wtorek, 06 grudnia 2016 napisz DONOS@
Wyszukiwarka
Wczytanie

Udana parada kultury Podlaskiego w Łomży

Tłumów wiwatujących na trasie przemarszu orszaku księcia Janusza I Mazowieckiego może i nie było, ale choć trasa świeciła pustkami, dopisała pogoda i humory uczestnikom parady województwa podlaskiego, która po raz pierwszy przeszła z placu Niepodległości ulicami: Giełczyńską, Dworną, Krótką i Długą do Starego Rynku, gdzie dotarło około 600 gości z około 50 zespołów muzycznych i tanecznych Białostocczyzny, Suwalszczyzny i Ziemi Łomżyńskiej z Łomżą na czele. Pod namiotem czekały w złotych fotelach dwie pary przebrane za książęce: nestorów, w co łatwo przyszło wcielić się wiceprezydent Łomży Mirosławie Kluczek i prezydentowi Mieczysławowi Czerniawskiemu, oraz dwoje juniorów, co odegrali bardzo dostojnie Monika Nieciecka i Mateusz Charubin z PG nr 8.

Pierwsze żartobliwe skojarzenia komentatorów, gdy gruchnęła wieść, że po paradzie województwa podlaskiego w Białymstoku, podobne mają odbyć się w Łomży i Suwałkach były druzgocące: że to nic innego jak odświeżanie zarzuconej z odejściem komuny tradycji przymusowych pochodów na Święto Pracy 1. Maja. Tymczasem w słoneczne, wczesne popołudnie w Łomży nie wyczuwało się atmosfery żadnego przymusu czy sztuczności: na ulicach pojawili się ludzie obyci ze sceną, estradą i parkietem. Poza tym, mimo dokuczliwego skwaru, najwyraźniej zadowoleni z okazji do spotkania sobie podobnych entuzjastów śpiewu, muzyki, tańca i występów w innych niż codzienne rolach.

Nie chcą być zamknięci w ciasnych salach prób
- Oczywiście, większość z nas ma skojarzenia z wychodzącymi z pl. Niepodległości pochodami 1-majowymi – śmieje się ceniona aktorka Beata Antoniuk (Teatr Lalki i Aktora w Łomży). - Jednak ja się cieszę, że narodziła się ta inicjatywa, aby zespoły z różnych stron i środowisk mogły pokazać się sobie nawzajem na tak dużej imprezie. Większość z nas nie zobaczyłaby nigdy tylu grup na żywo. Wydaje mi się, że trzeba robić „pozytywny szum”, żebyśmy nie byli zamknięci w domach kultury.
Gimnazjalista Mateusz Charubin uczestniczył rok temu w paradzie białostockiej i jako łomżyniak ucieszył się, że krótkie prezentacje ze Starego Rynku będą odbywały się aż do wieczora na Muszli przy ul. Zjazd. - Mamy jako adepci sztuki dobre doświadczenia i możliwość zapoznania się z ofertą innych zespołów – zauważa chłopiec. - Dobre doświadczenia kulturalne służą naszemu rozwojowi.
Nie ma też co do tego wątpliwości instruktor tańca Marcin Wasilewski (lat 25) z MDK w Grajewie, który maszerował w paradzie z wychowankami z zespołu Tequila. - Każdy trenuje, żeby móc się pokazać, więc prezentacje publiczne są przydatne – mówi instruktor. - Młodzież chętnie przystała na propozycję wyjazdu do Łomży. Parada stanowi przegląd dorobku grup z naszego województwa i dobrze się stało, że możemy w ten sposób się integrować. To również okazja do szukania inspiracji.
Maria i Jan Bućko (lat 60 +) z gminnego zespołu folklorystycznego Czerwoniacy uważają, że to, co ginie, powinno wychodzić na ulice. - Nie chcemy być zamknięci w ciasnych salach prób, ale mieć możliwość wyjścia z naszą twórczością na zewnątrz – twierdzi małżonka. - Dzięki temu, bardziej czujemy się tym narodem polskim, tą lokalną społecznością z gminy Kolno, ludźmi z Podlaskiego.

Gimnazjalistki z Nowogrodu: Łucja Borawska i Daria Zyzik mają satysfakcję, że parada dotarła do Łomży, gdyż mogą po raz kolejny wystąpić w strojach kurpiowskich. - Podoba nam się ten pomysł, bo można z każdym swobodnie pogadać i każdy się do drugiego uśmiecha – uzasadnia Łucja. - Dla nas to dobra okazja, żeby pokazać, co robi się GOK-u, co w Nowogrodzie, i że w ogóle istniejemy.
Jakub Pieczyrak niesie wysoko uniesioną tablicę z napisem „Powiat wysokomazowiecki”. Podziw budzi, że cały czas 18-latek ma wyprostowane ramiona, lecz Kuba z Dziecięcego Zespołu Tańca wyjaśnia: - Tylko wtedy podnoszę, gdy sprzedawcy, klienci ze sklepów i przechodnie do nas patrzą.
Szczególnie dużo „pozytywnego szumu” było, gdy grała Łomżyńska Orkiestra Dęta. Łomżyńskie mażoretki nie ustępowały urodą, wdziękiem i sprawnością zambrowskim. Szlachta ciechanowiecka musiała z pokorą słuchać, jak włościanie z zespołu Klekowiacy w Boćkach widzą świat: „Kalina, kalina, kalinowy prątek, tam się chłopcy snują, gdzie czują majątek...”. Pewnie i mało kto wiedział na paradzie, że kosztować ona miała z funduszy unijnych „ledwie” ćwierć miliona złotych. - Drogo, ale mamy okazję pokazać się. I jak wyglądają mażoretki – mówi instruktorka Maria Gierasimiuk z MOK w Zambrowie. - Potrzebujemy tych plenerowych prezentacji dla poczucia sensu naszej pracy.
Z uznaniem o uczestnikach parady, ich pasjach, wysiłku i umiejętnościach wyrażał się dziennikarz Radia Kolor z Warszawy Sebastian Misiuk, który specjalnie na paradę przyjechał ze stolicy, aby tuż potem odwiedzić rodzinę w Bielsku Podlaskim. - Mam wrażenie, że czasem się wstydzimy miejsca, skąd pochodzimy... - zastanawia się Sebastian, studiujący kulturoznawstwo UKSW. - Może bliskość granicy wschodniej, może wiejskość i większa bieda sprawiają, że mamy czasami niską samoocenę. Paradoks, że dopiero na paradach w Białymstoku i Łomży dostrzegłem, jakie tu bogactwo kultury...

Mirosław R. Derewońko

161121091207.gif
mm
so, 07 czerwca 2014 19:21
Data ostatniej edycji: 2014-06-07 19:25:49

 
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0