piątek, 09 grudnia 2016 napisz DONOS@
Wyszukiwarka
Wczytanie

Izba wytrzeźwień w Łomży bez szans

- Żebyśmy w Łomży mieli izbę wytrzeźwień, to problem byłby z głowy: skończyłoby się leżenie na ławkach czy na chodnikach przed katedrą albo na Starym Rynku pijaków, brudnych, śmierdzących i obszczanych, a czasem gorzej – twierdzi Tadeusz Krukowski, kierujący noclegownią i ogrzewalnią od 2008 r. przy Dwornej w Łomży. - Łomża chyba jako jedyne miasto z 49 byłych wojewódzkich nie ma swojej izby wytrzeźwień, chociaż taka placówka powinna być. Brak pomysłu na współpracę MOPS-u, ośrodka odwykowego, instytucji, parafii i wolontariuszy, żeby podnosić pijaków z błota.

Ławeczka pod katedrą
Ławeczka pod katedrą

- W Łomży jest „dołek”, ale do celów interwencyjnych – kontynuuje kierownik. - Jeden z radnych z poprzednich kadencji, jak zobaczył, co się tutaj dzieje, to powiedział mi prawdę: wy robicie za izbę wytrzeźwień. W niektórych noclegowniach ludzie mogą przebywać maksymalnie trzy miesiące. U nas niektórzy przebywają rok lub więcej. Do tego do ogrzewalni dociera fala z zakładów karnych...

Piją denaturat, obrażają ludzi
Kierownik opowiada kolejne historie z życia podopiecznych, takie jak np. ta: 58-letni pensjonariusz ogrzewalni posiada zasiłek i obiady w Caritas, ale od kilkunastu lat spożywa denaturat, gazolinę i inne wynalazki. Codziennie jest pod wpływem alkoholu, więc scenariusz przyjazdu patrolu policji kilka razy w tygodniu jest podobny: mężczyzna przewraca się, lekko rozcina głowę, policja wzywa pogotowie ratunkowe, ale że służby znają delikwenta, to odjeżdżają. Po przetrzeźwieniu facet kiwa się godzinami przed jednym ze sklepów, zbiera od współczujących ludzi po bułce, kawałku wędliny i żebrze o pieniądze. Mniej przewidujący dają mu złotówkę czy dwa, a jak złotych jest kilka, zjawia się kumpel i leci po denaturat. Potem w kilku popiją trucizny, wyjmując butelkę zza pazuchy. Znów staje się agresywny, zaczepia, klnie, obraża i wyzywa przechodniów. I tak w kółko od czternastu lat. - Nieobliczalny, rodzina się odizolowała, bo wstyd, straż miejska nie interweniuje, żeby go wysłać na przymusowe leczenie, ile on ludzi nawyzywa! – irytuje się kierownik. - W noclegowni jest teraz 13 mężczyzn, mają zakaz picia, ale w trzeci dzień świąt czterech było pod wpływem. W ogrzewalni przebywają pijani, żeby nie zamarzli. Mieliśmy w 2014 w noclegowni 41 osób, łącznie przebywały tu 2 932 osobodni. Nie płacą czynszu i za wodę, światło, c.o., pranie, środki czystości. W ubiegłym roku 11 wyszło z bezdomności, poszło na stancję, dostało mieszkanie socjalne. Z ogrzewalni przez rok korzystało fizycznie 124 osoby, 1 062 osobodni. Alkohol to przypadłość ich rodzin i środowisk. - Dla jednego bezdomnego warto pracować, aby szedł na swoje – pociesza się Tadeusz Krukowski.

Policja dla pijaków ma „dołek”
Zgodnie z ustawą o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi, osoby w stanie nietrzeźwości, które zachowaniem dają powód do zgorszenia w miejscu publicznym, znajdują się w okolicznościach zagrażających ich życiu lub zdrowiu albo zagrażają życiu lub zdrowiu innych osób mogą zostać doprowadzone do izby wytrzeźwień, podmiotu leczniczego i do miejsca zamieszkania. W sytuacji, gdy w mieście brak jest izby wytrzeźwień, osoba może być doprowadzona na policję. - W Komendzie Miejskiej Policji w Łomży osoby doprowadzane do wytrzeźwienia to prawie połowa osób umieszczanych w pomieszczeniach dla zatrzymanych – informuje Urszula Brulińska z KMP. - W 2014 r. takich osób (tylko do wytrzeźwienia) było 573, wśród nich znalazło się 26 kobiet. Osoby te doprowadzane są z całego terenu KMP Łomża. Jeżeli wymaga tego sytuacja, również z jednostek ościennych (KPP Kolno, KPP Zambrów). Doprowadzeni zostają na „dołku” do wytrzeźwienia, nie dłużej niż 24 godziny. Wymagający hospitalizacji przewożeni są do szpitala, celem badań. Za pobyt „na dołku do wytrzeźwienia” pobierana jest opłata. W tej chwili jest to kwota 223 złote 96 groszy.
Policja w Łomży nie prowadzi statystyk nt. osób trafiających do noclegowni i ogrzewalni. Nadzór nad tymi instytucjami nie należy do jej zadań. Z informacji od dyżurnych w komendzie wynika, że ludźmi najczęściej trafiającymi do tego typu podmiotów są osoby bezdomne. Umieszczanie osób w tych instytucjach w dużej mierze zależy od panujących warunków pogodowych. I koło się zamyka.

Ratusz ma ważniejsze sprawy
- Łomża nie jest jedynym byłym miastem wojewódzkim, które nie ma izby wytrzeźwień – oponuje Łukasz Czech z Urzędu Miejskiego. - W dwóch kadencjach przewijał się temat izby wytrzeźwień, a w minionej kadencji do prezydenta wnioskowała o to komisja bezpieczeństwa Rady Miasta. Koszty funkcjonowania izby w całości ponosiłoby miasto, mimo że osadzane w niej byłyby osoby nie tylko z Łomży. Problem rozbijał się o kwestię finansów. Nie jest planowane tworzenie izby wytrzeźwień w Łomży. Zastępca prezydenta Agnieszka Muzyk zamierza przyjrzeć się tej sprawie w tym roku. W szerszym kontekście, obejmującym nie tylko osoby nietrzeźwe, ale i bezdomne. Nie jest to jednak zadanie priorytetowe w działaniach podejmowanych przez nowe władze miasta, gdyż są pilniejsze sprawy, którymi samorząd musi się zająć – podsumowuje inspektor. - Na tym etapie trudno mówić o lokalizacji czy też konkretnych kosztach funkcjonowania takiej instytucji. Jedno z byłych miast wojewódzkich z północno-wschodniej Polski dokłada rocznie ze swego budżetu około 800 tys. zł do działalności izby wytrzeźwień, gdyż ściągalność opłat za pobyt wynosi w granicach 15 procent.
Przestaje więc dziwić, że policjanci nie biorą pijaków na „dołek”, jak i ratusz meneli ma w... nosie.

Mirosław R. Derewońko

161121091207.gif
cz
pon, 19 stycznia 2015 08:12

 
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0