poniedziałek, 05 grudnia 2016 napisz DONOS@
Gazeta Bezcenna nr 544

Nurt nie zamarza

„Co ma przyjść, przyjdzie, co ma minąć, minie. W dni najburzliwsze czas jednako płynie.” Niby stary bon mot, ale jak sobie człowiek przypomni, ze to Shakespeare’a, to zupełnie inaczej na to patrzy. Każdy taką mądrość ma, ale liczy się ubranie tego w słowa. Znaczenie pozostaje podobne. Można powiedzieć prościej: „Wszystko to …” (wstawić emocjonalnik rynsztokowy). Niezależnie, czy to William czy Zdzisław z Sosnowca, znany głównie w okolicach miejscowego monopolowego – znaczenie wypowiadanych słów podobne. Będzie to samo? Oczywiście. Ale nie tak samo.

I to „tak samo” różni naszych bohaterów. Różnica jest na tyle poważna, że jeden jest wieszczem dla wielu, drugi sam ze sobą ma słaby kontakt. Niestety, w dzisiejszych czasach społeczna uwaga przechyla się na korzyść tego drugiego. I nie chodzi wcale o samo traktowania demokratycznej większości, gdzie - jak mawia Cejrowski - „dwóch żuli spod budki z piwem ma dwa razy więcej głosów niż jeden uniwersytecki profesor.” Być może, jest to pochodna takie sytuacji, ale w dzisiejszych czasach nasza codzienność dyplomatyczna straciła szanse na udział w takich właśnie zawodach. Co więcej, ona nawet nie aspiruje do wyższej ligi. 
Do tego, że politycy wyzywają się od różnych, zdążyliśmy się przyzwyczaić. Stworzyliśmy nawet dla nich pewną normę. Po kilku próbach wiedzą już, ze bez „idioty”, „matoła” i takich tam, nie mają szans przebić się do szerszej świadomości społecznej. Coraz częściej jednak zauważają w podobnym tonie tych, do których swój przekaz kierują. „Taki mamy klimat”, mówi Pani minister i dodaje, że jakoś przeżyje popularność, jaką przyniosła jej ta wypowiedź. Chodziło o kłopoty z ogrzewaniem pociągów i marznących pasażerów. 
Jakiś czas temu starali się przynajmniej ukrywać swoje prawdziwe intencje, oraz to, że traktują nas jak frajerów. Od jakiegoś czasu, lody powoli zaczynają pękać. Naśmiewamy się, i słusznie, z języka komunistycznych plenów, ale tam była przynajmniej jakaś melodia. Wiadomo było, że dbają tylko o własne interesy, ale było słychać jakąś myśl ideologiczną. Dziś ideologię na nowo trzeba zdefiniować. Aż strach pomyśleć, co z tego wyniknie?

Można zacząć od próby odpowiedzi na pytanie - czym więc różni się „Dzień św. Kryspina.”  od imienin Heńka, choć ten drugi też jest od świętego patrona wzięty? Tym, że coraz częściej pochylając się nad rynsztokiem tracimy z oczu poetów.

Mariusz Rytel

cz
cz, 23 stycznia 2014 08:21

 
161109032208.jpg
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0