poniedziałek, 05 grudnia 2016 napisz DONOS@
Wyszukiwarka
Wczytanie

25 lat z kwasem i metalem

Acid Drinkers wrócili do Łomży po kilkunastu latach przerwy. Legenda polskiego metalu świętuje 25-lecie i promuje swój najnowszy album „25 Cents For A Riff”, dlatego grupa Titusa wykonała zarówno swe najbardziej znane i klasyczne utwory, jak i sporo nowości. W roli supportu wystąpiła znana i lubiana w Łomży warszawska grupa Lostbone.
– Ostatnio scena jest naszym pierwszym domem! – mówi Tomasz „Titus” Pukacki. – Od października ubiegłego roku trwa trasa „25 Upside Down” z okazji ćwierćwiecza zespołu i to było 26 koncertów w zeszłym roku. Trasa wiosenna opiewała na 24 koncerty, a już dochodzą nowe daty. Mamy ten fart, że ludzie chcą nas oglądać na żywo i cieszy nas to niemożebnie!

Frekwencja w klubie PopArt Miejskiego Domu Kultury-Domu Środowisk Twórczych w niedzielny wieczór rzeczywiście była godna pozazdroszczenia, bo na koncert poznańskiej grupy przybyło około 150 osób. Byli wśród nich ludzie nie tylko z Łomży i okolic, ale również fani Acids z Giżycka, Małkini czy Białegostoku, którzy byli też na sobotnim koncercie grupy w tym mieście.
Publiczność rozgrzał grający w Łomży już po raz trzeci  Lostbone. Grupa wciąż promuje świetny album „Not Your Kind”, dlatego pochodzące z niego utwory zdominowały program 50-minutowego koncertu. Nie zabrakło też starszych „Temptations”, „Vultures” czy „Severance”, a żywiołowy miks death metalu i hardcore dopełniła wiązanka klasyki: Sepultury, Pantery i Machine Head.
– W tym domu kultury jest generalnie fajny klimat, ludzie zawsze fajnie przyjmowali tu naszą muzę i myślę, że się to nie zmieniło – ocenia Bartek „Barton” Szarek, wokalista Lostbone.  
– Zawsze fajnie jest zagrać z zespołem, na muzyce którego się wychowywało 15 czy 20 lat temu – dodaje Przemek Łucyan, gitarzysta i lider Lostbone. – Dlatego, mimo tego, że graliśmy już z Acidami nie raz i nie dwa, to zawsze jak jest kolejna okazja mam zajawkę z tego!
Poznaniacy udowodnili, że wciąż są jednym z najlepszych polskich zespołów koncertowych, a mając na koncie 16 studyjnych płyt mieli z czego wybierać, dlatego klasyczne i nowe utwory grupy sypały się niczym z przysłowiowego rękawa.
– Jeśli chodzi o setlistę na tej trasie, to specjalnie przygotowaliśmy parę rzeczy, które czasami w ogóle nie były grane, albo ostatnio były grane 15-20 lat temu – mówi Titus. – Dużo jest oczywiście numerów z ostatniego albumu, który promujemy na żywo.
Nowości zabrzmiało aż siedem, jednak równie gorąco szalejąca publiczność przyjmowała od dawna nie grane utwory z kultowego debiutu „Are You A Rebel?” czy zasłużenie określanego mianem najlepszego albumu w historii polskiego heavy metalu „Infernal Connection”, dopełnione utworami z innych płyt. Młodzi słuchacze szaleli przy utworach, które miały swą premierę gdy jeszcze nie było ich na świecie, reagując entuzjastycznie na „Barmy Army”, „Del Rocca”, „Drug Dealer”, „Megalopolis”, „I Fuck The Violence (I'm Sure I'm Right)” czy megaprzebojowy „Pizza Driver”. Jednak Acid Drinkers to nie tylko Titus, ale też będący w zespole od początku istnienia gitarzysta Dariusz „Popcorn” Popowicz, perkusista Maciej „Ślimak” Starosta i grający z nimi od sześciu lat gitarzysta Wojciech „Jankiel” Moryto. Koncert zespołu w Łomży stał pod znakiem zapytania z powodu kontuzji barku Ślimaka – dwa wcześniejsze występy zostały przełożone – jednak muzyk nie tylko perfekcyjnie zagrał, ale też i zaśpiewał w „Madman's Joint”. Za bębnami zastąpił go wówczas techniczny, znany z grupy Mitch & Mitch  świetny perkusista James Boned Mitch.
– Jest o tyle w porządku, że mogę grać – mówi Maciej „Ślimak” Starosta. – Miałem naderwany mięsień podgrzebieniowy i prawdopodobnie uszkodzony stożek rotacyjny – odpowiedzialny za wszystkie ruchy w górę, na dół, w bok. Jest to bolesne kiedy się gra, nie mogę brać żadnych blokad, bo nie mogę tego pogorszyć. Trzeba to leczyć – rehabilitacja i czekanie. Najgorszy jest zawsze początek i koniec koncertu. Początek wiadomo, bo trzeba się porządnie rozegrać i rozgrzać, a koniec koncertu to jest już zmęczenie, bo nieźle trzeba się namachać przez te półtorej godziny.
– Jesteśmy ciężcy do zabicia bronią analogową i różnymi innymi używkami i jest to coś niesamowitego – ocenia Titus. – Widocznie jestem naturalnie urodzonym rockersem, skoro sobie w tym radzę. Na razie nie przydarzyło mi się nic bardziej ekscytującego niż wychodzenie na scenę co wieczór w weekend, w niezliczonych miastach. To jest coś niesamowitego: kiedy rusza intro, słyszę ryk tłumu, rzeczywiście działa to tak, jakby ktoś wstrzykiwał mi do żyły czystą adrenalinę!

Wojciech Chamryk
Zdjęcia: Elżbieta Piasecka-Chamryk

161121091207.gif
cz
pon, 16 marca 2015 08:14
Data ostatniej edycji: 2015-03-16 08:17:44

 
161109032208.jpg
Zobacz także
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0