poniedziałek, 05 grudnia 2016 napisz DONOS@
Wyszukiwarka
Wczytanie

Leszek Żebrowski o Jedwabnem sprzed 73 lat

Jednego dnia, 10. lipca, w Jedwabnem koło pomnika na polu oraz w Łomży w sali Centrum Kultury przy ul. Sadowej miały miejsce dwa symboliczne i symptomatyczne wydarzenia. W Jedwabnem na miejscu stodoły, gdzie spalono żywcem 73 lata wcześniej - według ustaleń Instytutu Pamięci Narodowej - nie mniej niż 340 Żydów, naczelny rabin Polski Michael Schudrich odmawiał za dusze poduszonych kadisz z udziałem około stu osób – a tego samego dnia wieczorem w Łomży, także z około setką miłośników historii spotkał się publicysta Leszek Żebrowski (lat 59), polemizujący z wywodami Jana Tomasza Grossa w książce „Sąsiedzi” z początku lat 2000-nych. Wywody, które Zebrowski nazywa „bajkami”...

Jan Tomasz Gross jest – jak określił go Leszek Żebrowski - „naukowym głupkiem”, podkreślając, że to wcale nie przezwisko, tylko określenie człowieka, który brnie w swoich „objawieniach” - o czym mówił już w 2001 r. w wywiadzie dla „New Yorkera”, „nie uznaje argumentów rzeczowych”. 

„Fakty w historii są tym, czym dogmaty w religii”
Ciągnący się dziesiątki lat spór idzie o to, kto i z czyjej inspiracji na początku okupacji niemieckiej – w niecałe trzy tygodnie po tym, jak Rosjanie uciekli z powodu wybuchu wojny z Niemcami – jest odpowiedzialny za spędzenie 10. lipca 1941 r. miejscowych Żydów do stodoły w Jedwabnem i za „lokalny Holocaust” miasteczka, liczącego ponad 3 000 mieszkańców, w tym połowę Żydów. Jan T. Gross obciąża winą za zbrodnię Polaków, nastawionych antysemicko, niechętnych Żydom z powodów ekonomicznych i religijnych. Żebrowski widzi w tym splot wielu więcej okoliczności, często nieznanych – jak nieprzebadane dotąd archiwa niemieckie, wywiezione przez Amerykanów i Sowietów – mogących obciążać nazistów niemieckich. - Fakty w historii są tym, czym dogmaty w religii – perorował publicysta, poświęcając ponaddwugodzinny wykład przybliżeniu audytorium,  z jednej strony, okoliczności, w jakich doszło do straszliwej zbrodni w Jedwabnem, z drugiej – prób postawienia hipotez, odpowiedzi na pytania słuchaczy, tonących w niesamowitej masie szczegółów.
Leszek Żebrowski drobiazgowo wyliczał rozmaite, jego zdaniem, podstawowe błędy Jana Tomasza Grossa. Na przykład, list wysłany z Montevideo w 1947 do Centralnego Komitetu Żydów w Polsce z zawiadomieniem o wydarzeniach w Jedwabnem, podpisany Całka Migdał. To ten list – zdaniem Żebrowskiego – rozpoczynał „sprawę Jedwabnego”, tyle że Gross imię Całka potraktował jako imię kobiety, chociaż - jak przekonuje historyk - było to zdrobnienie męskiego imienia Callel. Co więcej, mężczyzny niemogącego być świadkiem tamtych straszliwych wydarzeń w Polsce, skoro wyjechał w 1937 r. do Urugwaju...

„Przez kilkaset lat Żydzi uciekali z Europy do Polski”
Żebrowski dyskwalifikuje jako niewiarygodne różne wersje owej zbrodni, opisywane przez Szluma Wasersztajna: w jednej spalonych Żydów miało być nawet 4 000, gdy w całym rejonie Jedwabnego mieszkało ich około 1 200... Publicysta zwracał uwagę też na to, że pod koniec lat 40. w Łomży sąd wojskowy rozpatrywał tę sprawę i skazał jednego volksdeutscha na karę śmierci oraz 11 Polaków za pomoc w spaleniu Żydów, ale był to proces oparty m.in. na zeznaniach dwóch – jak ujął Żebrowski - „wypożyczonych” świadkach, którzy wcześniej siedzieli w więzieniu za... fałszywe świadkowanie w sprawach o nieruchomości. Świadkowie ci podali fałszywe adresy zamieszkania i na rozprawie się nie stawili. Jeden z nich nigdy nie mieszkał w Jedwabnem, a drugi został aresztowany w roku 1940 i wywieziony w głąb Związku Sowieckiego.
- Jeżeli jest możliwość ustalenia przebiegu tej zbrodni, to należy potępić jej sprawców, wszystkich fałszywych świadków i twórców kampanii fałszerstw – postulował Leszek Żebrowski. - Ani ja, ani nikt z tutaj siedzących nie odpowiada za tamte wydarzenia. Nie ma odpowiedzialności zbiorowej.
Ktoś z sali zadał pytanie, m.in., jakie wobec tego są cele nagonki środowisk żydowskich na Polskę, mające odpowiedzialnością za tamto ludobójstwo podczas II wojny światowej obciążyć Polaków. Zdaniem Leszka Żebrowskiego, cel to przerzucenie winy z Niemców i wymuszenie na Polakach odszkodowań dla Żydów. Przywołał tu wypowiedź z 1996 r. jednego z liderów Kongresu Żydów, że dopóki Polska nie zapłaci za Holocaust, tak długo będzie upokarzana na arenie międzynarodowej. - To pedagogika wstydu, żebyśmy stracili dumę – przekonywał historyk, którego rodzina wywodzi się ze wsi Żebry Wybranowo w okolicach Śniadowa koło Łomży. - Nie przypomina się celowo na świecie, że przez kilkaset lat Żydzi uciekali z całej Europy do Polski, bo tylko tu mieli zapewnione własne szkolnictwo, administrację, pobór podatków na swoje cele, zwolnienie ze służby wojskowej. W Jedwabnem od 11. lipca 41 Polacy brali Żydów do prac w polu i uchronili 100 –200 osób przed wywózkami do getta w Łomży. W październiku 1945 przebywało w miasteczku jeszcze około 40 Żydów, którzy następnie wyjechali z Polski. W Jedwabnem zostały przynajmnije dwie osoby narodowości żydowskiej, które przezyły te tragedię ukryte przez Polaków. To m.in. przedwojenny prezes Gminy Żydowskiej Józef (Izrael) Grądowski – podkreślał Żebrowski.

Mirosław R. Derewońko

161121091207.gif
cz
pt, 11 lipca 2014 16:08
Data ostatniej edycji: 2014-07-11 16:41:15

 
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0