czwartek, 17 sierpnia 2017 napisz DONOS@

Ulubiona pora roku

Ulubiona pora roku


Gdyby popytać ludzi, którą z pór roku uważają za najpiękniejszą, każdy - niezależnie od wieku - odpowiedziałby: oczywiście wiosna! To okres budzenia się do życia przyrody, tęsknie wyczekiwanego zapachu spulchnionej ziemi, młodej trawki, pierwszych wiosennych kwiatów, nieśmiałych przebłysków słońca. Nagle na sercu robi się radośniej, ludzie nabierają energii
i optymizmu.

Jaka jest moja ulubiona pora roku?
W moim życiu był taki okres, kiedy najpiękniejsza wydawała mi się późna jesień
- miesiąc listopad.   
Wciąż mam w pamięci przeżycia, gdy kilka lat temu dopadła mnie choroba nowotworowa. Po operacji musiałam przejść ciężką, długą chemioterapię, zaraz po niej poddałam się trudnej radioterapii, po której do dziś pozostały mi brzydkie ślady. Gdy odetchnęłam z     ulga, że wytrwałam, przeżyłam, nie poddałam się - brak odporności organizmu sprawił, że zachorowałam na półpasiec. I znów przyszło cierpienie, obejmujące wrażliwe rejony ciała: bark, szyję, ucho, część twarzy.   
Tak więc minęła wiosna i lato, przyszła zioła jesień, a ja nie dostrzegałam niczego wokół. Był to czas nieokreślony i bezbarwny, Mijał dzień za dniem, miesiąc za miesiącem,
a ja usilnie wierzyłam, że dotrę wreszcie do momentu, kiedy zwalczę chorobę i zaznam
spokojnego odpoczynku i wyciszenia.   
Tak po wszystkich etapach choroby dotrwałam do listopada, Otrząsnęłam się z letargu, poczułam, że żyję i zaczęłam dostrzegać   
piękno otaczającego świata. Po raz pierwszy w życiu zachwyciłam się urokiem listopadowej jesieni. Obserwowałam czarną mozaikę bezlistnych drzew na tle szarego nieba; wsłuchiwałam się w porywy wiatru i szum kropel deszczu, obserwowałam stada kroczących gawronów.
Siadałam wtulona w poduszki fotela bezpieczna i szczęśliwa, że je¬stem, że żyję, widzę i czuję.
- Boże, jaki piękny jest świat o tej porze roku! - myślałam. - Dlaczego do tej pory tego nie doceniałam?! Jakże przyroda swoim jesiennym wyciszeniem otula nas, relaksuje, pozwala usypiająco działać na nasze zranione ciała i dusze,
Minęło sporo lat od momentu usłyszenia strasznej diagnozy i uciążliwego leczenia. Już nie listopad jest dla mnie ulubionym miesiącem. Każda pora roku wydaje mi się piękna, każdej - bez wyjątku- oczekuję z utęsknieniem. Staram się cieszyć każdym dniem, każdą godziną. Każda pora dnia jest wspaniała: ranek, bo budzę się, żyję! Dzień - niezależnie od pogody - wnosi coś nowego, a wieczór przy- nosi ciszę i spokój.
Analizuję swój stosunek do życia i nie jestem z siebie w pełni zadowolona. Moim największym problemem jest popadanie w depresję, Nie jest to strach przed nawrotem choroby. Oswoiłam się z ciągłymi kontrolami stanu zdrowia, z ustawicznym czuwaniem nad postępują- cymi zmianami w organizmie. Po prostu tak często bywa po leczeniu choroby nowotworowej,
że pacjenci są słabi nie tylko fizycznie, lecz i psychicznie. Jestem tego świadoma. Ciągle pracuję nad tym, by nie poddawać się smutkowi, cieszyć się z każdej ulotnej chwili, świętować każdy dzień, który jest mi dany.
Staram się wzorować na najbliższych mi koleżankach - Amazonkach, które mimo swoich ciągłych kłopotów zdrowotnych tryskają humorem i optymizmem. Podziwiam je: piękne, zadbane, uśmiechnięte i życzliwe. Ważną jest świadomość, że w razie potrzeby można zwrócić się do kogoś, kto rozumie, bo sam przeżył chorobę nowotworową i odczuwa jej skutki,
0 wiele lepiej widzi się oczyma, które wylały łzy.

Irena

Helena Putkowska
śr, 08 września 2010 11:24

 
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0