piątek, 09 grudnia 2016 napisz DONOS@
Wyszukiwarka
Wczytanie

Horror na Zjedzie

Niesamowitych emocji dostarczyli kibicom piłkarze Łomżyńskiego Klubu Sportowego 1926 i GKS-u Bełchatów w rozegranym na stadionie miejskim w Łomży meczu 9. kolejki Centralnej Ligi Juniorów. Po zaciętej walce zespoły podzieliły się punktami, a spotkanie zakończyło się wynikiem 2:2.

Starcie między ŁKS-em a GKS-em było jednym z tych, którego scenariusza wydarzeń stworzyć nie powstydziłby się sam Alfred Hitchcock. Na początku było trzęsienie ziemi, a później napięcie tylko rosło. Już w 2. minucie na czystą pozycję wyszedł bowiem Bartosz Sulkowski. Napastnik gospodarzy będąc 25 metrów przed bramką dopadł do piłki i oddał strzał, a interweniujący poza polem karnym golkiper zespołu z Bełchatowa dotknął piłki ręką, za co obejrzał czerwoną kartkę. Wydawało się, że grając z przewagą jednego zawodnika ełkaesiacy w końcu będą mieli łatwą przeprawę, jednak zmobilizowani bełchatowianie po stracie piłkarza grali niezywkle ambitnie i to oni pierwsi wyszli na prowadzenie. W 23. minucie przyjezdni wyszli z szybką kontrą, po której wywalczyli rzut rożny. Niestety w przy stałym fragmencie gry błąd w kryciu popełnili defensorzy ŁKS-u i Piotr Góralczyk strzałem głową umieścił piłkę w siatce.

Po tej bramce bełchatowianie cofnęli się głębiej pozwalając rywalom na prowadzenie gry. Już w 26. minucie łomżanie mogli wyrównać, jednak piłkę lecącą do bramki po uderzeniu Michała Tarnowskiego w ostatniej chwili w pole wybił jeden z zawodników GKS-u. Cztery minuty później fantastycznym uderzeniem z ponad 30 metrów popisał się Dariusz Korytkowski. Wypożyczony z Olimpii Zambrów pomocnik widząc wysuniętego bramkarza przelobował go doprowadzając do wyrównania. Zdobyty gol znakomicie wpłynął na zespół gospodarzy. Do końca pierwszej połowy podopieczni trenera Arkadiusza Obryckiego stworzyli sobie jeszcze trzy 100-procentowe okazje do strzelenia kolejnych goli. Dwa razy z kilku metrów strzelał Hubert Boroń, a raz Tarnowski, ale piłka nie chciała wpaść do bramki.

Na drugą połowę gospodarze wyszli bardzo zmobilizowani. Grając w ataku pozycyjnym starali się rozbić skomasowaną obronę GKS-u. Goście ograniczali się do kontrataków, ale były one bardzo groźne. Od 70. minuty, kiedy piłkarze obu ekip mieli coraz mniej sił, coraz "goręcej" robiło się pod obiema bramkami. W 70. i 71. minucie najpierw Korytkowski a później Tarnowski znaleźli się przed bramkarzem GKS-u, ale nie zdołali umieścić piłki w siatce. Na kwadrans przed końcem spotkania akcję lewą stroną przeprowadził Sulkowski. Dośrodkował w pole karne, ale obrońcy wybili piłkę przed pole karne. Tam jednak dopadł do niej Mateusz Walendziewski, który zdecydował się na strzał. Tor lotu piłki zmienił jeszcze stojący przed bramkarzem Tarnowski i futbolówka zatrzepotała w siatce. Wydawało się, że grający w przewadze ełkaesiacy zdołają dotrzymać korzystny wynik do końcowego gwizdka. Niestety w 80. minucie goście wyprowadzili zabójczą kontrę, którą pewnym uderzeniem zakończył Krystian Pałczyński. To nie był jednak koniec emocji w tym spotkaniu. W 90. minucie łomżanie po raz kolejny stanęli przed doskonałą szansą na zdobycie gola. Tym razem wprowadzony przed momentem Damian Cendrowski minął bramkarza i strzelił do pustej bramki. Jedak i tym razem jeden z obrońców GKS-u zdążył wybić futbolówkę w pole zanim ta przekroczyła linię bramkową. Łomżanie nie ustawali w wysiłkach, żeby zdobyć zwycięskiego gola. Niestety zapomnieli o obronie i w 94. minucie goście przeprowadzili ostatnią w tym meczu kontrę. Przed Jędraszczakiem znalazł się Pałczyński i mimo asysty obrońcy zdołał oddać strzał. Wydawało się, że piłka spokojnie zmierza do bramki, ale w tym momencie jak spod ziemi wyrósł Konrad Kamienowski i wybił ją w pole. Zaraz potem zabrzmiał ostatni gwizdek w tym spotkaniu.

- W dzisiejszym meczu chyba po raz pierwszy w tym sezonie mieliśmy okazję do grania ataku pozycyjnego. I powiem szczerze, że całkiem nieźle nam to wychodziło patrząc na skład, w jakim zagraliśmy. Niestety nie mogłem skorzystać z żadnego z zawodników z pierwszego zespołu. Trzech podstawowych graczy jest kontuzjowanych: Nitkiewicza, Brutkowskiego i Radziwanowicza, a z konieczności z urazami lub chorobą musieli zagrać Boroń, Walendzieski, Wawrzyniak i Wszeborowski. Patrząc na to oraz fakt, że w ostatniej akcji wybiliśmy piłkę z linii bramkowej trzeba cieszyć się z remisu, chociaż przed meczem myślałem, że uda nam się zdobyć komplet punktów - powiedział po spotkaniu Obrycki.

Punkt zdobyty w GKS-em nie poprawił sytuacji łomżyńskiego zespołu w tabeli. W dalszym ciągu zajmuje on ostatnie miejsce z dwoma punktami na koncie. W następnej kolejce biało-czerwoni zmierzą się u siebie z inną drużyną plasującą się aktualnie w strefie spadkowej, Olimpią Elbląg. To spotkanie zaplanowano na niedzielę, 12 października o godz. 14.00. Wstęp wolny.

is

cz
wt, 07 października 2014 13:15
Data ostatniej edycji: 2014-10-07 13:19:12

 
161201033137.gif
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0