niedziela, 04 grudnia 2016 napisz DONOS@
Wyszukiwarka
Wczytanie

Palma bije, nie zabije, wielki dzień za tydzień!

- Ja mam w domu całą kolekcję pięknych palm wielkanocnych, zebraliśmy ich z żoną kilkadziesiąt przez ostatnich kilka lat... – uśmiecha się pogodnie, na przekór sobotniej pogodzie, Romuald Sinoff, który wybrał się na wielkanocny jarmark rozmaitości, żeby popatrzeć, co przygotowali handlarze na kilkudziesięciu stoiskach Starego Rynku w Łomży, oraz kupić dobrego sera śmietankowego własnej roboty. Stoiska, a jakże, uginały się od serów smakowitych, kiełbas i wędlin pachnących, słoiczków miodów zdrowych i pisanek kolorowych. Słońca wprawdzie zabrakło, mimo to klientela dopisała.

Nie były to tłumy, z racji pochmurnego nieba i chłodnego, porywistego wiatru, lecz w porównaniu z martwym na co dzień centrum Łomży powiatowej można się było poczuć jak w tętniącym życiem miasteczku. Stoiska oblepiały cztery boki „placu czerwonego”, a przy jednym z nich pod daszkiem zasiadła Bożena Mietelska, 66-letnia emerytka, od roku zajmująca się techniką decoupage. - Tymi dwiema, własnymi rękami to wszystko zrobiłam – śmieje się, opowiadając, że wcześniej zajmowała się długie lata wyszywaniem serwetek i haftem. Prace rękodzieła nie są dla niej czymś zaskakująco nowym czy męczącym, skoro wcześniej opanowała sztukę wytrwałej cierpliwości w kontakcie z wykonywanym przedmiotem. - Moje pisanki są z drewna, styropianu i plastiku – wyjawia tajniki warsztatu. - Niektóre wielkości jaja kurzego, inne duże jak strusie. Ta wstążeczka zakrywa miejsce, gdzie łączą się połówki. Maluję je farbkami od środka, naklejam wzorek, na przykład, z kurczakiem i lakieruję całość. Ktoś niedokładny, bez zmysłu estetycznego i niecierpliwy nie podołałby zadaniu.

Pisanki w falbankach i koronkach
Dokładna, obdarzona duszą i talentem artystki oraz wytrwała w ozdabianiu jaj kurzych i gęsich oraz strusich jest Laura Bziukiewicz ze wsi Wach. Oryginalne pisanki kurpiowskie, niektóre z szatką z kunsztownym wzorem krochmalonej koronki, sprzedawał jej mąż Zdzisław Bziukiewicz, który jako dziecko nauczył się obrabiania bursztynu. Stąd na jego stoisku wabiły oko piękne, złote i słoneczne wisiorki i naszyjniki, gdy tuż obok zamyślały się nad losem człowieczym przed niedzielą palmową i Wielkanocą za tydzień ciche świątki Kazimierza Krupińskiego, rzeźbiarza ludowego i uroczego gawędziarza ze wsi Sierzputy Zagajne. Sympatyczna łomżynianka Marianna Tarczewska wyszła zrobić prezent zięciowi, tylko że nic jej jeszcze nie wpadło w oko. - Przyjemnie się zrobiło, weselej, ożywił się trochę nam Stary Rynek, dzięki tym jarmarkom co miesiąc – zauważa. - Jak tak patrzę po ruchu tutaj, ludzie nie mają pieniędzy na dodatkowe zakupy... To, co mają, wydają na podstawowe zakupy, chociażby na surowe mięso. Po domowemu je przyrządzą w solance, upieką, i bez chemii. 
Tradycyjnie w rogu Starego Rynku na Farnej i Długiej stanęła Elżbieta Skrzetuska z gofrownicami i dobrymi słowami dla każdego, od małego do dużego. - Zdrowsza po zimie jestem, przyszła wiosna radosna, to cieszę się z życia, mimo że tłoku nie ma – uśmiecha się promiennie. - Wesołych świąt...!
Nie za wesołą minę ma Alicja Matejkowska, jednak nie traci rezonu, sprzedając wianki z wierzby i brzozy, oplecione kolorowymi kwiatkami i mini pisankami. - Ludzie podchodzą, chwalą, podobają im się takie ozdoby na stół wielkanocny, ale mało kto kupuje – wita się ze znajomym Rajmundem Ścięgoszem. 60-latek tryska humorem, w Wielkim Poście zachowuje wstrzemięźliwość od trunków. - Takie jarmarki powinny być co tydzień, mniejsze czy większe, żeby ludzi przyzwyczaić, że i na Starym Rynku coś ciekawego się dzieje – podkreśla łomżyniak z Dwornej. - Wszystkiego dobrego!

Mirosław R. Derewońko

161121091207.gif
cz
nie, 29 marca 2015 12:09

 
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0