czwartek, 08 grudnia 2016 napisz DONOS@
Gazeta Bezcenna nr 605

Dwie wojny w Podlaskiem (w tym jedna światowa)

Ogólne szczęście i wesołość ogarnęły niedawno mieszkańców województwa podlaskiego, szczególnie tam, gdzie pojawiły się wojska amerykańskie. Kiedyś poważni goście od wuja Sama przywozili czekoladę i choroby weneryczne, dziś bawią. Pewnie nie taka była ich intencja, ale dlaczego same gafy mają przytrafiać się tylko sztabowcom prezydenta Polski?! Szczęście i uśmiech na twarzach polskiej gawiedzi to efekt poczucia bezpieczeństwa, jakie przywieźli ze sobą na swoich żelaznych Strykerach. Taki, bez wątpienia, był ich cel podstawowy. Cyrk, jaki przy tej okazji zrobili, na długo zostanie w naszej pamięci.

Odnoszę jednak smutne wrażenie, że pamięć z refleksją nie będą szły w parze. Jakie są fakty? Po pierwsze, Amerykanie udowodnili, że ciągle są potęgą. Najpierw wzięli udział w manewrach z wojskami państw nadbałtyckich pod nosem Rosji, a później paradowali w dziewięćdziesiąt wozów bojowych przez kawał dawnego Wschodniego Bloku. Oficjalnie wracali do bazy w Niemczech. Tylko dlaczego, jak kot po wiosennym melanżu?! Naokoło, przez Polskę, Czechy i Bóg wie, gdzie jeszcze. Ano dlatego, żeby powiedzieć wyraźnie - My tu jesteśmy, patrolujemy teren i nic wam się nie stanie, drodzy Polacy z Polsky! Jak widać, udało się im. Wielu z nas w to uwierzyło. Gdyby śmignęli bez zatrzymywania, to by nas przestraszyli, a tak zatrzymywali się na popas, bratali się z miejscową ludnością. Zresztą, te spotkania okazywały się bardzo popularne. Wielu suwalczan, białostoczan i innych „czan” gromadnie udawało się na miejsce przejazdu czy spotkań. Nie ma się co dziwić, każdy jest ciekaw, czy Amerykanie faktycznie są tak dobrze wyposażeni, jak o nich mówią? Goście ochoczo  prezentowali to, co mieli najcenniejszego, a wśród załogi były nie tylko blade twarze. Nikt ze zwiedzających nie doznał zawodu. Na koniec pomachali wszystkim flagą z Tyskim i pojechali dalej. Ta flaga to już była wisienka na torcie z żenady. Gdzie była Polska obsługa tego przejazdu! Gdyby nasz przyjaciel z U.S. Army gwiaździsty sztandar miał przerobiony w logo jakiejś whisky, to prędzej by mu Arab paznokcie powyrywał, niż on by tym załopotał. A u nas? Jest to jest. Po cholerę drążyć temat.

My byliśmy zajęci wypowiadaniem swojej własnej wojny. Marszałek województwa złożył podpis pod aktem, dzięki czemu zastępy myśliwych wyruszą na wojnę z dzikami. Pamiętacie, jak minister rolnictwa podczas chłopskiej intifady obiecał, że ubije wszystkie dwanaście tysięcy dzików w województwie. Plan był prosty. Miało się takiego dzika łapać, sprawdzać meldunek po Peselu i rozstrzeliwać na miejscu. Niestety, minister się przeliczył. Państwa Polskiego nie stać na wsparcie swoich obywateli. Ciężar wojny z dzikami zarażonymi afrykańskim pomorem i niszczącymi uprawy wziął na siebie samorząd. Jak wiadomo, jeszcze biedniejszy niż państwo. Nie stać urzędu na masową eksterminację. Ubije się raptem pięćset stuk. Dobre i to. No, chyba, że zabraknie amunicji. Tak więc Amerykanie wojują z Ruskimi, my z dzikami. Chciałoby się powiedzieć – jaki kraj, taka wojna.

Polska zawsze była silna siłą swoich obywateli. Nawet jak jej nie było, polscy właściciele ziemscy i szlachta mieli w swoich rękach kapitał i ogromną władzę. Wystarczy dziś rozejrzeć się dookoła, żeby zrozumieć, że Polska nigdy nie była chyba tak słaba jak teraz. No, ale cóż. Jak się przez lata nie dba o łajbę, którą się płynie, to się dba o byle co. Na pewno nie to, co jest najważniejsze.

Mariusz Rytel

P.S. Uczciwy świadek przejazdu kolumny proszony jest o dokładne pokazanie, którędy na Ukrainę. Życiowa nagroda.

cz
cz, 26 marca 2015 08:05

 
161109032208.jpg
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0