sobota, 10 grudnia 2016 napisz DONOS@
Gazeta Bezcenna nr 592

Niełatwa sztuka życzeń

Konieczność przeżywania zakładowych „opłatków” czasem przyprawia o niestrawność. Im większa firma, tym jest gorzej. Większy kocioł. - Nie dość, że ta zdzira zawsze donosi dyrektorowi, to jeszcze ten jej mężuś. Konserwator z niego jak z koziej dupy klucz francuski. I co im pożyczę?! Szczękościsku na święta? Na szczęście, z Jolką da się pogadać.

Tych, którym można zaufać jest oczywiście o wiele mniej niż kunktatorów i podżegaczy łamane na kapusiów, co by cię, człowieku, w łyżce wody utopili. Nawet jak ograniczysz miziania do tych najbliższych, tych przyszarzałych i tych, których jeszcze można znosić, okazuje się, że zaraz kończy się repertuar życzeń.

Tymczasem oczekiwania rosną. Dziś nie wystarczy jedno proste – Wszystkiego Najlepszego. Albo, nie daj Boże: - Ty, Czesiu, na pewno wiesz, co byś chciał mieć, to sobie pożycz. Po pierwsze Czesiu już raz pożyczył. Dziś padaczka go łapie na samą myśl o firmie, która dała mu na wysoki procent, za to z małą szansą na spłatę w terminie. Poza tym, co tam on wie? To nie on decyduje, kiedy posłać dzieci do szkoły, kiedy je zaszczepić i takie tam. Musi się ubezpieczyć, ze dwanaście razy zapłacić podatek i szesnaście razy dać się skontrolować. Wszędzie patrzą na niego jak na potencjalnego złodzieja, mordercę i kombinatora. A on ten wózeczek do roweru naprawdę zrobił sam. Ośkę znalazł na złomie. Kółka są od starego rowerka Jasia, a rama: z kątownika, co mu jeszcze dawny prezes dał w ramach premii za nadgodziny. Homologacji nie ma, więc nasz bohater jest wprawdzie potencjalnym, ale zawsze - mordercą. Bo jak się ten wózek odczepi, wpadnie pod samochód, to czyja to będzie wina?! Jedyne co Pan Czesław może to wyjechać. Ale jak spełnią się życzenia, żeby truskawki we Włoszech rodziły cały rok, albo ogórki w Niemczech, to zaraz cena spadnie i gówno będzie nie zarobek. Nie ma tego dobrego, co by na gorsze nie wyszło. Takie czasy, takie szczęście…

A tak naprawdę przypomnijcie sobie, jakie były te święta, kiedy byliście dziećmi. Ten domowy gwar, poszukiwania ukrytych gdzieś prezentów, przekrzykiwanie rodzeństwa. Towarzystwo z Warszawy zawsze wydzierało się najgłośniej. Takie Kozaki na wieś przyjechały. Żeby tak u siebie były takie cwane. Mama krzątająca się w kuchni. Ktoś jej pomagał, zaraz… to chyba babcia, albo ciocia. I to czekanie na Mikołaja. Ta ciekawość i zdziwienie… skąd on, kurczę blade, wiedział, że właśnie to może mi się przydać.

I wiecie co jeszcze, bądźcie właśnie często zdziwieni. Tak po dziecięcemu. Przypatrujcie się, bądźcie ciekawi. Dawniej było to naturalne. Dzieci już tak mają. Dzisiaj człowiek musi to w sobie obudzić. Naprawdę warto się o to postarać. I warto zacząć jak najszybciej. Bo, parafrazując słowa Agnieszki Chylińskiej, jak człowiek już się nadziwi, jest szansa, że sporo zrozumie. Z ulgą krzyknie „Aha!”, i ma siedemdziesiąt lat. Życzę Wam i sobie, by się to nam przytrafiło dużo, dużo wcześniej! Wesołym Świąt.

Mariusz Rytel

cz
śr, 24 grudnia 2014 07:27

 
161109032208.jpg
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0