wtorek, 06 grudnia 2016 napisz DONOS@
Gazeta Bezcenna nr 597

Camelot po łomżyńsku

Parsifal, Lancelot, Tor, Galahad, no i oczywiście sam Król Artur. To dopiero byli urzędnicy. Szli na pierwszy ogień walki o dobro obywateli. Złotówki taki nie wziął od ludzi. Dzisiejsi przedstawiciele stróżów porządku w papierach twierdzą, że gdyby tyle zarabiali, to też nie chciałoby im się schylać. Różnica jest jednak zasadnicza. Przecież Dagonet i jego kumple codziennie narażali życie.

Czasy były niespokojne. Zapewne ze względu na polityczną przewagę prawicowych oszołomów w rządzie? Wiadomo, to ciemnogrodzianie, dla których testosteron jest jedynym kulturowym przewodnikiem. Bitwy, pożoga i płacz niewinnych był wtedy sposobem uprawiania polityki. Mała dygresja. Chyba dzisiaj nikt ze światłych umysłów z licencją na rząd dusz nie myśli, że idee okrągłego stołu wymyślił któryś z tamtych czerstwych umysłów. To musiał być jakiś liberalny lewicowiec z LGBT o niezwykłej wrażliwości i po kursie couchingu dofinansowanym z Unii Europejskiej. Może w czasie się cofnął? Nauczony przykładem Polski 1989 r. postanowił zaszczepić pomysł w legendzie. Ale, jak to zwykle bywa, wypaczono jego idee i Camelot ma niewiele wspólnego z Warszawą. Tak właśnie musiałoby się zdarzyć naprawdę. Dla potwierdzenia tezy jest argument – nie ma pewności, że wszyscy rycerze z Camelotu byli hetero. To koniec lekko złośliwej dygresji. Na rzeczywistość, w której przyszło nam dziś żyć, można się zżymać, a nawet trzeba. Jest wysoce odrealniona i chyba tylko otoczka wolnego rynku różni nas od komunizmu w czystej postaci. Może dlatego legendy o dzielnych rycerzach dziś wspominamy z takim sentymentalnym zainteresowaniem. Cechy człowieka, którego dawniej stawiano za wzór cnót, są również atrakcyjne i dzisiaj. Mimo próby wyrugowania ich z salonu gdzieś do piwnicznego pawlacza, niektórzy z nas pamiętają jeszcze smak Honoru, dotyk Odwagi czy choćby to, jak wygląda Odpowiedzialność. Takich jest jednak niewielu. Nie ma pewności, czy wystarczy nawet na szczepionkę przeciwko postępującej miernocie.

Różnica między legendą a rzeczywistością jest coraz większa. Łomżyński Camelot jest, na przykład, tak trwały, że roztrzaskać się może o słupek. Słupek, który jeden były wiceprezydent kazał nieprawnie usunąć, a zapłacić będziemy musieli wszyscy. Kwota może nie jest powalająca, to parę tysięcy złotych, ale ziarnko do ziarnka. Świadomy obywatel chce, żeby kasę z własnej kieszeni zapłacił sprawca zamieszania. Ma sporo racji. Współcześni Lanselotowie nie ponoszą praktycznie żadnej odpowiedzialności za swoje głupie decyzje. Ciekawe tylko, czy faktycznie byłby tak świadomy, gdyby nie fakt, że sam siedział kiedyś przy okrągłym stole i wypadł  stamtąd przez tego, przeciwko któremu wystąpił. Takie to nasze, współczesne. Jacy bohaterowie, takie legendy.

Mariusz Rytel

cz
cz, 29 stycznia 2015 08:12
Data ostatniej edycji: 2015-01-29 08:14:19

 
161109032208.jpg
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0