wtorek, 06 grudnia 2016 napisz DONOS@
Wyszukiwarka
Wczytanie

Woda i sole zaatakowały kościół Panien Benedyktynek

Po raz pierwszy od około 20 lat przy kościele Panien Benedyktynek pojawiły się rusztowania, tak prawie wysokie jak dobudowana dopiero w połowie lat 90. ubiegłego wieku wieża dzwonnicza, kiedy postanowiono przywrócić stan z 1939 r. po zbombardowaniu poprzedniczki przez Niemców. - Zaczęliśmy od fasady z wystawą południową, ponieważ jest najbardziej zniszczona i najbardziej reprezentacyjna dla całej świątyni z okolicy 1859 roku – uzasadnia inż. Andrzej Wszeborowski z Łomży, którego firma za 60 tys. zł do końca listopada ma zdążyć z odsoleniem murów i położeniem nowych tynków. - Resztę tej zabytkowej budowli powinny spotkać podobne działania ratownicze...

Inż. Andrzej Wszeborowski
Inż. Andrzej Wszeborowski

Jednak nie zanosi się na to, żeby jeszcze w tym roku do „działań ratowniczych” miało dojść, gdyż ubogiego zakonu nie stać na tak kosztowne przedsięwzięcie. A że są potrzebne, to najlepiej widać z bliska, kiedy inżynier Wszeborowski paznokciem czy ostrzem noża bez trudu podważa płaty farby.

„Ostatni moment, żeby ocalić substancję zabytkową...”
Odpada skawałkowany w drobiazg tynk. Inżynier pokazuje pęknięcia od fundamentu do wysokości około 4 metrów, zarówno na ścianach świątyni, jak i klasztoru Panien Benedyktynek, przybyłych do Łomży w 1628 roku. - Tynk okropnie się poszatkował, ponieważ na wystawie południowej beton najbardziej się nagrzewa, chłodzą go i nasączają wilgocią gwałtowne deszcze, w te pęknięcia wnika woda i szczególnie zimą, gdy zamarza, powiększa objętość i rozsadza tynki – tłumaczy zawiłości czynników, niszczących wpisaną trwale w pejzaż Dwornej kameralną świątynię z klasztorem. - My najpierw zbijamy tynki i piaskujemy metodą strumieniowo-ścierną, żeby różne skrystalizowane pod tynkiem sole zedrzeć delikatnie ze ściany. Musimy to zrobić, ażeby uratować mur przed destrukcją.
Jak bardzo zniszczone są nowe, około 20-letnie cegły dzwonnicy, najlepiej widać na najwyższym piętrze z jednym okienkiem. Odsłonięte spod żółtej powierzchni dzwonnicy, kruszą się po lekkim dotknięciu, niektóre nawet w połowie wypłukane przez deszcze czterech pór roku. Dodatkowym utrudnieniem w procesie restaurowania zabytku jest zaprawa między cegłami: gdy w górnej części dzwonnicy cementowa, to w starszej, około 150-letniej głównej bryły kościoła, odbudowanej tuż po wojnie z gruzowiska – wapienna. - To chyba ostatni moment, żeby ocalić substancję zabytkową... – zastanawia się inżynier Wszeborowski, wcześniej ratujący takie zabytki, m.in., jak: Katedra, ratusz i obecnie Domek Pastora przy Krzywym Kole. - Najtrudniejsze będzie wyciągnięcie soli z murów, najdłużej trwające... Zaprawa jest zasadowa, deszcze są kwaśne, a w wyniku reakcji chemicznych powstają groźne sole. Woda odparuje i zostaną rozmaite rodzaje soli, to będziemy nakładać na mury kompresy z gazy, nasączone wodą destylowaną, aby wchłaniały chemikalia z gruntu i z powietrza...

Wchodziło się po dwóch stopniach - schodzi po jednym
Nie ma wesołej miny inżynier, oprowadzający po rusztowaniach: odsalanie może potrwać miesiąc, a może i trzy miesiące, czyli do października/listopada, kiedy znowu nadejdą jesienne słoty. - Mam nadzieję, że nasza metoda kompresowania i „swobodnej migracji” okaże się skuteczna – komentuje specjalista. - W kółko: sól przyciąga wodę z otoczenia i wciąga przez farbę i tynk do wnętrza cegły.
Zawiła zagadka i uśmiech fortuny zbiegną się w szybkości robotnika, aby odsolić, nim dotrze woda. Drugi poważny mankament, z którym będą musieli poradzić sobie konserwatorzy, to nawarstwienia kulturowe wokół świątyni, gdzie ułożono dziś niewidoczny jeden bruk, na którym położono drugi i przysypano piskiem, po czym dla „ozdobienia” całości, jak z przekąsem określa to inżynier, dodano polbruk. W ten oto sposób podmurówka kościelna, czyli kamienna ściana fundamentowa znalazła się poniżej polbruku, po którym płynąca woda opadów i roztopów dosięga bezpośrednio ceglanych murów. A powinna ta kamienna izolacja wystawać przynajmniej 10 do 15 cm powyżej nawierzchni dookoła kościoła... Na razie kolejnym problemem do rozwiązania inżynier Andrzej Wszeborowski nie zawraca sobie głowy, ponieważ w pierwszym rzędzie trzeba zatrzymać i usunąć zasolenie ścian. Na łamigłówki konserwatorsko-budowlane u panien Benedyktynek jest jeszcze trochę czasu...

Mirosław R. Derewońko

cz
pt, 18 lipca 2014 08:14

 
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0