sobota, 03 grudnia 2016 napisz DONOS@
Gazeta Bezcenna nr 534

Łomżyński satelita

Świat obiegła informacja, że w Łomży może spaść satelita. Urzędowe ostrzeżenie wywołało spore poruszenie w kraju. Głównie z powodu niepohamowanych spazmów śmiechu przeplatanych zażenowaniem z powodu stanu samoświadomości tych, którzy wpadli na to, żeby ostrzeżenie opublikować. Naradę sztabu kryzysowego kończyło zapewne zdanie – A jak nie opublikujemy, a dupnie?! To co? Zaraz będą się czepiać na mieście! Nie można odmówić tak myślącym tego, że myślą. Nie jest to może dostateczny z logiki, ale krzyżówkę panoramiczną taki by rozwiązał. Ci, który drwili to nie ludzie, to wilcy. Ostrzeżenia pisać trzeba. Na stronie internetowej taniej, i nawet papier nie musi wszystkiego przyjmować. Po prostu same plusy.

Urzędnik przezorny zawsze zabezpieczony. Szkoda tylko, że nie było zaleceń dla obywateli. Jak się zachować? Gdzie uciekać? Co znaczy modulowany sygnał syren? Nie wszyscy, być może, świadomie uczestniczyli w ostatnich ćwiczeniach?! W ostrzeżeniu o możliwym zetknięciu się technologii kosmicznych z Łomżą, trzeba było chociaż napisać do której u „Marczyka” otwarte. W dobrym tonie byłaby też informacja firmy, że w związku z realizacją przez gminy ustawy śmieciowej, zgłoszenia pochówków przyjmowane są bez kolejki. Tyszka by się dorzucił z jakąś promocją po długim weekendzie i urzędowe pismo byłoby wolne od znamion wspierania nieuczciwej konkurencji. 
Na szczęście minął już ogłoszony czas kosmicznej burzy i nic się nie stało. Nic w Łomży. Satelita spadł w Warszawie. Pech chciał, że na teren Ruskiej ambasady. Niektórzy twierdzą, że zrobiły to łyse Liachy, ale tego akurat nikt nie może być pewien. Nie mam pojęcia skąd minister Sikorski może mieć takie informacje, bo zadymiarze byli w kominiarkach szczelnie maskujących ewentualny brak owłosienia. Nieistotne. Najważniejsze, że na nasze nieszczęście spłonęła budka strażnicza, a ogrodzenie ambasady przeszło test obciążeniowy. Oczywiście nikt tego nie przewidział. Oni, tam na szczeblach rządowych nie mają takich specjalistów jak my, w samorządzie. Oczywiście wszystko wina Kaczora, który nawet spadającego satelitę jest w stanie nakierować na znienawidzoną ambasadę, a później uciekł do Krakowa dla niepoznaki. Mógł chociaż nieoficjalnie powiedzieć komuś, albo anonim napisać. Oczywiście na reakcję nie trzeba było długo czekać. Na nic zdały się słowa ubolewania i przeprosiny. Kosmos wyznaje zasadę - oko za oko. Resztki czelabińskiego meteorytu uderzyły więc w teren ambasady naszego kraju w Moskwie. Oni na pewno nie będą przepraszać. Po pierwsze - nie zaczynali, po drugie – nie przepraszali za większe rzeczy niż parę kamieni i ognisko w polskim ogródku. Jak meteoryt spadał, dało się słyszeć okrzyki: „Rosja od Warszawy do Portu Artura!”
Wszyscy twierdzą, że wojna w dzisiejszym świecie jest niemożliwa. Świat jest tak poukładany, że nikomu nie opłaca się wojować, a technologia tak rozwinięta, że gdyby jednak doszło do wojny, w efekcie światowej, to kilka minut później nie byłoby komu wydawać rozkazów po obu stronach frontu. Niby to wszystko prawda, ale gdzieś człowiekiem targają wątpliwości. Nie wiem dokładnie gdzie leży Port Artura, ale wiem gdzie leży Warszawa. Może by tak w Łomży wydać jakiś krótki komunikat, o tym jak miasto pięknie rozwijało się za cara, a obywatelom żyło się dostatnio? Po rosyjsku, tak na wszelki wypadek. 

Mariusz Rytel

cz
cz, 14 listopada 2013 08:04

 
161109032208.jpg
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0