środa, 07 grudnia 2016 napisz DONOS@
Wyszukiwarka
Wczytanie

W deszczu i słońcu rekonstrukcja walk z 1939 w Nowogrodzie

- Aż mi serce podskakiwało do góry ze strachu, tyle było wystrzałów i wybuchów... – opowiada z przejęciem ośmioletnia Natalka Babiel z Nowogrodu, gdzie przy schronie bojowym obok mostu po raz dziewiąty zorganizowano rekonstrukcję walk Polaków z Niemcami z początku września 1939 r. w obronie kurpiowskiego miasteczka, jak i powstrzymania marszu armii hitlerowców przez linię Narwi na broniącą się krwawo Rzeczpospolitą. - Ale myślę, że nasi żołnierze w środku bunkra na pewno musieli bać się jeszcze dużo, dużo bardziej... Biedni, myśleli, że Niemcy mogą ich zabić...
Intuicja historyczna rezolutnej dziewczynki nie zawiodła, gdy z około tysiącem ludzi obserwowała w napięciu, jak do otoczonego i odciętego od pomocy schronu niczym robactwo złażą się Niemcy... Jak przez małe otwory strzelnicze wrzucają granaty do betonowego bunkra z żołnierzami w środku.

Scenariusz i komentarz do rekonstrukcji bohaterskich walk nad Narwią, gdy z nurtem rzeki płynęły trupy w krwawej posoce, tradycyjnie zajął się historyk z Łomży Michał Kaczyński. Na jego apel do Nowogrodu ściągnęło ponad 50 ludzi z kilku grup rekonstrukcji historycznych. Niemców odgrywali koledzy autora z Grupy Rekonstrukcji Historycznej Narew i Pułku Strzelców Konnych z Grajewa, natomiast bohaterskich Polaków odgrywali, m.in., członkowie Batalionu Tomaszów Mazowiecki i 44. Pułku Strzelców Legii Amerykańskiej, którego dzieje sięgają czasu pierwszej wojny światowej. Kultywowana od początku z poparciem burmistrza Nowogrodu Józefa Piątka inicjatywa społeczna znajduje co roku uznanie w Urzędzie Marszałkowskim, który dofinansował akcję kwotą 16 tys. zł. 

„Babcia i dziadek mają numery na rękach...”
- Historią ojczystą interesowałem się od szkoły podstawowej, bo uważałem to za ważny obowiązek patriotyczny, ale i za wielki obowiązek rodzinny – opowiada z przekonaniem Przemysław Fidura (lat 23) z Kolna, kryjąc się przed strugami, ciepłego, jakby wiosennego deszczu pod drzewami przy schronie bojowym kolo mostu w Nowogrodzie, gdzie na początku września 1939 r. Polacy za cenę krwi i życia bronili linii Narwi przed wielokrotnie większymi siłami Niemców. - Razem ze mną w pokazach po rekonstrukcji walk uczestniczy mój ukochany, 12-letni koń Siwy, na którym jeżdżę z kolegami ze Stowarzyszenia Kawaleryjskiego im. Podlaskiej Brygady Kawalerii z Kolna. Siedem lat temu miałem takie marzenie, żeby rodzice kupili mi konia, bardzo ich o to prosiłem i się udało. Jak zobaczyłem go w Ostrołęce, od razu się zakochałem, że będzie mój, a on zarżał na mój widok...
Młody kawalerzysta schronił się przed ulewą na początku bitwy pod drzewami z Siwym i 11-letnim bratem ciotecznym Mikołajem Samul, wpatrzonym w kuzyna jak w obrazek. - Młody ułan z ciebie będzie... – śmieje się do juniora student przedostatniego roku inżynierii środowiska UWM Olsztyn. I wspomina, że losy ich rodziny boleśnie naznaczyła druga wojna światowa i okupacja niemiecka. Ponad 80-letni babcia i dziadek mają numery z obozów koncentracyjnych na rękach, bo wydało się, że Żyda ukrywali przed niechybna śmiercią... A pradziadek był ranny w Bitwie Warszawskiej 1920.

A gdy umilkną nagle odgłosy wystrzałów...
Rezolutna Natalia Babiel ma osiem lat, przenikliwe spojrzenie błękitnych oczu i młodszego o trzy lata braciszka Arka, z którym oglądała rekonstrukcję bohaterskiej obrony rodzinnego miasteczka. Myślała o 87-letnim pradziadku... - Mój pradziadek Feliks na Sybir był wywieziony w 1941 roku – pamięta dziewczynka, roziskrzonym wzrokiem śledząc popisy galopujących konno kawalerzystów, kiedy schron już został zdobyty przez Niemców. A spiker przypomina, że w podobnej sytuacji byli żołnierze Września '39 ze schronu przy grobli nad Narwią: osamotnieni, pozbawieni pomocy, zdani na siebie... Doktor Telesfor Saracyn przystanął na zielonej skarpie ze smutną miną. - Zdaje mi się, że mało kto o tym wie, nie słyszy komentarza i nie interesuje się faktami, tylko wybuchami – mówi, przyznając, że to akceptowana społecznie i budząca zainteresowanie forma ożywiania historii, żeby wyszła z zakurzonego podręcznika. Na losach rodziny mógłby uczyć dziejów i geografii 4-letniego wnuczka Marcela Mochnackiego. Malec dowie się, że przodkowie w czasie wojny rozrzuceni byli od Syberii po Kapsztad, byli żołnierzami AK i jeńcami w obozach koncentracyjnych, z Piłsudskim zdobywali Kijów, padali ofiarami mordów na Wołyniu.... Wspomnienia w niejednej głowie zrodzą się na nowo, gdy umilknie odgłos wystrzałów i opadnie bitewny pył nad nagle cichą znowu Narwią. Wtedy spoceni, zmęczeni i ubłoceni rekonstruktorzy przysiądą gdzieś nad rowem albo na pieńku, nabiorą łyżka bigosu i grochówki, aby posilić się i odsapnąć. Po co tak się męczą, jeżdżąc po Polsce jak długa i szeroka...? - Robimy to społecznie z zainteresowania, pasji i szacunku dla przeszłości... - tłumaczy Wojciech Jarosławski, 18-latek z 44. PSLA w Warszawie. - Zbieramy i czyścimy hełmy, broń, części umundurowania, pokazujemy na wystawach i rekonstrukcjach, jak w Nowogrodzie, by młode pokolenia wiedziały, jak poświęcali się dziadkowie i pradziadkowie. Jak żyli i ginęli dla nas.       

Mirosław R. Derewońko
Fot.: Marek Maliszewski

cz
pon, 01 września 2014 08:29
Data ostatniej edycji: 2014-09-01 08:43:57

 
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0