sobota, 03 grudnia 2016 napisz DONOS@
Wyszukiwarka
Wczytanie

Mózg poza szkołą pracuje na pełnych obrotach

- Początek lekcji jest kluczowy dla osiągnięcia sukcesu w postaci aktywności ucznia, ponieważ to wtedy jego mózg podejmuje decyzję o uwalnianiu neuroprzekaźników – mówi dr Joanna Górecka, pedagog i koordynatorka nowoczesnych programów do nauczania wczesnoszkolnego, która była gościem konferencji „Mózg poza szkołą” w Łomży. - Jeśli nie uczynisz lekcji intrygującą, ciekawą, zaskakującą, a zapomnisz o mowie ciała, gestach i mimice, stymulujących rozwój mózgu, giniesz...
Ostrzeżenie to ilustrują badania psychologa prof. Janusza Czapińskiego: ledwie co trzeci uczeń od 7 do 19 lat uważa lekcje w szkole za interesujące. Ponad połowa ocenia je jako nudne lub się ich boi.

Dr Joanna Górecka
Dr Joanna Górecka
Izabella Gorczyca
Izabella Gorczyca

Badania to jedno, a rzeczywistość szkolna to drugie, o czym wiedzą obciążeni wymogami realizacji programów nauczyciele, dociążeni nadto szkolną biurokracją, problemami wychowawczymi i pracą domową. Własną. Uczestniczący w konferencji, jaką zorganizowały wespół: delegatura Kuratorium Oświaty w Łomży i Łomżyńskie Centrum Rozwoju Edukacji w swej siedzibie przy Polnej, musieli przemyśleć, jak dotychczasowe przeświadczenia, doświadczenia i nawyki pogodzić z dorobkiem neurobiologii i neurofizjologii mózgu. Jeśli byli dotąd pewni, że przepisywanie z tablicy kształci, a praca domowa pozwala zdobytą przepisywaniem wiedzę utrwalić, przeżyli rozczarowanie lub szok.

Dlaczego cytryna nie śpiewa...?
- Mózg został stworzony, aby się uczyć, ale potrzebuje innych warunków, niż współczesna szkoła – zaatakowała Marta Brzozowska, ambasadorka neurodydaktyki z ŁCRE kilkudziesięciu nauczycieli, metodyków i wizytatorów z Łomży, Giżycka, Pisza, powiatu łomżyńskiego i kolneńskiego, którzy ciekawi byli, co wspiera, a co hamuje proces uczenia się i dlaczego uczniowie tracą motywację do nauki. - Edukacja w trybie wykładowym, transmisyjnym nie sprawdza się współcześnie, odrzuca...
Dr Górecka, polonistka po Uniwersytecie Śląskim, ucząca w Szkole Podstawowej Montessori w Konstancinie, dała nauczycielom całą serię rad, jak godzić wymogi mózgu z potrzebami programu. Na pierwszym miejscu było... wyrzucenie podręczników, aby dostosować tematy lekcji i przebieg do potrzeb konkretnej klasy. - Wszyscy narzekają na podręczniki, nawet ministerialne, to zróbmy z dziesięciu własny – zachęcała i dodała, iż w jej szkole nie ma limitu papieru na ksero, kolorowe też. A posypała jak z rękawa: przydzielaj uczniom nowe zadania, używaj nowych terminów w różnych kontekstach (na co liczy liczebnik? ile czasu ma czasownik?), zapraszaj do szkoły rodziców i kogo się da, organizuj „wagary” edukacyjne, pozwól czytać, co dzieci chcą, nawet komiksy. - Dobrego nauczyciela poznaje się nie po tym, jak kończy, ale jak zaczyna – radziła, trawestując pana premiera Millera. Podała przykład. - Dlaczego cytryna nie śpiewa? A przecież śpiewa - po podłączeniu prądu.
Doktor wstała o piątej rano i wsiadła w służbowy samochód, ażeby do Łomży przyjechać z dyrektor Izabellą Gorczycą ze szkół No Bell w Konstancinie – Jeziornej, pomysłodawczynią kreatywnych mebli Happy Team. „Cztery kąty i mózg piąty” było tematem refleksji i krytyki nad ławką w klasie. Warszawianki ubolewały, że dzieci widzą zwykle plecy, a nie zamyślone i radosne twarze kolegów. Anglistka Martyna Polkowska przedstawiła wymagania wobec szkoły na przykładzie nauczania jęz. angielskiego, a psycholog Marta Iwanowska–Polkowska – wyzwania przed dyrektorami liderami.

Nauczyciele i rodzice łasi na stopnie   
Podczas konferencji przybliżono dorobek prof. Johna Hattie z uniwersytetów w Auckland (Nowa Zelandia) i Melbourne (Australia). Po 15 latach podał on syntezę 800 metaanaliz edukacyjnych, z której wynikało, że ostrzeżenia neurofizjologów przed przynudzaniem i „werbalizowaniem” lekcji są zasadne. To nie prace domowe czy liczebność klas, a nawet nie wiedza nauczyciela, tylko ocena kształtująca, nieuzależniająca dziecka od nagrody w postaci liczby, słoneczka czy buźki – działa na postępy poznawcze i motywuje mózg dziecka do pracy. - Zainteresowanie intrygującym tematem i ciekawe poznawczo działania dają więcej inspiracji, niż monotonne wykłady zza biurka – ostrzegła.
Może dlatego wprowadzający w tematykę konferencji dyrektorowie pozwolili sobie na więcej luzu. Wojciech Kowalik z ŁCRE podkreślił, że wiosenny klimat sprzyja neurodydaktyce, gdy „słońce się do nas uśmiecha” - tj. odwrócenie typowych ról. Z kolei Dorota Szymonowicz z delegatury KO za myśl przewodnią obrała myśl na pozór uskrzydlającą, że w przedwczorajszych szkołach wczorajsi nauczyciele uczą dzisiejszych uczniów rozwiązywania problemów przyszłości. Konstatacja brzmi ponuro, gdyż zainteresowanie lekcjami deklaruje dziś zaledwie co piąty uczeń liceum i technikum... Optymizmu krztynę okazała wiceprezydent Łomży dr Agnieszka Muzyk, prosząc uczestników o skorzystanie z warsztatów i prelekcji, aby zaowocowało to eksperymentami w szkołach i klasach... Słuchając zachęty, nie sposób było zapomnieć, że w mózgu jest ok. 100 mld neuronów, które mają po ok. 100 tys. wypustek, zaś te po 10 do potęgi piętnastej synaps, których są tryliony. Tam mają się pojawić w chwili zainteresowania upragnione neuroprzekaźniki, aby mózgowi zechciało się myśleć. - Motywacja zewnętrzna niszczy motywację wewnętrzną – uprzedzała Marta Brzozowska, stąd jest kwestia: jak ten stan osiągnąć, gdy większość nauczycieli jest znudzona i rodzice są łasi na stopnie? - Od mierzenia roślina nie urośnie, a od oceniania nikt nie będzie mądrzejszy. To tylko zbędny stres.

Mirosław R. Derewońko

cz
śr, 25 marca 2015 08:04

 
161109032208.jpg
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0