sobota, 10 grudnia 2016 napisz DONOS@
Gazeta Bezcenna nr 574

Gościniec łomżyński

Wielu z nas z nieukrywanym zaciekawieniem obserwuje postępującą od jakiegoś czasu integrację w Łomży. Jest to niezwykle budujące w czasach, gdy indywidualizm ocierający się o wojujący egoizm wszechogarnął niemal każdą dziedzinę życia społecznego. Wraz z zakończeniem sezonu grillowego, niebawem stracimy ostatnie szańce budowania wspólnoty. Tym bardziej cieszy, kiedy Łomża przeżywa takie zacieśnienie stosunków. Nie ma zresztą się co się dziwić. Gród historyczny, z tradycjami.

Próżno jednak szukać w tym właśnie przyczyny nowego, a jeżeli nie, to przynajmniej powracającego cyklicznie zjawiska zjednoczenia. Nie jest to też efekt jakichś spektakularnych tragedii, które zwyczajowo łączą w nieszczęściu cały kraj. Omijają nas powodzie, susze i wichury o skali, która wymagałaby solidarnego pochylania się aparatu państwa nad problemem. Dzięki Bogu, bo aparat strasznie w krzyżu rypie i jak się pochyli, to szybko się zaraz prostuje. W efekcie nikt już za parę tygodni, a na pewno miesięcy, nie pamiętałby o nas. Tymczasem znają nas w Warszawie, ba! w Berlinie nas znają, w Rydze i w Tallinie. Powinniśmy być z tego dumni. Trudno powiedzieć czy łomżyniacy czują dumę z tego, że się o nich w świecie mówi, ale jesteśmy przecież Polakami. W Polsce to się normalnie orgazmu dostaje, jak ktoś coś o nas powie. Na przykład, czasopismo „Szkocki człowiek” (The Scotsman) spośród trzech i pół tysiąca wydarzeń kulturalnych, jakie w ramach jednego festiwalu odbywają się w Edynburgu, poleciło występ Waldemara Malickiego i jego wesołej trupy poważnej muzyki. 
Genialnie! Wszyscy rozpływamy się w zachwytach, wycinki z gazet pokazywane są w większości opiniotwórczych programów telewizyjnych i cytowane w najważniejszych stacjach radiowych. I aż wstyd człowiekowi za tą całą Polonię. Dlaczego oni jeszcze nie wykupili całego nakładu, nie obsadzili w antyramie i nie wysłali po świecie z podpisem premiera?!
Ale skoro rozjechani w świecie tracimy zmysł i potrzebę wspólnego spędzania czasu i zachwytów nad nami samymi, dlaczego nie moglibyśmy zrobić tego w Łomży. Dla siebie i innych. Tym bardziej, że zgodnie z duchem europejskiej idei inicjatywa oddolna już działa. Nie potrzeba żadnej organizacji pozarządowej, która musiałaby napisać projekt, wystąpić o grant i czekać na decyzję pięciu komisji. Ileż można się dowiedzieć o świecie podczas wesołego biesiadowania przy stacji paliw BP. Niepozorne Bistro to prawdziwy międzynarodowy tygiel. Litwini, Łotysze, Estończycy, Rosjanie konsumujący w dobrych humorach i szybko. Człowiek dowiaduje się w ekspresowym tempie bardzo praktycznych rzeczy. Na przykład, wskazówki, jak można zarobić w Europie i ile? Gdzie najłatwiej dostać pracę? Okazuje się, że wycieczka z Wilna do Amsterdamu wcale nie musi być efektem powszechnego urlopu kierowców tirów. To lądowi marynarze, którzy skrzyknęli się, by pojechać do Holandii, wsiąść tam do czterdziestotonowych maszyn i rozjechać się po świecie. Miesięczna pensja minimum trzy tysiące Euro. To wprawdzie drażni trochę wykładowców naszych lokalnych uniwersytetów, ale takiej wiedzy nie ma nigdzie w oficjalnych komunikatach Eurostatu. Wyższe sfery z Warszawy stołują się w Mc Donaldzie. Można podziwiać nowe samochody i kobiety po nieukrywanym liftingu. A przez całą drogą do skrzyżowania w Piątnicy i z powrotem można ćwiczyć anielską wręcz cierpliwość. 
W ogóle powinno się zgłosić te korki na al. Legionów do Unii jako wyjątkowej urody produkt regionalny. Jak tu kiedyś zbudują obwodnicę, nikt tego miasta może nawet nie zauważyć.

Mariusz Rytel

cz
cz, 21 sierpnia 2014 08:13

 
161109032208.jpg
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0