wtorek, 06 grudnia 2016 napisz DONOS@
Wyszukiwarka
Wczytanie

Bażant dobry na pole i świąteczny stół

Śnieg im nie przeszkadza, mrozu się nie boją, byle karmy miały pod dostatkiem. Lubią pszenicę i białą kapustę. Ważą około półtora kilograma i przed drapieżnikami – jak lis czy jastrząb - uciekają na piechotę, w ostatniej chwili podrywając się pionowo do lotu, krótkiego, na 200 do 300 metrów. Na pięciu hektarach, z których trzy pokryte są z boków i od góry siatkami woliery, żyje ich co roku do 20 tysięcy. Niektóre trafiają z Elżbiecina k. Łomży na świąteczne stoły w Litwie i na Białorusi, lecz znakomita większość zasiedli pola i lasy w Polsce. Bo mało ich zostało, jak kuropatw i zajęcy.

Specjalista służby leśnej Marcin Kiełczewski (lat 29) jest absolwentem wydziału leśnego SGGW w w Warszawie. Sam woli używać określenia gospodarka łowiecka niż myślistwo, które odnosi się do dziedziny zainteresowań. Polowania na bażanty dla grup zorganizowanych organizowane są raczej rzadko, kilka razy w roku. Może i dlatego, że udział w nich to raczej spory wydatek: tysiąc złotych. O wiele taniej będzie kupić sobie bażanta za 35 zł 10 groszy i przygotować odpowiednio na święta. - Bardzo dobre mięso, delikatne, tylko bardziej czerwone niż z kury – zachwala specjalista Marcin. - Trochę przypomina mięso z indyka, ale jest delikatniejsze. Można jeść je z rosołu albo pieczone.

Pół wieku hodowli bażantów
Bażanty z hodowli mają środowisko półnaturalne, półdzikie. Pod siatkami przechadzają się i pasą, żyjąc prawie jak na wolności. To dlatego opiekujący się nimi: leśniczy Krzysztof Pytasz (lat 35) i podleśniczy Marek Łosiński (lat 33) niechętnie wpuszczają gości z zewnątrz za bramę bażantarni. Z jednej strony, nie przyzwyczajają ptactwa do człowieka, z drugiej – nie ryzykują, że kilkutysięczna ptasia ciżba w popłochu lub panice stłoczy się pod jednym z rozległych pasów siatki ogrodzenia.
Bażantarnia powstała w 1964 r. i należała do Polskiego Związku Łowieckiego. W 1997 r. przejęło ją Nadleśnictwo Łomża, gdy nadleśniczym był Jan Bargielski. Co roku leśni gospodarze zachowują do dalszej hodowli stado podstawowe, liczące około tysiąca sztuk kuraków. Ciekawa jest przy tym proporcja, aby na jednego koguta przypadało maksymalnie do 10 kur, które to stadka mają woliery o wielkości kilkumetrowej, tak wydzielone, aby mogły swobodnie spółkować bez walk kogutów. Oprócz tego, w większych wolierach funkcjonują tzw. haremy, gdzie dochodzi do ostrej rywalizacji. W obu typach hodowli od marca do maja chodzi, oczywiście, o to, aby kury zniosły jak najwięcej jaj. Od jednej można w tym okresie podebrać około 30 – 40, zaś kiedy od wszystkich zbierze się 6 000, to po segregacji i odkażeniu trafiają do inkubatorów, wyglądających jak olbrzymie szafy. Tam grzeją się niby w gnieździe pod nioską trzy tygodnie, po czym na cztery dni trafiają do klujnika. A tu ze skorupek wylęgają się szare pisklęta z brązowymi łatkami, kropkami, paseczkami. Przez trzy tygodnie nie będą wydzielać odwiatru, aby nie mogli ich węchem namierzyć śmiertelni wrogowie: lisy. Będą jeść paszę na bazie kukurydzy i zbóż, aby podrosnąć i być wypuszczone na wolność.

Nawozy groźniejsze niż strzelba 
Od wiosny do jesieni pod wolierami rośnie istna dżungla: tak wysoko, przebijając gąszcz siatek nad sobą, będzie rozrastał się topinambur, po którym na zimę zostanie wielkie pole usłane wygiętymi tyczkami, podobnymi na ziemi do zmierzwionej wikliny lub kijów długich wędek. W gęstwie ptaki będą się przyzwyczajać do życia na dziko, bo czeka je wypuszczenie na wolność w Nadleśnictwie Lidzbark albo w lasach litewskich i białoruskich. Niegdyś bażanty z Elżbiecina jechały do Francji.    - W ten sposób nasze Nadleśnictwo Łomża uzupełni braki w ekosystemie, spowodowane rozwojem rolnictwa – tłumaczy leśniczy Leśnictwa Drozdowo Krzysztof Pytasz, który opiekuje się lasami i bażantarnią jako następca leśniczego Józefa Pytasza (lat 67), czyli swego taty. - Bażanty w Polsce, według pierwszych wzmianek, pojawiły się w w połowie XVI wieku, a pochodzą z Azji, z Kaukazu – opowiada leśniczy Marcin Kiełczewski. - Jeszcze przed wojną miały o wiele lepsze warunki do życia w naturze. - Niestety, dla bażantów, kuropatw, zajęcy, gospodarka człowieka miała zły wpływ z powodu likwidacji nieużytków: wycinano krzewy i drzewa, aby mieć jak najwięcej powierzchni uprawnej na polach. Do tego doszła mechanizacja i chemizacja upraw na roli, co zwiększyło liczbę śmiertelnych przypadków wśród ptactwa, niemającego gdzie wysiadywać spokojnie jaj i dochować się potomstwa. Widać więc, że to wcale nie polujący myśliwi są największym wrogiem bażantów...

Mirosław R. Derewońko

161121091207.gif
cz
pt, 19 grudnia 2014 16:15

 
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0