czwartek, 08 grudnia 2016 napisz DONOS@
Wyszukiwarka
Wczytanie

Lekarz... Doktor Stanisław Schramm (+ 92) nie żyje...

Na klepsydrze pod nazwiskiem Doktora Stanisława Schramma, zmarłego 11. listopada 2014 roku w Łomży, widnieje tylko jedno skromne słowo, określenie Jego zawodu, pasji i powołania przez całe pracowite i poświęcone w służbie ludziom życie: Lekarz... Widywaliśmy Go, jak w towarzystwie małżonki lub córek powolutku przechadza się po mieście, po parku, jak z zadumą słucha koncertów czy prelekcji... W ostatnich latach słabo słyszał i wzrok miał nie najlepszy, za to pamięć wyborną i dowcip przedni. Każdego z napotkanych, bliższych czy dalszych znajomych, obdarzał promiennym uśmiechem, znajdując zawsze dobre słowo zainteresowania się cudzym losem, życzliwej porady, wzmacniającej zachęty... W czwartek, 13. listopada, o godz. 13. w kaplicy na starym cmentarzu w Łomży pomodlimy się za Duszę Doktora, po czym odprowadzimy Go na wieczny odpoczynek...

Doktor Stanisław Schramm (+ 92) z córką Aliną (zdjęcie z 15 sierpnia 2014)
Doktor Stanisław Schramm (+ 92) z córką Aliną (zdjęcie z 15 sierpnia 2014)

Doktor Stanisław Schramm urodził się 23 maja 1922 r. w Leonowie kolo Kielc. 18. lipca 1952 roku ukończył studia i uzyskał dyplom lekarza na Wydziale Lekarskim Akademii Medycznej w Gdańsku. - Od tego czasu, aż do emerytury, pracował w Łomży; jest specjalistą w zakresie anatomii patologicznej oraz chirurgii – wspominał dwa lata temu dr Bronisław Podolak, wiceprzewodniczący komisji ds. lekarzy emerytów i rencistów w Delegaturze Łomżyńskiej Okręgowej Izby Lekarskiej na – jak sam to określił - doniosłej uroczystości jubileuszu 60-lecia pracy lekarskiej oraz 90-lecia urodzin Doktora Stanisława Schramma, która odbyła się 23 maja 2012 r. w Łomży.

Pracowite życie, pracowita emerytura
- Cieszy się powszechnym szacunkiem wśród pacjentów i w środowisku medycznym. Stanowi wzór lekarza o wysokich kwalifikacjach i wielkim sercu – takimi zasłużonymi słowy określał Doktora Stanisława Schramma wiceprzewodniczący Komisji d/s Lekarzy Emerytów i Rencistów OIL. W uroczystości uczestniczyła rodzina Jubilata, przyjaciele, koleżanki i koledzy oraz przedstawiciele Okręgowej Izby Lekarskiej. Wiceprezes Izby dr Maciej Makarewicz wręczył Szacownemu Jubilatowi dyplom okolicznościowy i gratyfikację finansową. Były piękne kwiaty, atmosfera przyjaźni i wzruszenia... Wzruszony był również, a może nawet i najbardziej, Doktor Stanisław Schramm, który został już w 1976 r. odznaczony za wzorowa pracę w służbie zdrowia... Po studiach w Gdańsku Doktor rozpoczyna pracę w Szpitalu Powiatowym w Łomży (mieścił się w obecnym gmachu Biblioteki Pedagogicznej i Gminy Łomża) 1. listopada 1952 r. i jako kierownik pracowni anatomii patologicznej poświęca się tym obowiązkom do 11. listopada 1971. Oprócz tego, dodatkowo przyjmował pacjentów w przychodni obwodowej od 1956 do 1971 roku, natomiast w przychodni rejonowej, którą kierował w latach 1972 – 1975, bada, diagnozuje i przepisuje leki od 1971 do 31. marca 1999 r., kiedy przeszedł na emeryturę. W gabinecie lekarskim, ale nie w życiu...
W latach 80. i 90. Doktor Stanisław Schramm często uczestniczył w spotkaniach Klubu Inteligencji Katolickiej, którego kapelanem był niezapomniany filozof ks. Jerzy Liszewski (1930 – 1991). Mało kto wówczas wiedział, że pracowity i rozmodlony Doktor powoli ślepnie, pochylony nad Psalmami Dawidowymi, pomieszczonymi w „Breviarum Romanum. Romae-Turonibus-Parisüs”, 1961. Udało się je wydać dopiero w 2008 r. Poniżej list Autora przekładu przedstawia Jego wzruszającą historię.

Z listu Stanisława Schramma dla BibliePolskie.pl
„Habent sua fata libelli, ale nie tylko libelli, ludzie też. W 1952 roku otrzymałem dyplom lekarza w Akademii Medycznej w Gdańsku i z nakazu pracy zatrudniono mnie w szpitalu w Łomży. Od 1953 roku poproszono mnie o opiekę lekarską nad łomżyńskim seminarium duchownym. Tam zaprzyjaźniłem się z ks. Profesorem Bolesławem Waldmanem, który w latach 60-tych ofiarował mi ostatnie wydanie łacińskie brewiarza. Moją pasją od lat były tłumaczenia łacińskie. Przetłumaczyłem najpierw „Metamorfozy” Owidiusza, potem wszystkie dzieła Horacego, kilka wierszy z „Carmina Burana”. W czasie pierwszej wizyty papieskiej w Warszawie w 1979 roku przed mszą św. na Placu Zwycięstwa usłyszałem przez głośniki psalmy w tłumaczeniu Kochanowskiego, recytowane przez bardzo dobrych polskich aktorów. Jedno, co mnie uderzyło, artyści akcentowali staropolskie wyrażenia – piękne, ale pomyślałem, że współczesny Polak nie używa już tego rodzaju zwrotów, gdyż już religia jest dla niego anachronizmem, i postanowiłem napisać te same psalmy mową współczesnego katolika. Tłumaczenie zacząłem mniej więcej w 1980 roku i zajęło mi to ponad 10 lat. W tym czasie chorowałem na oczy i stopniowo traciłem wzrok. Korzystałem ze słowników łacińsko-polskich i XIX -wiecznego słownika łacińsko-niemieckiego. Niekiedy konsultowałem fragmenty psalmów z przekładami: ks. Klawka, Miłosza i psalmami z Biblii Tysiąclecia. Na 25-lecie pontyfikatu Jana Pawła II w 1993 roku zakończyłem pracę nad przekładem. Psalmy przetłumaczone w maszynopisie przeleżały kilka lat, potem córka przepisała je na komputerze, bratanek Krzysztof Rostański zrobił rysunki, zaprojektował okładkę i wydaliśmy rodzinnym nakładem w ilości 300 egzemplarzy, które rozdaliśmy rodzinie i znajomym i tak się rozeszły. Książka nie była sprzedawana. Początkowo miałem nadzieję na imprimatur, ale dwaj znajomi profesorowie seminarium nie podtrzymali tematu. Zresztą Kochanowski też nie miał imprimatur. Przesłał tylko swoje tłumaczenie ówczesnemu arcybiskupowi krakowskiemu. I ja zrobiłem podobnie. Wydrukowaną książkę przesłałem, m.in., arcybiskupowi Józefowi Michalikowi do Przemyśla, którego znałem z seminarium z Łomży. Odpisał mi serdeczny list. Fachowej recenzji nie otrzymałem od nikogo, bo nikogo o to nie prosiłem. Obdarowani księża nie przekazywali krytycznych uwag.”

Alina Schramm, córka tłumacza, o pracy nad tym przekładem: „Ojciec od kilku lat jest niewidomy, a pracując nad psalmami tracił wzrok. Była to naprawdę ciężka praca. Korzystał z grubych lup powiększających. Litery w słownikach są malutkie, słownik niemiecki był pisany czcionką gotycką. Robiąc korektę tekstu przed publikacją, musiałyśmy czytać głośno, bo Ojciec już nie widział...”.

Mirosław R. Derewońko

cz
cz, 13 listopada 2014 11:26
Data ostatniej edycji: 2014-11-13 11:48:19

 
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0