wtorek, 06 grudnia 2016 napisz DONOS@
Wyszukiwarka
Wczytanie

Nie płacą wynagrodzeń, oszukują na umowie o pracę...

Połowa skarg pracowników do oddziału Państwowej Inspekcji Pracy w Łomży dotyczy kwestii wynagrodzenia. Pracodawcy nie płacą ludziom za pracę w ogóle lub płacą za mało, nie doliczając nadgodzin bądź godzin nocnych, nie uiszczają pochodnych płacy, nie wystawiają umów o pracę albo fałszują dokumenty. - Jak nazwać stan, kiedy w XXI wieku w środku Europy jeden człowiek wyzyskuje człowieka, zarabiając na nim, a nie płacąc za pracę lub płacąc głodowe stawki...? – pyta retorycznie Stanisław Gołąbecki, kierownik łomżyńskiego oddziału PIP. - Po prostu: niewolnictwo!
Problem w tym, że „niewolnicy XXI wieku” idą ręka w rękę z wyzyskującymi ich biznesmenami.

Stanisław Gołąbecki, kierownik łomżyńskiego oddziału PIP
Stanisław Gołąbecki, kierownik łomżyńskiego oddziału PIP

Liczba skarg tegorocznych jest na poziomie ubiegłorocznym. Od początku roku do 20. października inspektorzy PIP prowadzili 450 zakończonych kontroli, w tym 110 „skargowych”, w większości składnych przez pracowników lub byłych pracowników, ale także związki zawodowe, instytucje i organizacja. Zdarza się, że inspektorzy zajmują się również anonimami, bo niektóre są prawdziwe. Jest wręcz regułą, że w jednej - statystycznie – skardze pojawia się kilka problemów, związanych z łamaniem prawa pracy przez przedsiębiorców. Około 40 procent zażaleń jest zasadnych. 

Dokumenty mówią co innego, niż skrzywdzony człowiek
W około 10 procent spraw inspektorzy z doświadczeniem i wykształceniem kierunkowym nie są w stanie się połapać, więc tego typu pisma lądują w grupie niemożliwych do ustalenia, natomiast cała reszta – czyli połowa! – okazuje się „niezasadna”. Niezasadna w ocenie inspektorów, którzy nie mają uprawnień śledczych. Jeżeli, na przykład, dokumentacja w firmie została sfałszowana, to sąd może powołać świadków, biegłych czy grafologów. - Zdajemy sobie sprawę, że dokumenty często mówią co innego niż skrzywdzony człowiek – przyznaje kierownik Gołąbecki. - Kilkanaście razy w roku zdarza nam się nawet, że bez zgody i pytania o zdanie pracownika występujemy do sądu w jego interesie. I co wychodzi na rozprawie...? Że pracodawca i pracownik tworzą zgodną drużynę.
Obaj twierdzą, że jakieś rozwiązanie, nawet niezgodne z prawem, przyjęli jako dla nich korzystne.
Sąd tłumaczy, że nie ma prawa uszczęśliwiać pracownika na siłę, więc inspektorzy odchodzą z kwitkiem i skwaszoną miną, chociaż racja jest po ich stronie. Jak pracownik w określonym miejscu i stałym czasie wykonuje pracę codziennie, to ewidentnie należy mu się umowa o pracę, a nie żadne „śmieciowe” rozwiązania w postaci umów cywilno-prawnych, jak umowa zlecenie czy o dzieło. Inspektorzy nie mają złudzeń, że trafia do nich część spraw, gdyż ludzie obawiają się utraty pracy. Ponad trzy czwarte kontroli „tematycznych” bierze się z inicjatywy Głównego Inspektoratu Pracy. Są wśród nich, m.in., wypadki przy pracy, BHP, legalność zatrudnienia Polaków i cudzoziemców. Oprócz wypadków śmiertelnych i zbiorowych (każdego typu było w tym roku po dwa), które ma obowiązek zgłaszać pracodawca, zdarzają się takżę wypadki, o których inspektorzy nie dowiedzą się nigdy. Powód wiadomy: obawa poszkodowanego przed zwolnieniem. Zdecydowana poprawa nastąpiła na większych budowach, skąd ustąpiły rusztowania zbijane z desek na rzecz metalowych. Zniknęło zagrożenie porażenia prądem po wyparciu bezpieczników topikowych bezpiecznikami z zapadkami. Z legalnością jest jak z dokumentami: pracodawca potrafi powiedzieć, że odwiedził go w pracy szwagier, teść pomaga albo człowieka nie zna. Znów się kłania brak uprawnień śledczych.

Nie skarżą się z obawy o utratę pracy lub skarżą z zawiści
Z „omijanym” czasem ośmiu godzin pracy najgorzej jest w małych placówkach handlowych, gdzie ludzie są po 10 – 12 godzin:nie dostają zapłaty za nadgodziny ani wolnego w zamian. Nie skarżą się też przy rutynowej kontroli: zyskaliby tyle, że na ich miejsce byliby inni chętni do wykorzystania... 
Dopiero kiedy pracownik odejdzie lub zostanie „zwolniony”, skarży się do PIP na brak umowy. Takich zażaleń było od początku roku 30, natomiast na czas pracy – 20. Tyle że prywatne zapiski w kajeciku nie są dowodem, zaś pracodawca pokazuje „bałwanki”, taśmowo podpisywane 8 godzin. I wreszcie badania lekarskie, które są obowiązkowe, aby wykluczyć przeciwwskazania zdrowotne do podjęcia danej pracy. Pracownicy ich nie mają lub pracodawca udaje, że nie musiał opłacić lekarza.
Zdarzają się też skargi z zawiści lub nieszczęśliwej miłości. Pewna kobieta poskarżyła się na byłego męża pracodawcę, że prowadzi zakład i zatrudnia pracownicę, której nie płaci za nadgodziny i nie zapewnia warunków socjalnych. Okazało się, że to zdradzana żona broniła kochanki niewiernego...
Kierownik oddziału PIP w Łomży ubolewa, że wśród kilku tysięcy pracodawców, m.in., z Łomży, Zambrowa, Kolna, z tych powiatów i kilku gmin wysokomazowieckiego i grajewskiego, ciągle są między uczciwymi szefami cwaniacy, oszuści i krętacze, szanujący ważnych dla działalności firmy fachowców, a resztę traktujący jak podludzi. - Jest lekka poprawa sytuacji, do czego przyczyniła się nasza działalność i wzrost świadomości pracodawców, ale przestrzeganie praw pracowniczych jest niezadowalające – podsumowuje Stanisław Gołąbecki. - Wydaje mi się, że czas zagra tu na korzyść.

Mirosław R. Derewońko

161121091207.gif
cz
śr, 23 października 2013 08:08

 
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0