czwartek, 08 grudnia 2016 napisz DONOS@
Wyszukiwarka
Wczytanie

Huczne zapusty 2015 z Ziabelą i Janem w Radziłowie

Wesołej tradycji w Radziłowie na zapusty, czyli koniec karnawału, stało się zadość. Wokół rynku przez trzy kwadranse posuwała się bryka w dwa dorodne, mocne konie zaprzężona, w której młodzi z drużbami i kapelą się rządzili, a za nimi orszak weselny przebierańców. Młodzi dobrze w tradycji jeszcze sprzed wojny znani: dziedzic hulaka, szlachcic pijaka Jan i dorównująca mu w hulaszczych zbytkach i tanach żona Ziabela. Co mieli, to przetańczyli, dlatego stali się bohaterami i swoistymi patronami ostatków, w których uczestniczyło kilkaset osób, mieszkańców miasteczka i przybyszów.

Zanim w południe orszak pojawił się na rynku w Radziłowie, postacie pary młodej: Ziabeli - Izabeli i Jana stanęły po obu stronach sceny jako dwie gigantyczne kukły z trzech bel słomy każda. Przez dwie godziny gospodarze i goście słuchali występów, śpiewów i żartów, jakie przygotowali na ten słoneczny i mroźny ostatkowy wtorek młodzi i starsi z miasteczka i okolic. Nowy wójt Radziłowa Krzysztof Milewski (lat 39) witał serdecznie miejscowych i przyjezdnych, zwracając uwagę, że ta zabawa to nie jest na pokaz: dla samych mieszkańców i przez mieszkańców została zorganizowana.

Tradycja - poczucie zakorzenienia
Nie widzieli widzowie i słuchacze na rynku, ile przygotowań do orszaku toczy się kilkaset metrów dalej, na podwórku i w stodole sołtysa... Wójt o tradycji zapustów w Radziłowie opowiadał mową wiązaną, z pomocą długiego wiersza, jaki na początku lutego specjalnie na tę okazję napisała Janina Wiśniewska, dedykująca zgrabny poemacik mężowi radziłowianinowi Zygmuntowi. „Na rynku jest tłumnie, gwarno i wesoło, cały Radziłów bawi się wkoło” - proroczo pisała poetka. „Tradycja głosi, że gdy się naród cieszy, wtedy mniej grzeszy. Zmartwienia i troski odchodzą w cień”. Korowód się dopiero stroił, kiedy dzieci ze Szkoły Podstawowej z werwą wyśpiewywały piosnki i tańcowały z przytupem na trotuarze, jak przebrani w kożuszki za pastuszków 13-latkowie: Krystian Szleszyński i Marek Gardocki, których z zespołem do prawie półgodzinnego występu przygotowała polonistka Dorota Nerkowska. Jeden drugiemu pomaga sformułować taką oto opinię o zabawie, że: dobrze się stało, że 15 lat temu ówczesny wójt Kazimierz Gwiazdowski odnowił tradycję. Odkąd pamiętają, ta tradycja w Radziłowie zawsze była, z rodzicami tu na zapusty jako malcy przychodzili. Podobnie i wójt obecny, jako chłopiec z rodzicami w śpiewach i tańcach zapustnych uczestniczył. - To niech ta tradycja nie zaginie, będziemy ją podtrzymywać – deklaruje Krystian, zaś Marek dodaje, że przez nią Radziłów staje się w Podlaskiem wyjątkowy, a może i w całej Polsce...? Posłuchają wójta, który tłumaczy, jak tradycja jest wartością, daje poczucie zakorzenienia i bezpieczeństwa, a zabawa może być nauką. - Zobaczyliście, jak rodzice obchodzili zapusty, i będziecie mogli to przekazać dzieciom – mówił do grupki ostatkowej. - Nie będziecie jak nieświadome dzieci, że mleko jest z... Biedronki.

Dla potomnych - dobre ostrzeżenie
15-osobowy zespół Tęcza z Trzciannego nadał takiego poloru i koloru zabawie na rynku, że mógłby zostać gwiazdą koncertu w o wiele większym mieście. Nieprzypadkowo Tęcza prowadziła zapusty, m.in., w minioną niedzielę w Muzeum Wsi w Osowiczach, tj. skansenie w Jurowcach. „Jarzębino czerwona, któremu serce dasz...” stała się przebojem i zabawy, i śmiechów, kiedy ciągnięte na kole od wozu drabiniastego kręciły się kukły Ziabeli i Jana. „Przez hulaszcze życie (…) zasłużyli sobie na wyśmianie i społeczne potępienie, a i dla potomnych jest to dobre ostrzeżenie”. Niedźwiedzie ze słomy, co symbolizują zło i odchodzącą zimę, oraz bociany na znak wiosny i słoneczka, co ogrzeje oziminę, a do tego kawalerowie z wąsikami podkręcanymi i w kapelusikach zawadiackich, panny strojne w kwieciste spódnice i sukienki, w chustach zarzuconych na ramiona albo na głowie. Tłum cierpliwie czekał, aż się para młoda i drużbanci po sklepach wokół rynku wytańczą, gdzie nieraz i napojem poczęstowano, i ciastem. Świetnie się w rolę Ziabeli wczuwał rozdający uśmiechy, ukłony i całusy Kamil Kozikowski (lat 25), zdolny tancerz zespołu folklorystycznego Kłosek z Niećkowa. - Nasz założyciel w 2010 r. Henryk Pogorzelski ma 75 lat i jest młody, ale w sercu bardziej dojrzały – śmieje się z żartu Irena Kobeszko z Tęczy, tańcząc do piosnek Kolorowego Taboru ze Słucza, który 9. raz ubarwił występami radziłowskie zapusty, dowodzony przez nauczycielkę Alicję Tuzimowską – Jak my nie przechowamy piosenek o dziewczynie, co wiła wianki, czy tej kozy z drewna, to kto?
Nie lada niespodziankę zrobili radziłowianom fotograficy z Białegostoku: 40-letni Andrzej Górski i 27-letni Rafał Kozłowski. Pierwszy aparatem skrzynkowym sprzed 150 lat robił zdjęcia na płytach szklanych 18 na 23 cm i, mimo zimnicy, je wywoływał, drugi – aparatem miechowym ICA z lat 20.
„Nie żałuj, gospodarzu, kasy na szkołę, a będziesz miał zawsze pełną stodołę” - zachęcała młodzież do hojności, lecz mało kto wrzucał do worka pastuszkom więcej niż złotówkę czy dwie; tylko wójt był hojniejszy, nie żałując – dyskretnie - 100 zł na słodycze dla dziarskiej i sympatycznej gromadki.

Mirosław R. Derewońko

161121091207.gif
Andrzej Górski
cz
wt, 17 lutego 2015 16:45
Data ostatniej edycji: 2015-02-17 18:37:05

 
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0