciąż sprawiają, że społeczeństwu wydaje się, że stoimy przed wyborem: albo ptaszki, albo turystyka.,albo ryby, albo ochrona przeciwpowodziowa. A więc – niszczymy rzekę, bo ludziom będzie się niby żyło lepiej, albo zostawiamy rzekę naturalną, w której rybki mają się dobrze, ale co roku rzeka zalewa tysiące ludzkich osiedli. To bujda, lansowana niestety przez media po każdej powodzi, po każdym wezbraniu zalewającym choćby jeden dom stojący nad samym brzegiem rzeki, w dolinie. Takie – rzekłbym staroświeckie – postrzeganie rzek prowadzi do konfliktów. Postrzegając rzekę jako system bardzo złożony: zacząwszy od wody, kamieni i żwiru, skończywszy na pijawkach, roślinach wodnych i rybach, od razu dostrzeżemy, że podejście do wód wymaga interdyscyplinarności. Przykłady ze świata, jak również coraz częstsze przykłady z Polski pokazują, że można pogodzić funkcje rzek będących osiami rozwoju miast o dobrym stanie ekologicznym z funkcjami przeciwpowodziowymi i turystycznymi. Na obecnym, wyższym niż kiedykolwiek poziomie świadomości społecznej i nauki o wodzie, nie musimy odpowiadać na pytania: niszczyć rzeki, czy je renaturyzować? Odpowiadamy za to na pytania, jak łączyć funkcje rzek, by czerpać z nich możliwie najwięcej korzyści: od krajobrazu, ryb i wypoczynku po ograniczanie ryzyka powodziowego. W Polsce mamy za to inny, ważny, lecz niedostrzegany problem. Pytając przypadkowo spotkanych ludzi o to, jakie wyrazy kojarzą im się z rzeką, usłyszycie: powódź, podwójne dno, wiry… A jezioro? Łódka, grill oraz wakacje. To smutne. Rzeki mają bardzo zły „PR”. To zastanawiające. Przecież dzięki rzekom rozwinęła się cywilizacja! Pokazując społeczeństwu korzyści jakie płyną z dobrze zachowanych, zdrowych i naturalnych rzek coraz rzadziej będziemy musieli oglądać smutne obrazki koparek kopiących w naszych, podlaskich, mazurskich i mazowieckich rzekach.

Dziękuję za rozmowę

cz
pt, 03 kwietnia 2015 07:58

 
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0