niedziela, 04 grudnia 2016 napisz DONOS@
Wyszukiwarka
Wczytanie

Radosna majówka „unijna” na bulwarze nad Narwią

Pogoda w czwartek dopisywała od samego rana: świeciło słońce na błękitnym niebie, wiatr lekko przesuwał pierzaste obłoki i leniwie, bezszelestnie płynęła Narew. Ta sielska, rozleniwiająca trochę atmosfera doskonale wpisała się w potrzebę relaksu nad rzeką, wśród soczystej zieleni i ubranych modnie spacerowiczów na bulwarowym deptaku. Nieprzerwanie do późnego popołudnia, kiedy się zachmurzyło, jak uprzedzali meteorolodzy, ścieżkami spacerowali odpoczywający łomżyniacy i ich goście, jeździli rowerami i na rolkach, korzystali z huśtawek i siłowni oraz zajadali się lodami. Nie próżnowali instruktorzy MOSiR-u w wymyślaniu żeglarskich konkursów i pograła kapela Maki.

Zaczynając od końca: Maki zakwitły muzycznie i wokalnie ze swoją swojsko kurpiowska nutką na brzegu Narwi właśnie z powodu prognoz meteorologicznych, dlatego MOSiR postanowił zespół zaprezentować wcześniej, niż planowano na sobotę. Żwawej grupie brak liczniejszej publiczności nie przeszkadzał, bo w tonie i klimacie majówki był relaks. Urzekająca cisza, błogi spokój, wolne spacerki i niespieszne rozmowy. Chociaż majówkę zorganizowano w ramach 10-lecia wstąpienia Polski do Unii Europejskiej, to – oprócz flag z napisami „Dni otwarte” i kilku plakatów – mało kto przypomniałby sobie, że otwarty rok temu Port Łomża nie powstałby bez dofinansowania unijnego.

„Zakochani są wśród nas”, czyli Merda z babcią szaloną
- Teraz dopiero widać wyraźniej, jak potrzebna i oczekiwana była budowa bulwaru ze ścieżkami i urządzeniami do ćwiczeń, jak my, łomżyniacy czekaliśmy na możliwość przechadzki w zadbanym i przyjaznym miejscu nad rzeką - dzieli się wrażeniami filozof Jan Łukasiuk, wędrujący powolutku z małżonką wśród traw, krzewów i drzew do domu. - Miejsce jest urokliwe, czysta i wieczna natura...
Urokliwe miejsce spodobało się również koleżankom, które z mężami i dziećmi zdecydowały się na pierwszą wspólną w tym roku majówkę nad Narwią. Małgorzata i Andrzej Roszkowscy z córkami Paulą i Julią z Łomży oraz Wioleta i Adrian z synkiem Wiktorem z Bielska Podlaskiego upatrzyli sobie na odpoczynek kosmiczny barek z ciastkami, napojami i lodami na wzgórku. Każdy radość spotkania przeżywał po swojemu: uśmiechnięte dzieciaki zajadały się lodami, mamy rozmawiały o problemach dnia codziennego, tatusiowie oddalili się na chwilę, by przy stole pogadać o interesach.
Takich i podobnych scenek można było obserwować do woli setki: zakochane parki nastolatków i 30, 40, czy 50 + pod rękę, za rękę i w czułych objęciach. Co i rusz na ławeczkach przysiadali sobie staruszkowie lub młodziankowie, śmigały na rolkach maluchy lub na rowerach posiwiali nestorzy.
- Ja to jestem babcia szalona – śmieje się Danuta Piątek, dając do wyboru przygodnie spotkanym przechodniom resztę dni tygodnia do wyboru. - W moim życiu na pierwszym miejscu jest wnusia, na drugim rower, na trzecim ogródek, a mąż to może... na jakimś dziesiątym... Ja uwielbiam jeździć poza miastem, mnie jest w mieście wprost za ciasno. Wolę na Górę Królowej Bony, przez Szablak do Nowogrodu, przez Drozdowo do Bronowa. Trzy lata temu na Dzień Babci dostałam od wnucząt ukochanych moją Meridę, więc pożegnałam się ze składaczkiem Rometem i mogę śmigać do woli.

„Łomżyniacy są bardziej otwarci, czystsi, kulturalniejsi”
Zadowolona z radosnej klienteli była Elżbieta Skrzetuska, której aksamitne lody włoskie robią nie tylko na Długiej furorę, ale zdobyły podniebienia i serca bulwarowiczów. - Lodziarstwem zajmuję się już od 1978 roku – wyjawia sympatyczna business woman. - Wiem, że w tym roku mamy 10-lecie Unii i 25-lecie kontraktowych wyborów. Myślę, że ten czas przyniósł duże zmiany: ludzie są inni, ubierają się lepiej, samochody inne, budownictwo i w ogóle miasta są inne, nasza Łomża też. Polacy są bardziej otwarci niż za komuny, czystsi, kulturalniejsi. Widać, że poznali Europę i świat.
„Tata, tata, tata!!!” - takie okrzyki dopingujących dzieci dobiegały z Portu Łomża, gdzie Marcin Marzec z instruktorami MOSiR-u prowadził konkursy żeglarskie i sportowe. W dwuboju wbijania trzech gwoździ na czas i wlewania 8-litrowym wiadrem wody z basenu portowego do 60-litrowej beczki zwyciężyli: Kazimierz Just (9,11 s i 2 min 18 s) i Zbigniew Sipowski (5,70 s i 2 min 37 s). Wśród pań triumfowała Henryka Milewska (18,30 s i 4 min 06 s). - Dużo pracuję fizycznie, muszę mieć kondycję – tłumaczy zdyszana. - Opiekuję się starszymi, pomagam im na co dzień. W nagrodę popłynę z wnukami kanadyjką. Od majówki w Porcie Łomża wypożycza się już kajaki i kanadyjki.
Inauguracji sezonu żeglarskiego nie przegapiła o ósmej rano Anna Jakubowska z mężem Romualdem, którzy są sternikami jachtowymi jak ich trójka dzieci: Marta, Wiktor i Aleksander. - Kiedy ujrzałam na maszcie portowym polską banderę i wielką galę banderową państw, to serce zabiło mi mocniej... – opowiada. - A gdy kapitan Nawrocki wybił na dzwonie portowym szklanki, zaczęła się majówka!
Na Starym Rynku w piątek od godz. 12. majówki z grillowaniem i konkursami ma być ciąg dalszy.

Robert M. Derewońko
Zdj.: MOSIR

mm
cz, 01 maja 2014 19:18
Data ostatniej edycji: 2014-05-06 15:39:27

 
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0