piątek, 09 grudnia 2016 napisz DONOS@
Wyszukiwarka
Wczytanie

Dary po kolędzie: z cukierka, spotkania, modlitwy

- „Najśmieszniejszą” historię miałem po kolędzie, kiedy w łazience rzucił się na mnie zaskoczony Beethoven; wszyscy domownicy, oczywiście, rzucili mi się na pomoc... – wspomina ks. proboszcz Andrzej Popielski z parafii pw. św. Andrzeja Boboli, który w tradycyjnej „po kolędzie” z dwoma wikariuszami odwiedzi około 1 100 rodzin, liczących ok. 4 200 parafian. - Chciałem skorzystać z toalety: gospodarze zapomnieli o cicho siedzącym psie w łazience, który przeraźliwie przypomniał o sobie. Co trzy lata odwiedzam parafian, którzy dzieciom obiecują, że jak będą grzeczne, to ksiądz po kolędzie da im cukierka. Dzieci od progu biegną z pytaniem „Masz cukierka?”, i ja je obdarzam słodyczami, lecz one po zachowaniu dorosłych widzą, że ksiądz przychodzi w ważniejszej sprawie.

Coroczne wizyty duszpasterskie nazywa się „po kolędzie” – czyli po świętach Bożego Narodzenia, chociaż okres śpiewania kolęd trwa do Trzech Króli. Spotkania duszpasterzy ze świecką owczarnią stały się od wieków międzypokoleniową tradycją, gdy w domach czekamy na księży, aby z rodziną wspólnie modlić się, przyjąć poświęcenie mieszkania i błogosławieństwo w Imię Boże oraz ukazać mijający rok w związku z nowym z perspektywy dręczących problemów i osiąganych sukcesów...

Niekompletne rodziny, wspólne modlitwy  
Ksiądz Andrzej Popielski chodzi po kolędzie od 12 lat i martwi się, że coraz częściej „jego” rodziny są  niekompletne, i to nie tylko z przyczyny pogrzebów czy rozwodów. - W odwiedzanych domach czasem nie ma jednego lub nawet obojga rodziców, którzy po świętach wyjechali za granicę – mówi proboszcz. - Ze względów ekonomicznych opuścili rodzinne miasto i rodzinę i wyjechali do pracy...
Proboszcz przychodzi do rodzin z głównym przesłaniem – hasłem roku duszpasterskiego „Wiara w Syna Bożego”. Porusza tematy bieżące rodziny, parafii i miasta, na przykład, ewangelizację Łomży. Zapowiada triennium, czyli trzyletni okres przygotowań do przeżywania jubileuszu 15-lecia parafii i zachęca do zaangażowania w przygotowania do Światowych Dni Młodzieży w 2016. - Pamiętamy w rozmowach o planowaniu tego radosnego czasu, ale nie zapominamy i o tych, którzy odeszli do wieczności, o naszych chorych i cierpiących... - wzdycha proboszcz. - I o tych, którzy wyjechali...
Ks. Marian Mieczkowski, proboszcz 2 500 rodzin i ok. ośmiu tysięcy łomżan z parafii katedralnej, w tym roku po raz pierwszy przyniesie im w prezencie informator o działających w niej grupach. - Kierujemy się tym, żeby dotrzeć z ta informacja do jak największej liczby naszych parafian – mówi ks. Mieczkowski. - Zaczęliśmy chodzić po kolędzie od Jednaczewa trzeciego dnia świat, w sobotę, i co roku staramy się skończyć duszpasterskie kolędowanie przed feriami, kiedy wyjeżdżają nie tylko młodzi, ale i z rodzicami. Przychodzimy z główną ideą, żeby przynieść Boże błogosławieństwo do domu i w rodzinie przeżyć chwilę wspólnej modlitwy. Jeśli to sam ksiądz mówi „Ojcze nasz” czy „Zdrowaś, Mario”, to raczej znaczy, że pod tym względem jest tutaj raczej zimno. I to nie kwestia znajomości podstawowych modlitw na pamięć, tylko braku codziennej czy cotygodniowej praktyki. Tak jak z analfabetami: nie ma ich w Polsce zbyt wielu, a nie przeczytali w dorosłym życiu książki.

Człowiek w Łomży, póki żyje, to zgrzeszy
Od poniedziałku, 5. stycznia, po kolędzie wyruszy ks. Andrzej Godlewski z czterema wikariuszami parafii Krzyża Św., liczącej ok. 11 800 wiernych. - Jeżeli ktoś po studiach ma pracę i mieszka poza Łomżą, to nie znaczy, że należy do naszej parafii, bo zjechał tu na święta – podkreśla proboszcz. - Z błogosławieństwem dla domu i każdej rodziny moglibyśmy przychodzić każdego dnia, bo każdego dnia jest taka potrzeba. Najlepiej to widać po pracy diecezjalnego egzorcysty, o której się nie mówi, bagatelizuje, czasami ośmiesza. Widok w spodeczku wody z bąbelkami mnie rozśmiesza: wiadomo, że nie z kościoła, a wystarczy powiedzieć, że nieświęcona, i ksiądz najpierw poświęci wodę, potem mieszkanie i domowników. Nasze wizyty po kolędzie to dobry czas, żeby się umówić na oddzielną rozmowę, na którą w zabieganiu codziennym brakło czasu, chęci, odwagi... Parafianie oferują nam pomoc: przy budowie i wykończeniu kościoła, w pracy grup modlitewnych i formacyjnych. Takie pytanie, czy w czymś pomóc mogą, dodaje mi energii, nawet jak to jest już 30. wizyta jednego dnia.
Ks. Andrzej Godlewski ocenia, że tylko jedna trzecia ochrzczonych regularnie uczestniczy we mszy św.. - Dwie trzecie w mniejszym lub większym stopniu korzystają z naszej posługi w kościele, ale rzadko się zdarza, żeby ludzie nam byli niechętni, kiedy ich odwiedzamy. Owszem, są starsze bloki i starsi mieszkańcy przy ul. ks. Janusza czy przy Żeromskiego, gdzie mieszkania się wynajmuje lub mieszkają niewierzący, ale my to widzimy od lat. Ale są również bloki najnowsze, gdzie cała klatka wizytą księdza po kolędzie żyje, gdzie wszędzie gwar i śmiech, gdzie dzieci mają rok, dwa czy trzy. Dużo jest ludzi zagubionych, ale znacznie więcej szczęśliwych, choć każdy, póki żyje, to zgrzeszy...
Księża z Krzyża Św. będą chodzili po kolędzie do około polowy lutego; w parafii pw. św. Brunona zaczęli dziś, a skończą z końcem stycznia. - Każde spotkanie jest inne – podsumowuje ks. Dariusz Nagórski, proboszcz. - Jedne są przyjemniejsze, inne trudniejsze, ale zawsze ubogacają obie strony.

Mirosław R. Derewońko

161121091207.gif
cz
pt, 02 stycznia 2015 15:45

 
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0